Czy w polskich pasiekach jest „pusto", jak sugerują część mediów ogólnopolskich i portali branżowych? Czy trzeba zwiększyć import, żeby miodu w Polsce nie zabrakło? Takich sygnałów jest coraz więcej, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana niż można przeczytać w popularnej prasie. Według pszczelarzy miodu w skupach brakuje nie dlatego, że nie ma go w pasiekach, ale dlatego, że oferowane ceny są dla nich nieopłacalne. Część producentów przestawia się na sprzedaż bezpośrednią albo wstrzymuje sprzedaż. O sytuacji i swoich działaniach w Wielkopolsce poinformował Portal Pszczelarski prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego Krzysztof Witwicki.
Czy w Polsce brakuje miodu?
Dwie strony opisują rynek zupełnie inaczej.
Polska Izba Miodu, skupiająca przetwórców, alarmuje, że krajowego surowca zaczyna brakować. Jej sekretarz generalny Przemysław Rujna mówi, że skupy stoją puste, a sama podwyżka ceny nie sprawi, że miód się pojawi. Przymrozki wiosną i letnie upały miały mocno ograniczyć tegoroczne zbiory. Spółdzielnia Pszczelarska APIS po raz pierwszy zwróciła się na piśmie do okolicznych związków pszczelarskich o pomoc w skupie polskiego miodu. Izba przekonuje też, że przy takim niedoborze import staje się koniecznością.
Pszczelarze mówią co innego. Wiceprezes Pomorsko-Kujawskiego Związku Pszczelarzy Jacek Paul twierdzi, że sezon był w miarę udany, a skupom i przetwórcom brakuje miodu, bo oferują za niskie ceny. Podobnie sytuację ocenia Krzysztof Witwicki: jego zdaniem w tym roku miodu jest w Polsce bardzo dużo. Natomiast ceny w skupach są po prostu krzywdzące.
Skąd medialny szum i dezinformacja?
Witwicki uważa, że przekaz o rzekomym braku miodu służy zwiększeniu importu. W jego ocenie przetwórcy skarżą się na brak surowca, bo pszczelarze wstrzymują sprzedaż, a nie dlatego, że miodu fizycznie brakuje. Obawia się, że gdy opinia publiczna uwierzy w niedobór, do Polski trafią większe ilości miodu z Chin, a polski pszczelarz znów dostanie niską cenę.
Izba odpowiada, że import i tak jest stałym elementem rynku. Polska jest jednym z największych producentów miodu w Unii Europejskiej, a jednocześnie sprowadza duże ilości, głównie z Chin i Ukrainy. Od stycznia do października 2025 r. import przekroczył 22,3 tys. ton, a eksport wyniósł 8,8 tys. ton.
Ceny w skupach szokują pszczelarzy
Sedno sporu to pieniądze. Witwicki mówi, że nie pozwoli, by pszczelarze oddawali miód po 10 zł za kilogram. Według niego dzięki negocjacjom cena wzrosła już do niemal 15 zł. Zaleca pszczelarzom wstrzymanie sprzedaży do poziomu co najmniej 16 zł, choć jego zdaniem powinna ona wynosić 18 zł.
Te kwoty warto zestawić z kosztami i rynkiem. W 2025 r. cena skupu spadała do 8–12 zł/kg, podczas gdy koszt wytworzenia kilograma miodu przekraczał 15 zł. Pod koniec 2025 r. średnia cena skupu miodu wielokwiatowego i rzepakowego wynosiła 16 zł/kg. W sezonie 2026 pszczelarze, którym udawało się cokolwiek sprzedać do skupu, mieli dostawać 9–10 zł za kilogram. Tymczasem w sprzedaży bezpośredniej słoik 1,2 kg kosztuje około 50 zł, bo producenci tłumaczą się rosnącymi kosztami paliwa, leków i energii. Kilkukrotna różnica między ceną w skupie a ceną od pszczelarza tłumaczy, dlaczego część producentów woli sprzedawać sama.
Sukces Wielkopolski i dalsze działania
Wielkopolska próbuje rozwiązać problem organizacyjnie. Według Prezydenta Witwickiego pszczelarze z regionu założyli własny skup i dzięki połączeniu sił sprzedali wiele ton miodu w cenie, którą ocenia jako bardzo dobrą. Nadzór nad całością miał Regionalny Związek Pszczelarzy Południowej Wielkopolski. Obecnie w magazynach jest co najmniej ponad 10 ton miodu. Trwają negocjacje ceny.
Prezydent PZP zapowiada, że ten sam schemat chce wprowadzać w kolejnych województwach. Jego zdaniem wspólne występowanie pszczelarzy ma ich uchronić przed oddawaniem miodu poniżej opłacalności.
Korespondencja z ministerstwem: walka o ceny także na poziomie politycznym
Starania o lepszą cenę w skupach to dla Polskiego Związku Pszczelarskiego nie tylko negocjacje z odbiorcami. We wrześniu 2026 r. Witwicki skierował do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego pismo, w którym domagał się blokowania na forum UE prób zwiększenia bezcłowych kontyngentów na import miodu z Ukrainy, widząc w nich zagrożenie dla opłacalności krajowej produkcji. Resort odpowiedział, że Ukraina nie zgłosiła postulatu zwiększenia kontyngentu na miód. Premier Ukrainy zabiegał w sierpniu o rozmowy dotyczące m.in. cukru, koncentratu jabłkowego i etanolu. Ministerstwo zapewniło jednak, że sprzeciwia się dalszej liberalizacji importu towarów wrażliwych, a według nieoficjalnych informacji Komisja Europejska nie planuje powrotu do negocjacji. Z danych resortu wynika też, że głównym dostawcą miodu do Polski są Chiny (51 proc. przywozu w 2025 r.), a Ukraina jest na drugim miejscu (27 proc.). Wymiana pism pokazuje, że walka o ceny w skupach toczy się równolegle w magazynach pszczelarzy i w gabinetach urzędników.
Czy miodu faktycznie wystarczy, rozstrzygną dane o tegorocznych zbiorach i to, czy skupy zaakceptują ceny, których oczekują pszczelarze.
Apel Prezydenta PZP Krzysztofa Witwickiego
O komentarz w sprawie i rady dla pszczelarzy zwróciliśmy się bezpośrednio do PZP:
Przekaz o pustych pasiekach to zwykła gra na zbicie cen i otwarcie furtki dla importu miodu z zagranicy. Prawda jest taka, że nasz towar leży w magazynach, bo nie pozwolę, by pszczelarze oddawali owoc swojej ciężkiej pracy poniżej kosztów wytworzenia. W Wielkopolsce pokazaliśmy już, że zorganizowani potrafimy wywalczyć uczciwe stawki i nie damy sobą manipulować. Apeluję do wszystkich kolegów w kraju: trzymajmy fason, trzymajmy zapasy i nie schodźmy poniżej opłacalności za kilogram. Czas, aby rynek zaczął wreszcie szanować polskiego producenta, a nie tylko pośredników i zagraniczne korporacje.












