Portal Pszczelarski

Marcin Sadowski: Zajrzałem do ula... i tak wpadłem po uszy

Marcin Sadowski Pasieka Marcyś

Zapach wosku i propolisu, specyficzny szum otwartego ula i pierwszy raz założony kapelusz pszczelarski - dla niektórych to tylko krótkie wspomnienie z dzieciństwa, dla niego był to moment, w którym nie było już odwrotu.

Marcin Sadowski, twórca znanej i cenionej Pasieki MARCYŚ, swoją przygodę z pszczelarstwem zaczynał skromnie, od zaledwie dwóch odkładów pszczelich. Dziś jest absolwentem biotechnologii i rolnictwa, doświadczonym pszczelarzem gospodarującym w malowniczych, czystych rejonach Podlasia, a także autorem jednego z najpopularniejszych i najbardziej merytorycznych kanałów pszczelarskich na polskim YouTube.

W rozmowie Marcin Sadowski opowiada o drodze, jaką przeszedł - od nauki na własnych błędach po przekształcenie pasji w pełnowymiarową działalność zawodową i edukacyjną. Dzieli się swoimi obserwacjami na temat zmieniającej się bazy pożytkowej w „zielonych płucach Polski”, zdradza autorskie sposoby na utrzymanie zdrowotności rodzin pszczelich oraz szczerze punktuje wyzwania, przed jakimi stoi dziś rodzima branża pszczelarska w starciu z importem miodu.

To niezwykle autentyczna opowieść o tym, dlaczego warto stawiać na jakość zamiast na ilość, jak budować relację z odbiorcami w sieci i czego człowiek może nauczyć się od owadów, które od wieków dyktują własne warunki.

 

Joanna Baran: Jak zaczęła się historia Pasieki Marcyś? Skąd wzięła się pierwsza fascynacja pszczołami i jaki był moment, w którym hobby przerodziło się w profesjonalną działalność pszczelarską i edukacyjną?

Marcin Sadowski: Światem przyrody interesowałem się praktycznie od zawsze. Myślę, że głównie dzięki mojej babci, która uczyła biologii w szkole - to ona jako pierwsza zafascynowała mnie światem zwierząt i roślin. Nasz przydomowy ogród odwiedzało mnóstwo pszczół, o których sporo czytałem. Już na tym etapie mocno mnie to ciekawiło, ale wpadłem po uszy w momencie, w którym tata zabrał mnie do Ośrodka Doradztwa Rolniczego, gdzie była pasieka, na której pracował jego kolega. Kiedy po raz pierwszy założyłem na głowę kapelusz pszczelarski, pochyliłem się nad ulem, zajrzałem do jego wnętrza, usłyszałem szum pszczół oraz poczułem zapach wosku i propolisu - nie było już odwrotu. Od tamtej pory wiedziałem, że chcę się nimi zajmować. Wtedy odkryłem moją pasję.

Na początku pszczoły miały być tylko hobby. Dopiero w trakcie studiów w mojej głowie zaczął kiełkować pomysł, że może warto byłoby spróbować poprowadzić trochę większą pasiekę. W międzyczasie rozwijałem kanał pszczelarski. Na samym początku miał być on dla mnie po prostu formą pamiętnika, do którego mógłbym zawsze wrócić, ale z biegiem miesięcy i lat przybywało widzów zainteresowanych tym, co publikuję. Z czasem kanał stał się dla mnie również możliwością docierania do potencjalnych klientów. To na pewno miało kluczowy wpływ na to, że od kilku lat pasieka jest moim głównym źródłem utrzymania - podejrzewam, że gdyby nie kanał, nie byłoby to możliwe.

W tej chwili mam już zbudowaną grupę stałych odbiorców, a sam kanał prowadzę jako formę podziękowania. Dzięki wielu przychylnym ludziom, których spotkałem na swojej drodze, jestem dzisiaj w punkcie, w którym mogę robić to, co naprawdę kocham.

 

 

Joanna Baran: Jak wyglądały początki pasieki - z iloma rodzinami pszczelimi Pan zaczynał i jakie były największe wyzwania pierwszych lat prowadzenia gospodarstwa pszczelarskiego?

Marcin Sadowski: Zaczynałem od dwóch odkładów. Największym wyzwaniem było oczywiście zdobycie doświadczenia. W mojej rodzinie nie było pszczelarzy. Co prawda moja prababcia zajmowała się kiedyś pszczołami, jednak nikt nie kontynuował po niej prowadzenia pasieki, dlatego wszystkiego musiałem nauczyć się sam. Wiedzę zdobywałem z książek i czasopism pszczelarskich, a następnie starałem się jak najszybciej wykorzystać ją w praktyce. Była to nauka oparta na własnych doświadczeniach, często metodą prób i błędów. W pierwszych latach dużym wyzwaniem było również skompletowanie niezbędnego wyposażenia potrzebnego do prowadzenia pasieki. Równie wymagające okazało się budowanie rynku zbytu. To proces, który wymaga czasu, cierpliwości i konsekwencji, zwłaszcza jeśli chce się konkurować przede wszystkim jakością produktów, a nie wyłącznie ich ceną.

 

 

Joanna Baran: Co z perspektywy czasu było najważniejszą lekcją, jaką dały Panu pszczoły i prowadzenie własnej pasieki?

Marcin Sadowski: Pszczoły nauczyły mnie przede wszystkim cierpliwości i pokory. W pszczelarstwie nie da się wszystkiego zaplanować ani przewidzieć. Duży wpływ na prowadzenie pasieki ma pogoda, która potrafi całkowicie pokrzyżować nasze plany. To również dziedzina, w której trzeba stale się rozwijać i poszerzać swoją wiedzę. Jeśli stoimy w miejscu, to de facto się cofamy. Każdy sezon przynosi nowe wyzwania i doświadczenia, dlatego nawet po wielu latach prowadzenia pasieki wciąż można nauczyć się czegoś nowego.

 

 

Joanna Baran: Jak ocenia Pan potencjał pszczelarski regionu, w którym znajduje się Pasieka Marcyś? Jakie pożytki występują w okolicy i które z nich są dla Pana najważniejsze? Czy dosiewa Pan coś dla pszczół w okolicy pasieczyska?

Marcin Sadowski: W sezonie korzystam głównie z pożytków rzepakowych, akacjowych oraz lipowych. Czasami udaje mi się również wywieźć pszczoły na facelię oraz grykę, jeśli któryś z zaprzyjaźnionych rolników zdecyduje się na ich wysiew. W moim regionie dominują raczej niewielkie areały poszczególnych upraw, ponieważ rolnictwo na Podlasiu jest mocno rozdrobnione.
Co roku wywożę również pszczoły do lasu, korzystając z tego, że mieszkam w regionie nazywanym „zielonymi płucami Polski”. W okolicy pasieki staram się dodatkowo wzbogacać bazę pożytkową, wysiewając różne byliny oraz sadząc krzewy, które zapewniają pszczołom przede wszystkim cenny pyłek w okresach mniejszej dostępności naturalnych pożytków.

 

 

Joanna Baran: Czy zauważa Pan zmiany w dostępności i jakości pożytków pszczelich na przestrzeni ostatnich lat? Czy według Pana pszczoły mają dziś trudniej ze znalezieniem wystarczającej ilości pokarmu?

Marcin Sadowski: Zauważam głównie negatywne zmiany w dostępności pożytków pszczelich. Coraz trudniej znaleźć uprawy, na które można wywieźć pszczoły w celu pozyskania miodów odmianowych. Od kilku lat obserwuję również coraz częstsze usuwanie lip w miastach, przez co trudniej pozyskać ceniony przez konsumentów miód lipowy.

Niegdyś piękne, zielone centra miast zamieniliśmy w betonowe pustynie, gdzie szczególnie latem przy wyższych temperaturach trudno jest funkcjonować. Ma to również negatywny wpływ na szeroko pojęte zapylacze, które tracą dostęp do naturalnej bazy pożytkowej. W ciągu roku coraz częściej mamy do czynienia z okresami bezpożytkowymi, co negatywnie wpływa na kondycję pszczół, szczególnie wtedy, gdy pszczelarz sam nie zadba o dostęp do pokarmu dla swoich rodzin pszczelich.

 

 

Joanna Baran: Wielu pszczelarzy mówi obecnie o problemie tzw. „dziur pożytkowych” i okresach głodu w pasiekach. Czy zmaga się Pan w Pasiece Marcyś z takimi sytuacjami i jak radzi sobie Pan z niedoborem naturalnego pokarmu dla rodzin pszczelich?

Marcin Sadowski: Przeważnie po miodobraniu z lipy zaczyna się u mnie tak zwana dziura pożytkowa. W tym okresie podkarmiam pszczoły. Staram się również, tak jak wspomniałem wcześniej, wysiewać byliny oraz sadzić krzewy w okolicy pasieki, które dostarczają pszczołom pyłku w lipcu i sierpniu.

 

 

Joanna Baran: Jak zmienia się gospodarka pasieczna w czasach niestabilnej pogody - krótkich okresów kwitnienia, suszy czy gwałtownych zmian temperatur?

Marcin Sadowski: Niestabilna pogoda sprawia, że prowadzenie pasieki wymaga coraz większej elastyczności i szybszego reagowania na zmieniające się warunki. Dawniej okresy kwitnienia poszczególnych roślin były bardziej przewidywalne, natomiast obecnie coraz częściej zdarza się, że rośliny zakwitają wcześniej lub kwitną bardzo krótko, a susza albo gwałtowne zmiany temperatur mogą znacząco ograniczyć ich nektarowanie.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli chcemy osiągać dobre wyniki, musimy dysponować bardzo silnymi rodzinami już wczesną wiosną. Jeżeli zimujemy słabsze rodziny, to zanim osiągną odpowiednią siłę, może być już praktycznie po sezonie.

W planowaniu prac w dużym stopniu pomagają mi wagi pasieczne, które informują mnie, kiedy rozpoczyna się oraz kończy dany pożytek. Jest to duże ułatwienie, ponieważ pozwala lepiej zaplanować poszczególne prace.

 

 

Joanna Baran: Jakie znaczenie ma dla Pana dobór linii pszczół i materiału hodowlanego? Na jakie cechy pszczół zwraca Pan największą uwagę przy prowadzeniu pasieki?

Marcin Sadowski: Myślę, że odpowiedni dobór matek pszczelich to połowa sukcesu w prowadzeniu pasieki. To od nich w dużej mierze zależy, czy rodzina będzie łagodna, co znacznie ułatwia codzienną pracę. Matki mają również duży wpływ na takie cechy jak rojliwość, odporność na choroby czy dynamika rozwoju wiosennego.

Osobiście największą uwagę zwracam przede wszystkim na odporność na choroby, miodność oraz łagodność pszczół. Są to cechy, które mają dla mnie największe znaczenie w codziennej pracy z rodzinami pszczelimi.

pasieka marcyś

 

 

Joanna Baran: Jak wygląda Pana podejście w Pasiece Marcyś do leczenia pszczół? Jakie są najważniejsze zasady zdrowotności rodzin pszczelich i jakie metody ochrony przed chorobami Pan stosuje? Jakie metody zwalczania warrozy Pan stosuje w swojej praktyce, które sprawdzają się najlepiej? Co sądzi Pan o metodach biotechnicznych?

Marcin Sadowski: Utrzymanie pszczół w zdrowiu w dużej mierze zależy od właściwej diagnostyki poziomu porażenia warrozą oraz odpowiednio dobranej metody jej zwalczania, dostosowanej do konkretnej sytuacji w pasiece. W sezonie ograniczam się głównie do wycinania ramki pracy. Po ostatnim miodobraniu, które zazwyczaj przeprowadzam w lipcu, przystępuję do intensywnego zwalczania warrozy.

Jestem dużym zwolennikiem kwasu szczawiowego, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, stosuję również amitrazę lub flumetrynę w formie pasków. Jesienią przeprowadzam sublimację kwasu szczawiowego. Według mnie jest to zabieg godny polecenia, ponieważ późną jesienią, kiedy możliwości zastosowania innych metod są ograniczone z uwagi na niskie temperatury, sublimacja pozwala bardzo skutecznie ograniczyć populację warrozy.

Pszczelarze, którzy nie posiadają sublimatora, mogą rozważyć polewanie pszczół roztworem kwasu szczawiowego w okresie bezczerwiowym, zazwyczaj w grudniu. Jest to bardzo skuteczny zabieg, który, co istotne, wykonuje się tylko raz na pokolenie pszczół.

Jeśli chodzi o metody biotechniczne, uważam je za warte stosowania, szczególnie w mniejszych pasiekach. Izolacja matek, przesiedlanie rodzin na węzę czy stosowanie plastrów pułapkowych na warrozę to rozwiązania, które mogą przynieść bardzo dobre efekty, pod warunkiem że pszczelarz dysponuje odpowiednią ilością czasu, aby je stosować.

 

 

Joanna Baran: Jak ocenia Pan obecne wyzwania związane z warrozą? Czy Pana zdaniem polscy pszczelarze mają dziś wystarczającą wiedzę i narzędzia, aby skutecznie chronić swoje rodziny pszczele?

Marcin Sadowski: Problem warrozy jest znany już od kilkudziesięciu lat. Uważam, że polscy pszczelarze mają obecnie dostęp do odpowiedniej wiedzy na temat tego groźnego pasożyta oraz dysponują wieloma skutecznymi metodami jego zwalczania.

Moim zdaniem głównym problemem jest jednak to, że część pszczelarzy działa trochę po omacku, ponieważ nie prowadzi regularnej diagnostyki poziomu porażenia rodzin pszczelich. Nawet jeśli wydaje im się, że zastosowany preparat zadziałał, jego skuteczność może być niewystarczająca. Bez sprawdzenia poziomu porażenia po zakończonym leczeniu trudno jest ocenić rzeczywisty efekt przeprowadzonego zabiegu.

Dodatkowym dużym problemem jest reinwazja warrozy, która szczególnie jesienią może mieć bardzo negatywny wpływ na kondycję rodzin pszczelich. Nawet jeśli pszczelarz skutecznie ograniczył populację pasożyta latem, pszczoły mogą ponownie przynieść dużą liczbę roztoczy z innych rodzin, zwłaszcza w okresie kwitnienia poplonów.

Dlatego skuteczne zwalczanie warrozy wymaga odpowiedzialnego podejścia wszystkich pszczelarzy. Jest to wspólna walka o to, aby utrzymywać populację tego pasożyta na możliwie najniższym poziomie i zapewnić pszczołom jak najlepsze warunki do rozwoju.

 

 

Joanna Baran: Skąd pojawił się pomysł na działalność edukacyjną w internecie i prowadzenie kanału YouTube? Czy był to sposób na dzielenie się wiedzą, budowanie marki, czy może potrzeba pokazania prawdziwego życia pszczelarza?

Marcin Sadowski: Wiele lat temu uznałem, że będzie to ciekawa forma pamiętnika, do którego będę mógł wrócić nawet po latach. W pierwszych latach prowadzenia kanału chciałem przede wszystkim pokazać swoje początki kiedy cały czas się uczyłem, popełniałem błędy i wyciągałem z nich wnioski.

Z czasem, gdy zdobyłem już większe doświadczenie, zacząłem dzielić się swoją wiedzą z innymi. Wszystko wyszło bardzo naturalnie, ponieważ przekazywanie wiedzy zawsze sprawiało mi przyjemność i przychodziło mi stosunkowo łatwo.

Budowanie marki było raczej efektem ubocznym tej działalności. Najważniejsza od początku była chęć pokazania prawdziwego życia pszczelarza oraz podzielenia się własnymi doświadczeniami.

 

 

Joanna Baran: Jak zmieniła się Pana działalność i sama Pasieka Marcyś dzięki obecności w mediach społecznościowych? Czy internet realnie pomaga w popularyzacji pszczelarstwa?

Marcin Sadowski: Uważam, że bez obecności w internecie obecnie coraz trudniej jest przebić się w tak niszowej branży, jaką jest pszczelarstwo. Jeżeli nie chcemy konkurować wyłącznie ceną, a moim zdaniem jest to droga donikąd, musimy dać się poznać i zbudować relację z potencjalnymi klientami.

Jeżeli klient ma zapłacić za słoik miodu cenę wyższą niż ta, którą często spotyka w dyskontach, musi darzyć pszczelarza zaufaniem i mieć świadomość, że produkt, za który płaci, jest wart swojej ceny. Dlatego uważam, że warto dzielić się wiedzą i pokazywać swoją pracę. Zawsze znajdzie się grupa ludzi, która to doceni i będzie chciała kupować produkty właśnie z naszej pasieki.
Dodatkowo uważam, że gdyby nie kanał, rozwój pasieki prawdopodobnie przebiegałby znacznie wolniej. Obecność w internecie pozwoliła mi rozwinąć działalność oraz dotrzeć do osób zainteresowanych moimi produktami.

Jeżeli chodzi o popularyzację pszczelarstwa, uważam, że internet odgrywa tutaj ogromną rolę. Dzięki licznym materiałom o tematyce pszczelarskiej udało się w pewnym stopniu zwiększyć wiedzę społeczeństwa na temat roli zapylaczy oraz produktów pszczelich.

Oczywiście nadal jest wiele do zrobienia, ale osobiście uważam, że świadomość społeczna jest dziś większa niż kilkanaście lat temu.

 

 

Joanna Baran: Jakie pytania od początkujących pszczelarzy najczęściej pojawiają się w komentarzach i wiadomościach? Z jakimi problemami osoby zaczynające przygodę z pszczołami najczęściej się mierzą?

Marcin Sadowski: W dużej mierze zależy to od okresu w sezonie. Wiosną pszczelarze najczęściej pytają o to, jak przyspieszyć rozwój wiosenny rodzin, czy jest już odpowiedni moment, aby zajrzeć do uli, kiedy wymieniać dennice oraz czy w ogóle warto to robić.

W kolejnych miesiącach pojawiają się pytania dotyczące nastroju rojowego, sposobów jego ograniczania, poddawania młodych matek pszczelich oraz tworzenia odkładów. Latem najczęściej pytają o zwalczanie warrozy i przygotowanie pszczół do zimowli.

Większość moich filmów powstaje właśnie jako odpowiedź na najczęściej zadawane pytania oraz problemy, z którymi mierzą się początkujący pszczelarze. Dzięki przygotowanym materiałom na kanale nie muszę co roku odpowiadać na te same pytania, ale mogę odesłać zainteresowane osoby do konkretnego filmu, w którym dokładnie omawiam dany temat.

pszczoły w pasiece marcyś

 

Joanna Baran: Jak ocenia Pan poziom wiedzy konsumentów na temat miodu? Czy Polacy potrafią rozpoznać prawdziwy, wartościowy miód i wiedzą, za co faktycznie płacą?

Marcin Sadowski: Uważam, że świadomość konsumentów na temat miodu stopniowo rośnie, jednak nadal jest wiele osób, które nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat tego produktu. Wielu ludzi wciąż kieruje się przede wszystkim ceną, nie zawsze zwracając uwagę na pochodzenie miodu, sposób jego pozyskania czy jakość.

Dzisiaj wiedza jest na wyciągnięcie ręki, dlatego liczę, że świadomość konsumentów będzie nadal rosła i zaczną oni zwracać większą uwagę na jakość oraz pochodzenie produktu, a nie tylko na jego cenę.

 

 

Joanna Baran: Polski rynek miodu jest coraz bardziej konkurencyjny. Jak ocenia Pan sytuację rodzimych pszczelarzy w kontekście importu miodu z zagranicy, szczególnie z Chin?

Marcin Sadowski: Tak jak już padło to wcześniej, konkurowanie ceną to nienajlepszy pomysł. Uważam, że konkurowanie ceną z importowanymi miodami jest niemożliwe. Jedyną naszą szansą jest edukacja i podnoszenie świadomości konsumentów.

W Polsce dominują pasieki amatorskie, gdzie można pozwolić sobie na nieliczenie wszystkich kosztów prowadzenia pasieki. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w pasiekach zawodowych, które muszą skrupulatnie liczyć koszty prowadzonej działalności. Niestety w ostatnich latach koszty prowadzenia pasiek systematycznie rosną, natomiast ceny miodu stoją w miejscu. Wpływ na tę sytuację ma wiele czynników, a jednym z nich jest konkurencja ze strony importowanych produktów.

Dopóki będziemy stawiać coraz większe wymagania polskim pszczelarzom, a jednocześnie na rynek będą trafiać produkty wytwarzane w innych warunkach i przy niższych kosztach produkcji, a co za tym idzie znacznie tańsze, dopóty sytuacja branży pszczelarskiej będzie trudna.

 

 

Joanna Baran: Jakie zagrożenia i szanse widzi Pan w związku z umową Mercosur oraz dalszym otwieraniem europejskiego rynku na produkty spożywcze spoza Unii Europejskiej, w tym miody?

Marcin Sadowski: W odniesieniu do samej Polski nie widzę tutaj wielu szans. Oczywiście są gospodarki w Unii Europejskiej, które mogą skorzystać na eksporcie, na przykład technologii do krajów Ameryki Południowej, jednak z uwagi na charakter naszej gospodarki widzę przede wszystkim potencjalne zagrożenia.

Po raz kolejny na rynek europejski mogą trafiać produkty wytwarzane w zupełnie innych warunkach niż te, które obowiązują europejskich producentów. Z jednej strony nakłada się na rolników i pszczelarzy coraz bardziej restrykcyjne wymagania, a z drugiej otwiera się rynek na produkty pochodzące z krajów, gdzie obowiązują inne przepisy, a koszty produkcji są znacznie niższe.
Zniesienie barier importowych dla krajów Mercosur na pewno nie pomoże polskim pszczelarzom, ale osobiście uważam, że nie będzie to czynnik, który znacząco pogorszy obecną sytuację. Rynek miodu już teraz jest mocno nasycony tanimi produktami, a największym wyzwaniem pozostaje przekonanie konsumentów do wyboru jakościowego miodu od sprawdzonych producentów.

 

 

Joanna Baran: Czy według Pana polski pszczelarz jest w stanie konkurować cenowo z importowanym miodem? Czy przyszłość krajowego pszczelarstwa powinna opierać się bardziej na jakości, lokalności i edukacji konsumenta?

Marcin Sadowski: Moim zdaniem polski pszczelarz nie jest w stanie konkurować cenowo z importowanym miodem. Koszty prowadzenia pasieki w Polsce systematycznie rosną, a wymagania dotyczące produkcji są coraz większe, dlatego trudno jest konkurować z produktami pochodzącymi z krajów, gdzie koszty produkcji są znacznie niższe.

Przyszłość krajowego pszczelarstwa moim zdaniem powinna opierać się przede wszystkim na jakości, lokalności oraz edukacji konsumentów. Musimy pokazywać, czym różni się miód z lokalnej pasieki od produktów, które często są dostępne w dużych sieciach handlowych.

 

 

Joanna Baran: Czy z prowadzenia pasieki w Polsce można dziś realnie się utrzymać? Od czego zależy sukces ekonomiczny pszczelarza - skali produkcji, sprzedaży bezpośredniej, edukacji, marki osobistej czy dodatkowych działalności?

Marcin Sadowski: Oczywiście z pszczelarstwa można się utrzymać, ale nie jest to proste zadanie. Jak pokazuje praktyka, w Polsce tylko garstka osób jest w stanie żyć wyłącznie z prowadzenia pasieki.

Obecnie nie wydaje mi się, aby sukces ekonomiczny zależał wyłącznie od skali produkcji. Sztuką jest dotarcie do świadomego klienta, który jest gotowy zapłacić uczciwą cenę za bardzo dobry produkt.

Warto poszerzać swoją ofertę, edukować konsumentów oraz szukać dodatkowych źródeł przychodu, oferując usługi dla innych pszczelarzy, takie jak na przykład przerób wosku na węzę, szkolenia czy warsztaty.

Moim zdaniem przyszłość małych i średnich pasiek będzie w dużej mierze zależała od umiejętności budowania relacji z klientami, wyróżnienia się jakością oraz znalezienia własnej niszy na rynku.

 

 

Joanna Baran: Co Pana zdaniem jest największym wyzwaniem dla młodych osób, które chciałyby rozpocząć zawodową przygodę z pszczelarstwem w Polsce?

Marcin Sadowski: Myślę, że głównym problemem dla osób, które chciałyby dziś rozpocząć zawodową przygodę z pszczelarstwem, są bardzo wysokie koszty związane z założeniem lub modernizacją gospodarstwa pasiecznego. Sprzęt pszczelarski jest obecnie bardzo drogi. Wielu pszczelarzy, z uwagi na niskie ceny miodu, nie może sobie pozwolić na większe inwestycje. A nawet jeśli dysponujemy odpowiednim kapitałem, czas potrzebny na zwrot z inwestycji jest obecnie znacznie dłuższy niż kilka lat temu, kiedy sam zaczynałem.

Problemem jest również duża konkurencja na rynku. Jeżeli nie chcemy konkurować wyłącznie ceną, budowanie własnego rynku zbytu i zdobywanie zaufania klientów jest procesem, który wymaga czasu.

Pozostałe wyzwania są podobne dla wszystkich pszczelarzy, niezależnie od stażu. Należą do nich między innymi zmiany klimatu, ubożejąca baza pożytkowa, w niektórych miejscach przepszczelenie oraz choroby pszczół.

 

 

Joanna Baran: Po latach pracy z pszczołami, co nadal najbardziej fascynuje Pana w tych owadach i dlaczego uważa Pan, że pszczelarstwo to coś więcej niż tylko produkcja miodu?

Marcin Sadowski: Po latach pracy z pszczołami nadal najbardziej fascynuje mnie ich niezwykła organizacja i złożoność życia całej rodziny pszczelej. Mimo wielu lat zajmowania się pszczołami wciąż mam poczucie, że uczę się czegoś nowego, ponieważ każda rodzina jest inna, a pszczoły potrafią wielokrotnie mnie zaskoczyć.

Pszczelarstwo to dla mnie zdecydowanie coś więcej niż tylko produkcja miodu. To ciągła obserwacja przyrody, nauka cierpliwości i odpowiedzialności, a także umiejętność pogodzenia się z tym, że nie na wszystko mamy wpływ. Najważniejsze jest jednak to, aby mimo wielu przeciwności wykonywać swoją pracę możliwie najlepiej i stale się rozwijać.

 

BIO

Marcin Sadowski - właściciel Pasieki MARCYŚ, absolwent Politechniki Białostockiej na kierunku biotechnologia, ukończył studia podyplomowe z rolnictwa na Międzynarodowej Akademii Nauk Stosowanych w Łomży. Prowadzi własną pasiekę od 2014 roku. Autor jednego z najpopularniejszych kanałów pszczelarskich na YouTube, gdzie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. Pszczelarz z pasją, specjalizujący się w nowoczesnych metodach gospodarki pasiecznej i popularyzacji wiedzy o pszczołach.

pasieka marcina sadowskiego



Liczba wyświetleń artykułu: 70

Komentarze z forum pszczelarskiego

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!




  Współpracują z portalem:

Magdalena

Magdalena

Autorka przepisów kulinarnych i bloga nadpaleniskiem.blogspot.com

Dorastając w babcinej kuchni, nauczyłam się, że najlepsza kuchnia to polska kuchnia i to ją uwielbiam najbardziej. "Chwilowo" udomowiona mama na pełen etat, chwytająca życie za rogi, nie bojąca się wyzwań w żadnej sferze. Z pasji: kucharka i smakoszka, z wykształcenia: geograf.

Wigilijne łazanki na bogato

Bananowe chipsy z miodem

Majowy miodek z mniszka lekarskiego

Paulina Jamrozik

Paulina Jamrozik

Autorka tekstów oraz właścicielka Medis-online.pl

Założycielka Gabinetu Dietetycznego MEDIS. Na co dzień pomaga trwale zmienić nawyki żywieniowe swoim pacjentom. Pokazuje jak pozbyć się zbędnej tkanki tłuszczowej, poprawić samopoczucie, samoocenę, a przede wszystkim zdrowie.

Domowy sposób na wzmocnienie odporności

Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Warszawie

Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Warszawie

Partner serwisu

Organizacja pszczelarska działająca na terenie województwa mazowieckiego, zrzeszająca okoliczne koła pszczelarzy. Związek dba o edukację pszczelarzy zapraszając do Dyskusyjnego Klubu Pszczelarza ciekawych wykładowców, a poprzez swoje działania umożliwia członkom kół zaopatrzenie w matki, leki i sprzęt pszczelarski.