Portal Pszczelarski

Letnie miodobranie i koniec sezonu 2026

pszczelarstwo w Polsce sezon pszczelarski

Letnie miodobranie i koniec sezonu 2026. Jak pszczelarze oceniają ten rok i co dzieje się w polskim pszczelarstwie?

Rozkwit nawłoci tradycyjnie oznacza dla większości polskich pasiek zakończenie głównego sezonu produkcyjnego. Tegoroczne letnie miodobranie zamyka rok, który pszczelarze zgodnie określają jako trudny, nierówny i wymagający. W większości pasiek już czas na karmienie przed zimowlą, tak by zapasy powstały do połowy września, przegląd jesienny i podsumowanie sezonu pszczelarskiego 2026. 

Nie był to sezon spektakularnych zbiorów ani rekordowych miodobrań. Był to natomiast kolejny rok, w którym o powodzeniu pasieki decydowały nie doświadczenie czy liczba rodzin pszczelich, lecz umiejętność błyskawicznego reagowania na kaprysy pogody. 

Relacje publikowane na forach internetowych, grupach pszczelarskich, portalach branżowych oraz opowieści pszczelarzy w czasie rozmów, podczas licznych spotkań środowiska pokazują zgodny obraz - sezon 2026 był jednym z najbardziej zróżnicowanych regionalnie ostatnich lat. W jednej części kraju pszczelarze odwirowali kilkanaście kilogramów miodu z ula, podczas gdy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej inni kończyli sezon z wynikami o połowę niższymi. 

Jak mówi Marcin Sadowski z Pasieki Marcyś: "Niestabilna pogoda sprawia, że prowadzenie pasieki wymaga coraz większej elastyczności i szybszego reagowania na zmieniające się warunki. Dawniej okresy kwitnienia poszczególnych roślin były bardziej przewidywalne, natomiast obecnie coraz częściej zdarza się, że rośliny zakwitają wcześniej lub kwitną bardzo krótko, a susza albo gwałtowne zmiany temperatur mogą znacząco ograniczyć ich nektarowanie." (fragment wywiadu udzielonego Portalowi Pszczelarskiemu w lipcu 2026)

Średnie zbiory szacowane są najczęściej na około 10-12 kilogramów miodu z ula, jednak w wielu rejonach Polski, szczególnie dotkniętych suszą, nie przekroczyły nawet 8 kilogramów. Dla wielu gospodarstw oznacza to produkcję wyraźnie poniżej średniej wieloletniej. 

Dodatkowo wiele było emocji związanych z propozycjami przepisów, które dla pszczelarzy były trudne, czy postrzegane wręcz jako zamach na polskie pasieki.

Wiosna dała nadzieję. Potem przyszła susza

Początek sezonu nie zapowiadał tak trudnego roku. Tam, gdzie końcówka kwietnia i pierwsze dni maja przyniosły kilka ciepłych dni, pszczoły bardzo dobrze wykorzystały kwitnienie mniszka lekarskiego. W wielu pasiekach właśnie miód mniszkowy i wczesny wielokwiat okazały się najlepszym pożytkiem całego sezonu. 

Optymizm szybko jednak ustąpił miejsca rozczarowaniu. Zimny kwiecień spowolnił rozwój rodzin pszczelich, a lokalne przymrozki uszkodziły pąki wielu roślin nektarodajnych. Następnie przyszły tygodnie z niedoborem opadów, wysokimi temperaturami i silnym wiatrem. W Polsce panowała susza potwierdzona hydrologicznie. Wielu rolników dostało odszkodowania za szkody spowodowane brakiem deszczu. Pszczelarzom taka forma wsparcia z powodu suszy nie przysługuje. Co ciekawe, w kilku krajach UE (przykładami są Cypr czy Hiszpania) takie przepisy już istnieją. 

Pszczelarze wielokrotnie podkreślali, że kwiaty kwitły, ale nie wydzielały nektaru. W praktyce oznaczało to sytuację, w której pożytki wyglądały obiecująco, lecz ule pozostawały niemal puste.

Koniec sezonu 2026: Rzepak, akacja i lipa nie spełniły oczekiwań

Największe rozczarowanie przyniosły pożytki uznawane za fundament krajowej produkcji miodu. Rzepak miejscami zapewnił przyzwoite zbiory, jednak w znacznej części kraju plantacje ucierpiały wskutek przymrozków oraz suszy. Rolnicy obserwowali słabszy rozwój roślin, a pszczelarze – zdecydowanie krótsze i mniej intensywne nektarowanie. 

Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczyła akacji. W wielu regionach jej kwitnienie trwało zaledwie kilka dni. Tam, gdzie drzewa zostały uszkodzone przez przymrozki lub cierpiały z powodu braku wody, miodu akacjowego praktycznie nie pozyskano. 

Lipa, od lat uznawana za jeden z najbardziej cenionych, tradycyjnych polskich pożytków, również zawiodła. Choć lokalnie - zwłaszcza na południu Polski - udało się uzyskać bardzo dobre miody lipowe, w skali kraju był to sezon wyjątkowo słaby. Wysokie temperatury sprawiły, że okres intensywnego nektarowania trwał często zaledwie dwa–trzy dni, a w wielu miejscach zakończył się zanim pszczoły zdążyły go w pełni wykorzystać.

Sama niestety obserwowałam kwitnienie lip, które wybuchło w największe upały, ale kwiaty się niemal zasuszyły pod wpływem słońca, z zapylacze niewiele skorzystały z dobrodziejstwa drzew. Dlatego w wielu pasiekach, które co roku miały miód lipowy, w tym roku dominuje miód wielokwiatowy z domieszką lipy.

Czerwcowy głód pożytkowy stał się codziennością

Najczęściej powtarzanymi określeniami sezonu 2026 jest „głód czerwcowy", "głód po lipie". Wielotygodniowe przerwy pożytkowe zmusiły wielu pszczelarzy do dokarmiania rodzin już w środku sezonu produkcyjnego.

Podawanie syropu cukrowego czy ciasta miało zapobiec zahamowaniu czerwienia matek i osłabieniu rodzin. Jednocześnie wzrosło ryzyko rabunków między ulami, a część pszczelarzy obserwowała zwiększoną agresję pszczół wynikającą z niedoboru naturalnego pokarmu.

Wędrowne pasieki ponownie wygrały z pogodą

Tam, gdzie jedne pożytki zawodziły, szansę dawała mobilność. Pasieki wędrowne, które mogły przemieszczać ule za kolejnymi kwitnącymi uprawami, zdecydowanie lepiej poradziły sobie z trudnym sezonem. Po rzepaku można było wykorzystać pożytki naturalne i dzikie. 

Dobre wyniki przynosiły przede wszystkim gryka i słonecznik. W niektórych regionach właśnie te rośliny pozwoliły częściowo odrobić straty po słabych zbiorach rzepaku czy lipy. Ich nektarowania jest związane z dość wilgotnym lipcem. 

Wielu pszczelarzy przyznaje jednak, że prowadzenie gospodarki wędrownej staje się coraz droższe ze względu na ceny paliwa, transportu oraz organizację przewozów.

Spadź nie uratowała sezonu

Jeszcze kilka lat temu wielu pszczelarzy liczyło, że słabsze zbiory nektarowe zrekompensuje spadź. W sezonie 2026 taki scenariusz sprawdził się jedynie lokalnie. Wysokie temperatury i długotrwała susza ograniczyły rozwój owadów produkujących spadź, przez co w wielu kompleksach leśnych nie pojawiła się ona w ilościach pozwalających na opłacalne miodobranie. Dla licznych pasiek oznaczało to definitywny koniec nadziei na poprawę wyników.

Rynek miodu. Mniej produktu, ale większe zainteresowanie klientów

Paradoksalnie słabsze zbiory nie przełożyły się na spadek zainteresowania konsumentów. Wręcz przeciwnie - coraz więcej klientów świadomie poszukuje miodów kupowanych bezpośrednio od pszczelarzy. Konsumenci zwracają uwagę na lokalne pochodzenie produktu oraz możliwość poznania producenta. Na świadomość konsumentów i poszukiwania prawdziwego miodu w pasiekach wpływają pozytywnie liczne kampanie medialne, które promują polski, prawdziwy miód. 

Największym zainteresowaniem klientów cieszyły się miody wiosenne, mniszkowe oraz lipowe, których dostępność była ograniczona. Wielu pszczelarzy informowało o wyprzedaniu części zapasów jeszcze przed zakończeniem głównego sezonu. 

Jednocześnie rynek pozostaje bardzo zróżnicowany cenowo. Za kilogram popularnego miodu wielokwiatowego konsumenci płacą najczęściej od 45 do 60 złotych, natomiast miody odmianowe - szczególnie lipowe, akacjowe czy spadziowe - osiągają ceny od 60 do nawet 90 złotych za kilogram. W przypadku niewielkich pasiek sprzedających bezpośrednio klientom detalicznym ceny bywają jeszcze wyższe, co jest efektem ograniczonej podaży oraz rosnących kosztów produkcji. 

Pszczelarze podkreślają jednak, że wyższe ceny nie oznaczają automatycznie większych zysków. W ostatnich latach znacząco wzrosły wydatki na cukier wykorzystywany do podkarmiania rodzin, preparaty przeciwko warrozie, paliwo, słoiki, węzę, sprzęt pasieczny oraz transport. Przy niższych zbiorach rentowność wielu gospodarstw pozostaje niewielka.

Import nadal wywołuje emocje

Jednym z najczęściej poruszanych tematów pozostaje konkurencja ze strony taniego miodu importowanego spoza Unii Europejskiej. Pszczelarze od lat wskazują, że produkty oferowane w bardzo niskich cenach utrudniają sprzedaż krajowego miodu, którego koszt wytworzenia jest znacznie wyższy. Miód w markecie za 15 zł za kilogram to niestety nadal codzienność.

Tak o marketowym miodzie i cenach mówi Prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego, Krzysztof Witwicki: "Jeżeli mówimy o prawdziwym miodzie z pasieki, to cena rzędu około 80 zł za słoik byłaby według mnie uczciwa i pozwalałaby na utrzymanie jakości oraz opłacalności produkcji. Nie chciałbym jednak odnosić się bezpośrednio do cen marketowych, ponieważ często mamy tam do czynienia z produktami, które - mówiąc wprost - nie są miodem w sensie pszczelarskim. To produkt miodopodobny nazywany "miodem". To jednak wprowadza klientów w błąd." (rozmowa z Portalem Pszczelarskim, wywiad w czerwcu 2026)

Pozytywnie oceniane są natomiast zmiany wynikające z unijnej Dyrektywy Śniadaniowej, która wprowadza obowiązek dokładniejszego oznaczania krajów pochodzenia miodów w mieszankach. Obecnie mieszanki miodów muszą być dokładnie opisane. Kończymy zatem ze sławnym: mieszanka miodów w UE i spoza UE. To ważne z punktu widzenia konsumentów, którzy wiedzą teraz, skąd pochodzi produkt, który kupują.

Zdaniem środowiska zwiększa to przejrzystość rynku i pozwala konsumentom świadomiej wybierać produkty.

Warroza pozostaje największym zagrożeniem dla rodzin pszczelich

Końcówka sezonu oznacza dla pszczelarzy rozpoczęcie najważniejszego etapu przygotowań do zimowli. Priorytetem jest obecnie zwalczanie warrozy - pasożyta, który od wielu lat uznawany jest za największe zagrożenie dla pszczół miodnych.

W sezonie 2026 problem okazał się szczególnie widoczny. Nierównomierny rozwój rodzin oraz długie przerwy pożytkowe sprzyjały szybkiemu wzrostowi populacji roztoczy. Coraz częściej obserwowano również objawy wirusa zdeformowanych skrzydeł oraz problemy z jakością matek, których loty godowe przypadły na okres wyjątkowo niestabilnej pogody. W lipcu powrócił również problem zgnilca amerykańskiego - obszary zapowietrzone są w 15 powiatach, w 6 województwach. 

Jeśli zaś chodzi o samą warrozę, to niezwykle ważne jest leczenie - i tu, choć nadal dominują preparaty chemiczne - coraz więcej pasiek próbuje łączenia z metodami biotechnicznymi.

Coraz więcej obowiązków i coraz więcej sporów

O ile pogoda pozostaje wyzwaniem niezależnym od człowieka, o tyle coraz większe emocje budzą kwestie prawne i administracyjne. 

W ostatnich miesiącach szeroko dyskutowano o obowiązkach związanych z rejestracją pasiek i zgłaszaniem rodzin pszczelich do właściwych służb weterynaryjnych. Choć obowiązek rejestracji pasiek funkcjonuje od lat, środowisko zwraca uwagę na rosnącą liczbę formalności oraz zapowiedzi dalszego uszczelniania systemu ewidencji. Ostateczny termin obowiązkowej rejestracji minął w czerwcu. Od tej daty każdy pszczelarz ma obowiązek dwa razy w roku zgłaszać do PIW ilość pni oraz położenie pasieki. Zgłaszana musi być również każda zmiana w organizacji pasieki - zmiana miejsca pozyskiwania pożytków czy zmiana właściciela.

Nie mniejsze kontrowersje wywołały propozycje ograniczenia możliwości lokalizowania pasiek na terenach leśnych oraz w niektórych obszarach chronionych. Zwolennicy zmian argumentują, że obecność dużej liczby uli może zwiększać konkurencję pokarmową dla dzikich zapylaczy. Przeciwnicy odpowiadają, że pszczoła miodna od stuleci jest elementem polskiego krajobrazu, a proponowane rozwiązania uderzyłyby przede wszystkim w niewielkie gospodarstwa korzystające z pożytków leśnych i spadziowych. W mniejszych pszczelarzy, dla których pożytki naturalne, leśne są podstawą egzystencji. 

W stanie obecnym nie obowiązuje żaden odgórny, ustawowy zakaz hodowli pszczół w lasach, a ustawienie uli na gruntach pod zarządem Lasów Państwowych pozostaje bezpłatne, przy czym wymaga uprzedniego zgłoszenia pasieki do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii oraz uzyskania indywidualnej zgody i podpisania umowy z miejscowym nadleśniczym, który ocenia pojemność środowiskową danego terenu. 

Prawdziwą burzę wywołała jednak lipcowa dyskusja w mediach społecznościowych dotycząca rzekomego „zakazu hodowli pszczół Buckfast”. Wniosek, jaki wpłynął do ministerstwa wywołał prawdziwą burzę, a wielu pszczelarzy poczuło się wprost oszukanych. Zwolennicy tej linii wskazują na jej wysoką wydajność, łagodność i dobre przystosowanie do gospodarki towarowej. Krytycy zwracają natomiast uwagę na potrzebę ochrony rodzimych zasobów genetycznych oraz ryzyko wypierania lokalnych populacji pszczoły środkowoeuropejskiej. Spór ten wykracza dziś daleko poza kwestie hodowlane i coraz częściej staje się elementem dyskusji o kierunku rozwoju całego polskiego pszczelarstwa.

Co ważne, wniosek nie jest oficjalnie popierany przez PZP i nie ma żadnego wpływu na przepisy dotyczące hodowli pszczół w Polsce.

Przyszłość będzie wymagała jeszcze większej elastyczności

Sezon 2026 potwierdził, że polskie pszczelarstwo staje się działalnością wymagającą nie tylko wiedzy biologicznej, ale również umiejętności zarządzania ryzykiem klimatycznym, ekonomicznym i prawnym. Pogoda coraz częściej skraca okresy nektarowania do kilku dni, koszty produkcji rosną, rynek pozostaje pod presją importu, a jednocześnie zwiększają się oczekiwania administracyjne wobec właścicieli pasiek. 

Rozkwitająca nawłoć daje jeszcze części rodzin ostatnią możliwość zgromadzenia pyłku i niewielkich ilości nektaru, jednak dla większości pszczelarzy sezon produkcyjny już się zakończył. Teraz rozpoczyna się równie ważny etap - leczenie warrozy, odbudowa siły rodzin i przygotowanie pszczół do zimowli. To właśnie od decyzji podejmowanych w sierpniu i wrześniu będzie zależeć nie tylko przezimowanie uli, ale również to, z jakim potencjałem polskie pasieki rozpoczną sezon 2027.



Liczba wyświetleń artykułu: 631

Komentarze z forum pszczelarskiego

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!




  Współpracują z portalem:

Anna Celińska

Anna Celińska

Autorka tekstów

Dziennikarz z wykształcenia, zawodu i pasji. Żaden temat nie jest jej obcy, a pszczoły z artykułu na artykuł uwielbia coraz bardziej. Na PortalPszczelarski.pl wrzuca teksty według najważniejszego klucza – informować, radzić, wyjaśniać to, co ważne dla Was. Bo bez czytelnika nie miałoby sensu pisanie.

Jak stosować kwas szczawiowy?

Ślazówka turyngska – roślina miododajna

Mięta długolistna – roślina miododajna

Celina Habryka

Celina Habryka

Autorka tekstów

Doktorantka w Katedrze Analizy i Oceny Jakości Żywności na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. Zajmuje się badaniem właściwości fizykochemicznych miodów.

Podział miodów pitnych

Rodzaje miodu ze względu na pochodzenie

Bogdan Piekarz

Bogdan Piekarz

Autor tekstów

Pszczelarz z przeszło 70-letnim doświadczeniem. Autor licznych publikacji w branżowych czasopismach. Członek Rejonowego Koła Pszczelarzy nr 2 w Łodzi.

Główny przegląd wiosenny rodzin pszczelich

Miodobranie - krok po kroku

Monika Wolańska

Monika Wolańska

Autorka przepisów kulinarnych i bloga Słodkie Słone

Z wykształcenia jestem inżynierem budownictwa a z zamiłowania „kucharą” - tak określają mnie znajomi. Pasji mam całe mnóstwo! Dobra kuchnia, fotografia, piękne wnętrza i miejsca, podróże…

Ciasteczka imbirowe z miodem

Kurczak z sosem sojowym i miodem

Pierniczki na miodzie