Krzysztof Witwicki: Polskie pszczelarstwo potrzebuje jedności i realnej współpracy
Polskie pszczelarstwo znajduje się dziś w momencie wyraźnego napięcia między tradycją a koniecznością głębokiej modernizacji. Z jednej strony to środowisko o silnych korzeniach, budowane przez pokolenia pszczelarzy, dla których pasieka była nie tylko źródłem dochodu, ale także elementem tożsamości i stylu życia. Z drugiej - branża mierzy się z coraz bardziej złożonymi wyzwaniami: globalną konkurencją cenową, napływem taniego importu, zmianami regulacyjnymi na poziomie Unii Europejskiej oraz rosnącymi oczekiwaniami konsumentów dotyczącymi jakości i transparentności produktów.
Jednocześnie rośnie znaczenie tematów, które jeszcze niedawno miały charakter niszowy, a dziś stają się centralnym punktem dyskusji: biotechniczne metody walki z warrozą, edukacja pszczelarzy, rozwój pasiek edukacyjnych czy cyfryzacja sektora, w tym pomysły takie jak „paszport miodu” oparty na kodach QR. To właśnie te rozwiązania mają w przyszłości decydować nie tylko o efektywności produkcji, ale również o zaufaniu konsumentów do polskiego miodu.
W tym kontekście rozmowa z Krzysztofem Witwickim - prezydentem Polskiego Związku Pszczelarskiego - staje się próbą spojrzenia na branżę z perspektywy osoby, która jednocześnie uczestniczy w jej codziennym funkcjonowaniu i próbuje wyznaczać jej kierunki rozwoju. To rozmowa o organizacji, rynku i polityce, ale też o praktyce pszczelarskiej, która wciąż pozostaje fundamentem całego systemu.
Joanna Baran: Bardzo dziękuję, że znalazł Pan czas na rozmowę. Domyślam się, że to dla Pana niezwykle intensywny moment - zarówno w kwestiach organizacyjnych Polskiego Związku Pszczelarskiego, jak i w samej praktyce pszczelarskiej. Czy przy prowadzeniu kilku firm ma Pan jeszcze czas na bezpośrednie zajmowanie się własną pasieką?
Krzysztof Witwicki: To prawda, czasu brakuje, bo na co dzień prowadzę kilka firm, zajmuję się automatyką, a do tego dochodzi jeszcze winnica. Musiałem nawet zrezygnować z części dotychczasowych obowiązków zawodowych, żebyśmy dali radę to wszystko ogarnąć. Obowiązków jako prezydent mam wiele, szczególnie, że objąłem tą funkcję 3 miesiące temu [przyp.red. marzec 2026], wiele się dzieje zarówno w pszczelarstwie jak i w prawie w Polsce, a w samym związku panował chaos, który próbuję teraz opanować. Zależy mi na tym, by żadna dyskusja o pszczelarstwie w Polsce czy w Europie nie odbywała się bez nas, a to ogromne wyzwanie.
Sam jestem pszczelarzem, mam kilkadziesiąt uli. Można powiedzieć, że pszczelarstwo jest u mnie rodzinne. Mój dziadek, Mikołaj Witwicki miał tysiące uli i ta tradycja pszczelarska przechodzi u nas z pokolenia na pokolenie. Jednak teraz czasu dla swoich pszczół nie mam wiele. Jednak staram się spędzać z nimi czas w weekendy, choć i wtedy często wypadają mi spotkania, zebrania czy wyjazdy na imprezy pszczelarskie. Bywa i tak, że przy własnych pszczołach muszę pracować nocami. Nie jest to może całkiem normalne, ale staram się nie odpuszczać.

Joanna Baran: Objął Pan stanowisko prezydenta Polskiego Związku Pszczelarskiego stosunkowo niedawno. Jak wyglądały te pierwsze miesiące i jakie były najważniejsze cele, które Pan sobie postawił na początku kadencji? Jak zderzyły się one z rzeczywistością, którą Pan zastał?
Krzysztof Witwicki: Od samego początku było dla mnie jasne, że kluczowym problemem jest brak jedności w środowisku pszczelarskim. To właśnie od tego chciałem zacząć - od próby uporządkowania i połączenia struktur, które przez lata funkcjonowały w pewnym rozproszeniu. Mam wrażenie, że wcześniej Polska była w Unii Europejskiej postrzegana jako kraj, który nie miał większego głosu w realnym procesie tworzenia przepisów dotyczących pszczelarstwa. A przecież te regulacje bezpośrednio wpływają na codzienną pracę pszczelarzy.
Chciałbym to zmienić - Już teraz widzę pierwsze efekty: pojawiają się kontakty z organizacjami z Niemiec, Austrii, Holandii. To daje nadzieję na bardziej aktywną współpracę w Europie. Dodatkowo staram się uporządkować kwestie organizacyjne i finansowe, w tym dotacje. Prowadzimy rozmowy z ministerstwem i urzędami marszałkowskimi, żeby środki trafiały również do regionów. Równolegle chcemy rozwijać pasieki edukacyjne i system szkoleń.
Joanna Baran: Jak w takim razie chciałby Pan zmienić codzienne funkcjonowanie Związku? Co oprócz integracji środowiska i kontaktów międzynarodowych jest dla Pana kluczowe? Jakie trzy najważniejsze kierunki zmian Pan widzi?
Krzysztof Witwicki: Największym problemem, jaki widzę, jest brak przepływu informacji. Przez lata pszczelarze w regionach często nie wiedzieli, co dzieje się na poziomie centralnym, a zarząd centralny nie miał pełnego obrazu sytuacji w terenie. Chciałbym to zmienić poprzez regularną komunikację - choćby comiesięczne informacje do prezesów regionalnych, które jasno pokazują, co się dzieje, jakie są działania i jakie są plany.
Drugim elementem jest dwukierunkowa komunikacja. Zarząd musi wiedzieć, co dzieje się w regionach, żeby móc realnie reagować i wspierać działania lokalne.
Trzeci obszar to nowoczesne narzędzia komunikacji. Media społecznościowe, internet, YouTube - to dziś podstawowe źródła informacji. Nie można tego ignorować, jeśli chce się dotrzeć do młodszych i mniejszych pszczelarzy.
Joanna Baran: Przejdźmy do sytuacji w branży. Jakie dziś - z Pana perspektywy - są dwa największe problemy polskiego pszczelarstwa i jakie są największe wyzwania dla dzisiejszego pszczelarstwa w Polsce?
Krzysztof Witwicki: Widzę dwa ogromne, powiązane ze sobą problemy. Pierwszy to niekontrolowany import miodu z zagranicy, który trafia na nasz rynek w drastycznie niskich cenach, oscylujących wokół 1 euro za kilogram. To realne stawki, które weryfikowaliśmy nawet na szczeblu ministerstwa. Polski pszczelarz nie ma żadnych szans konkurować z produktem przez to ceny skupu polskiego miodu nie rosną, i oscylują ok. 10 złotych. Dlatego nasi rodzimi producenci zostali z pełnymi magazynami, bo nie mają gdzie go sprzedać.
To płynnie rodzi drugi problem - pilną potrzebę profesjonalnej promocji polskiego miodu. Musimy zbudować silną markę i świadomość konsumentów, by wiedzieli, że kupując nasz lokalny produkt, płacą za najwyższą jakość, a nie za azjatyckie czy techniczne mieszanki niewiadomego pochodzenia. Jako Związek planujemy ruszyć z dużą kampanią promocyjną już wkrótce. Ważne jest również, aby klienci wiedzieli, jakie wartości niesie spożywanie prawdziwego, pełnowartościowego miodu.
Joanna Baran: W takim razie jaka - Pana zdaniem - byłaby realna cena miodu, która pozwalałaby pszczelarzom normalnie funkcjonować? I jak patrzy Pan na ceny produktów w marketach
Krzysztof Witwicki: Jeżeli mówimy o prawdziwym miodzie z pasieki, to cena rzędu około 80 zł za słoik byłaby według mnie uczciwa i pozwalałaby na utrzymanie jakości oraz opłacalności produkcji.
Nie chciałbym jednak odnosić się bezpośrednio do cen marketowych, ponieważ często mamy tam do czynienia z produktami, które - mówiąc wprost - nie są miodem w sensie pszczelarskim. To produkt miodopodobny nazywany "miodem". To jednak wprowadza klientów w błąd.
Dlatego w mojej ocenie powinna być jasna separacja: produkt pszczelarski i produkt miodopodobny. Konsument powinien wiedzieć, co kupuje.
Widzimy już zmiany regulacyjne i oznaczenia w sklepach, które zaczynają precyzować skład produktów. To krok w dobrą stronę, ale wciąż niewystarczający.
Cieszę się, że wchodzi w życie tzw. dyrektywa śniadaniowa ((dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1438)), która wymusi dokładne oznaczanie kraju pochodzenia na etykietach, a także udział procentowy w mieszankach. Konsument musi mieć jasność, co kupuje. O to zabiegali moi poprzednicy w pracach w Copa/Cogeca.
Joanna Baran: Wspominał Pan o kontaktach z zagranicznymi organizacjami. Jak - w praktyce - wygląda porównanie polskiego pszczelarstwa do innych krajów Europy? Gdzie mamy podobne problemy, a gdzie różnice są największe?
Krzysztof Witwicki: Rozmawiałem niedawno ze swoim odpowiednikiem w Niemczech i okazuje się, że mierzymy się z niemal identycznymi wyzwaniami rynkowymi. Import produktu "miodopodobnego", niskie ceny, choroby pszczół, brak pożytków i głód w sezonie. Jednak jeśli chodzi o różnice w samej gospodarce pasiecznej, kraje zachodnie, takie jak Austria czy Niemcy, kładą znacznie większy nacisk na metody biotechniczne w walce z warrozą, mocno ograniczając leki chemiczne.
My jako PZP chcemy mocno wspierać ten kierunek. Podjęliśmy już rozmowy z projektem Varroaresistenz. Latem organizujemy specjalistyczne kursy dla pszczelarzy poświęcone tej tematyce. Chcę w to mocno włączyć koło w Łodzi i zacząć od szkolenia właśnie tam, przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego. Zależy nam na promowaniu naturalnego leczenia, szczególnie w pasiekach hobbystycznych, które stanowią większość w Polsce. Powoli będziemy szkolenia z biotechniki wdrażać w całym kraju, tak, aby każdy zainteresowany pszczelarz mógł spróbować tej zmiany w swojej pasiece.
Oczywiście mamy też duże pasieki zawodowe, liczące po 500 czy 1000 pni. Dla nich tworzymy właśnie dokument określający zasady racjonalnej gospodarki pasiecznej, aby uregulować kwestie logistyczne i prawne związane chociażby z przewozem pszczół na pożytki.
Joanna Baran: Czy widzi Pan realne wsparcie dla metod biotechnicznych w Polsce i ich szersze wdrożenie, np. w formie szkoleń, dofinansowań lub programów?
Krzysztof Witwicki: Takie dotacje już są, tylko często pozostają niezauważone. Część pszczelarzy nie wie, że może wnioskować o taki sprzęt. Dlatego też tak ważne są szkolenia, komunikacja i dobry przepływ informacji.
Obecnie trwają prace, by do katalogu dotacji na przyszły rok wprowadzić nowe produkty. Chcemy, by znalazły się tam m.in. testy diagnostyczne pozwalające pszczelarzom szybko wykryć zgnilec, grzybicę wapienną czy nosemozę. Chcemy sukcesywnie rozszerzać ten katalog o bardziej zaawansowane narzędzia. Większość pszczelarzy ma już ule czy miodarki. Ale jednocześnie potrzebuje nowoczesnego wsparcia specjalistycznego. Dzięki temu, że Polska wraca do aktywnego udziału w strukturach unijnych, będziemy mogli współdecydować o kształcie tych programów w Brukseli.
Joanna Baran: W ostatnim czasie dużo mówi się o Natura 2000 i ograniczeniach dla pasiek na terenach chronionych, a także o tzw. przepszczeleniu. Rozmowy toczą się w związku z utworzeniem Krajowego Planu Ochrony Zasobów Przyrodniczych. Jak Pan ocenia te obawy? Czy to realny problem, czy raczej wyolbrzymiony temat?
Krzysztof Witwicki: Tak, ten temat wzbudził wiele emocji zarówno wśród pszczelarzy, jak i wśród osób zajmujących się ochroną środowiska. W wielu miejscach nie widzę problemu przepszczelenia. Częściej mamy do czynienia z sytuacją odwrotną - czyli niedopszczeleniem. Dlatego tak często dzisiaj sadownicy czy rolnicy uprawiający warzywa poszukują pszczelarzy, którzy chcieliby postawić swoje ule koło pól.
Liczba pszczół w wielu regionach jest dziś znacznie mniejsza niż kilkadziesiąt lat temu. Kiedyś w każdej wsi było wielu pszczelarzy i dużo większa liczba uli. Dzisiaj jest jeden, czasami nie ma żadnej pasieki.
Dziś problemem nie jest nadmiar pszczół, tylko brak pożytków. Wycinka drzew, ograniczenie roślinności miododajnej i zmiany w środowisku. Pszczoły są naturalnym elementem ekosystemu i nie powinny być traktowane jako zagrożenie.

Joanna Baran: Jednym z ciekawszych pomysłów, o którym Pan wspomina, jest tzw. „paszport miodu”. Na czym to rozwiązanie miałoby polegać?
Krzysztof Witwicki: Chodzi o system kodów QR umieszczanych na słoikach miodu. Po zeskanowaniu konsument mógłby zobaczyć stronę pasieki, zdjęcia, informacje o produkcji i pochodzeniu miodu. To narzędzie zwiększające transparentność i budujące zaufanie do lokalnych pszczelarzy. Konsument widziałby realne źródło produktu, a nie anonimowy wyrób.
Joanna Baran: Jak dziś wygląda system dotacji i wsparcia? Czy pszczelarze realnie korzystają z dostępnych programów, czy nadal jest to trudne w praktyce?
Krzysztof Witwicki: Możliwości wsparcia jest dużo - ARiMR, ODR-y, programy regionalne. Problem polega na tym, że wielu pszczelarzy po prostu nie ma informacji o tych możliwościach. Dlatego chcemy usprawnić przepływ informacji stworzyć system wsparcia w ramach Związku - osoby pomagające w pisaniu wniosków i informowaniu o dostępnych programach.
To często nie jest kwestia braku środków, tylko braku wiedzy, że można po nie sięgnąć.
Joanna Baran: Wspomniano również o umowie Mercosur. Jak Pan ocenia jej potencjalny wpływ na polskie pszczelarstwo i rolnictwo?
Krzysztof Witwicki: Każde takie porozumienie jak Mercosur trzeba analizować bardzo ostrożnie. Oczywiście handel międzynarodowy jest ważny, ale nie może odbywać się kosztem polskich rolników i pszczelarzy. Jeśli na rynek europejski będzie trafiał tani miód z krajów Mercosur, produkowany w innych warunkach i przy niższych kosztach, to nasi pszczelarze mogą po prostu nie wytrzymać tej konkurencji.
Dlatego kluczowe są równe zasady i pełna przejrzystość rynku. Konsument musi wiedzieć dokładnie, skąd pochodzi miód, który kupuje. Nie może być sytuacji, że produkt jest oznaczony w nieczytelny sposób jako „mieszanka miodów spoza UE”, bez jasnej informacji o pochodzeniu.
Dużą rolę powinien tu odgrywać Polski Związek Pszczelarski - przede wszystkim walczyć o lepsze oznaczenia produktów, kontrolę jakości importowanego miodu i ochronę polskich pszczelarzy w rozmowach z rządem oraz instytucjami unijnymi. Trzeba też mocniej promować polski miód i wspierać lokalnych producentów, bo pszczelarstwo to nie tylko gospodarka, ale też bezpieczeństwo żywnościowe i ochrona środowiska.

Joanna Baran: Na zakończenie chciałabym zapytać bardziej osobiście - co jest dla Pana najważniejsze w pszczelarstwie?
Krzysztof Witwicki: Najważniejsza jest dla mnie historia i tradycja tego zawodu. Polska od wieków była krajem związanym z pszczołami i pszczelarstwem, a miód zawsze miał swoje ważne miejsce w naszej kulturze i gospodarce. Dzisiaj to nadal coś więcej niż zwykła produkcja - to kontynuowanie pewnej tradycji i szacunku do natury. Ale równie ważne jest coś bardzo prostego - możliwość stworzenia czegoś realnego i wartościowego. Miodu, który ma swoją jakość, swoją historię i swoje miejsce pochodzenia. To daje ogromną satysfakcję, kiedy człowiek wie, że tworzy produkt naturalny, uczciwy i naprawdę dobry.
Pszczelarstwo daje też wyjątkowy kontakt z naturą i uczy cierpliwości. Człowiek widzi efekty swojej pracy, może dzielić się nimi z innymi i przekazywać coś autentycznego. To po prostu praca, która ma sens i daje poczucie, że robi się coś ważnego - nie tylko dla siebie, ale też dla ludzi i środowiska.
BIO
Prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego, wybitny praktyk oraz zaufany reprezentant środowiska zawodowego pszczelarzy w Polsce. Funkcję objął 14 marca 2026 roku decyzją Walnego Zjazdu Delegatów, zyskując silny mandat do przeprowadzenia niezbędnej modernizacji struktur związkowych oraz bezkompromisowej obrony interesów polskiego pszczelarstwa. Jako sternik organizacji zarządza pracami Zarządu PZP, kładąc szczególny nacisk na transparentność działań, budowanie zaufania w strukturach terenowych oraz ścisłe przestrzeganie zapisów statutowych jako gwarancji stabilności i legalności funkcjonowania Federacji. Swój program opiera na rzetelnej wiedzy naukowej, etyce zawodowej oraz integracji środowisk rzemieślniczych i wielkotowarowych w celu wzmocnienia pozycji rynkowej rodzimego miodu i pozostałych produktów pszczelich.
Jako doświadczony gospodarz doskonale zna realia nowoczesnej gospodarki pasiecznej, w tym kluczowe zagadnienia związane z poprawą bazy pożytkowej owadów zapylających, monitoringiem osypów zimowych oraz dynamicznie zmieniającymi się wyzwaniami w sferze dobrostanu rodzin pszczelich. W działalności publicznej dał się poznać jako rzecznik ścisłej współpracy z jednostkami gospodarki rolnej i leśnej oraz instytucjami naukowo-badawczymi, co pozwala mu na skuteczne opiniowanie projektów aktów prawnych i wdrażanie systemowych rozwiązań ukierunkowanych na ochronę pszczoły miodnej jako fundamentalnego zapylacza w polskim ekosystemie. W strukturach centralnych odpowiada osobiście za relacje z organami administracji rządowej i samorządowej, reprezentując polski sektor pszczelarski na arenie krajowej i międzynarodowej.
W nowej kadencji od 15 marca 2026 roku, wspólnie z odnowionym składem Zarządu, Krzysztof Witwicki realizuje strategię modernizacji PZP, stawiając na efektywne wykorzystanie dopłat w ramach Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej oraz wzmocnienie prawnej ochrony nazwy „miód”. Pod jego przewodnictwem Związek koncentruje się na podnoszeniu kwalifikacji pszczelarzy poprzez programy oświatowe oraz na szerokiej promocji polskiego miodu przy jednoczesnym dbaniu o godność i dobre imię każdego zrzeszonego członka. Prezydent Witwicki łączy tradycje polskiego bartnictwa z wymogami nowoczesnego rynku, budując wizerunek PZP jako organizacji silnej, niezależnej i merytorycznie przygotowanej do wyzwań współczesnego rolnictwa.

Liczba wyświetleń artykułu: 1555
Komentarze z forum pszczelarskiego
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!












