Portal Pszczelarski

Przepszczelenie w Polsce: fakty, mity, dane i zmiana perspektywy

przepszczelenie Krzysztof Witwicki

Przepszczelenie stało się w ostatnich latach jednym z tych słów, które w debacie publicznej i social mediach jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Wrzesień jest w kalendarzu PZP miesiącem poświęcony temu zagadnieniu.

W jednych wypowiedziach brzmi niemal jak oskarżenie: oto pod hasłem ochrony przyrody ktoś chce ograniczać liczbę pasiek, ingerować w hodowlę pszczoły miodnej, a nawet decydować, jaką pszczołę wolno utrzymywać. W innych pojawia się jako niemal gotowe wyjaśnienie kryzysu dzikich zapylaczy: za dużo uli, za dużo pszczół miodnych, za mało kwiatów, a więc za mało miejsca dla trzmieli i pszczół samotnic.

Oba obrazy są wygodne. Natomiast rzeczywistość jest znacznie ciekawsza.

W Polsce rzeczywiście mamy bardzo dużo rodzin pszczoły miodnej. W 2024 r. było ich około 2,42 mln, o ponad milion więcej niż dekadę wcześniej. W 2025 r. dane Inspekcji Weterynaryjnej analizowane przez Instytut Ogrodnictwa nadal wskazywały na około 2,4 mln rodzin. Polska jest więc jednym z europejskich potentatów pszczelarskich. Nie oznacza to jednak automatycznie, że mamy "za dużo pszczół", "za dużo pasiek". O tym, czy pszczół jest „za dużo”, nie decyduje bowiem liczba uli wpisana do krajowego rejestru, lecz relacja między liczbą rodzin a zasobami dostępnego pokarmu na konkretnym obszarze.

2,4 miliona rodzin. Czy to dużo?

Bardzo dużo. W 2024 r. liczba rodzin pszczelich wzrosła o 2,8 proc., z 2,35 do 2,42 mln, a liczba pszczelarzy zwiększyła się z 96,9 do 99,2 tys. Polska zajmuje pod względem liczby rodzin drugie miejsce w Unii Europejskiej, za Hiszpanią.

Warto przy tym cofnąć się nieco dalej. W 2010 r. Inspekcja Weterynaryjna wykazywała około 1,13 mln rodzin pszczelich. W 2023 r. było ich około 2,35 mln, a więc w ciągu kilkunastu lat liczba zarejestrowanych rodzin mniej więcej się podwoiła.

Nie jest to więc medialne złudzenie. Polska rzeczywiście przeszła ogromną zmianę pod względem liczebności hodowlanej populacji Apis mellifera.

Ale jest jeszcze druga liczba, równie ważna: powierzchnia Polski wynosi około 313 tys. km². Przy około 2,4 mln rodzin daje to średnio mniej więcej 7,7 rodziny pszczelej na kilometr kwadratowy. Taka średnia może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy, ale jest bardzo słabym argumentem kończącym tę rozmowę.

Dlaczego? Ponieważ pszczoły nie korzystają z „średniej krajowej”. Korzystają z kwiatów.

Polska nie jest jednym pożytkiem

W 2023 r. napszczelenie w poszczególnych województwach wynosiło od około 3,6 rodziny/km² na Podlasiu do 13,9 rodziny/km² w Małopolsce. Podkarpacie osiąga około 12,2 rodziny/km².
To ogromna różnica. Małopolska miała więc niemal czterokrotnie większe zagęszczenie rodzin niż Podlasie.

Aktualne dane Instytutu Ogrodnictwa pokazują podobne zróżnicowanie przestrzenne. W 2025 r. największy udział rodzin pszczelich przypadał na makroregion wschodni - 24,1 proc. wszystkich rodzin - oraz północny, z udziałem 17,6 proc.

Jeszcze bardziej wymowny jest przykład Lubelszczyzny. W 2024 r. znajdowało się tam około 299,1 tys. rodzin pszczelich, najwięcej spośród wszystkich województw. Na drugim biegunie znajdowało się województwo opolskie - około 74,7 tys. rodzin.

Czy oznacza to, że w Lubelskiem jest problem z przepszczeleniem, a na Opolszczyźnie go nie ma? Nie. Co ciekawe na Lubelszczyźnie warunki do hodowli pszczół są nadal dobre. Uprawy fasoli na Roztoczu, uprawy rzepaku, gryki, liczne sady, pola, lasy powodują, że jest to region przyjazny dla pszczelarzy i bardzo różnorodny pod względem pożytków.

Rodzina pszczela może mieć znakomitą bazę pokarmową na jednym obszarze i bardzo ubogą kilka kilometrów dalej. Wpływ mają uprawy, sady, łąki, lasy, miedze, nieużytki, roślinność ruderalna, termin koszenia, susza, okres kwitnienia oraz obecność pasiek wędrownych. Dwa miejsca o identycznej liczbie uli mogą więc mieć zupełnie inną sytuację pokarmową.

Dlatego „przepszczelenie Polski” jest określeniem zbyt ogólnym. Medialnym, ale krzywdzącym i wprowadzającym w błąd. Znacznie bardziej sensowne jest pytanie o przepszczelenie konkretnego krajobrazu, doliny, kompleksu upraw, wrzosowiska czy pożytku. I o to, jak dbamy o różnorodność i ciągłość bazy pożytkowej potrzebnej zarówno pszczołom miodnym jak i dzikim zapylaczom.

Ile pszczół mieści się w jednym pożytku?

Nie ma jednej magicznej liczby, po której przekroczeniu teren staje się przepszczelony. W literaturze można znaleźć wartości traktowane jako orientacyjne, ale współczesne badania pokazują, że próg zależy od warunków środowiskowych.

To ważne, ponieważ czasami pojawia się argument, że istnieje jedna „bezpieczna” liczba rodzin na kilometr kwadratowy, której nie wolno przekraczać. Takiej uniwersalnej granicy nauka nie daje.

Nawet najnowszy przegląd badań, opublikowany w 2025 r. w Integrative and Comparative Biology, pokazuje ogromne zróżnicowanie wyników. W badaniach, w których nie stwierdzano wpływu pszczoły miodnej na społeczności dzikich pszczół, zagęszczenie wynosiło od 3,3 do 32,5 rodzin/km². Z drugiej strony negatywne efekty obserwowano czasami przy znacznie niższych zagęszczeniach. I co ważne, na tych terenach zaobserwowano również większe problemy wśród pszczelarzy. Innymi słowy: sama liczba uli nie wystarcza do przewidywania skutku ekologicznego.

To jedna z najważniejszych informacji w całej dyskusji. Nie istnieje uniwersalny przelicznik: X uli na km² = przepszczelenie.

A co z dzikimi zapylaczami? Tutaj sprawa jest poważniejsza, ale również bardziej złożona, niż sugerują internetowe hasła. Pszczoła miodna jest bardzo skutecznym i licznym użytkownikiem zasobów kwiatowych. Duża rodzina może w krótkim czasie wykorzystać znaczną ilość nektaru i pyłku. Jeżeli na ograniczonym obszarze pojawia się wiele rodzin, pszczoły miodne i dzikie zapylacze mogą korzystać z tych samych roślin. Konkurencja o zasoby pokarmowe jest więc biologicznie realna.

Nie oznacza to jednak, że każde współwystępowanie pszczół miodnych i dzikich pszczół prowadzi do ich wymierania. Przeglądy literatury pokazują obraz znacznie bardziej warunkowy. Nowszy przegląd z 2025 r. jest ostrożniejszy w interpretacji. Autorzy przeanalizowali 155 prac dotyczących konkurencji, a następnie zestawili dane z badań spełniających określone kryteria. Zwrócili uwagę, że tylko około 13 proc. badań dotyczących konkurencji o zasoby oceniało bezpośrednio wpływ na kondycję, rozród lub przeżycie dzikich pszczół. W badaniach społecznościowych nieco ponad 20 proc. wykazywało ujemną korelację między liczebnością pszczół miodnych a parametrami społeczności dzikich pszczół.

A w 2026 r. ukazał się kolejny przegląd systematyczny obejmujący 83 badania terenowe. Nakładanie się diety na zasoby kwiatowe stwierdzano bardzo często - we wszystkich 75 badaniach, które je analizowały. Jednocześnie bezpośrednie wskaźniki kondycji, takie jak przeżycie czy reprodukcja, oceniano zdecydowanie rzadziej, a negatywne efekty pojawiały się tylko w części tych badań.

Wniosek jest dość prosty: pszczoły miodne mogą konkurować z dzikimi zapylaczami, ale wielkość i znaczenie tej konkurencji zależą od miejsca i warunków.

Najbardziej ryzykowny układ to nie „dużo pszczół” samo w sobie, lecz dużo pszczół + mało kwiatów + duże nakładanie się nisz pokarmowych. Zatem regulacja ilości rodzin pszczelich nie poprawi liczebności dzikich zapylaczy, jeśli te nie będą miały co jeść. Natomiast nawet duża ilość uli nie wpłynie negatywnie na trzmiele i pszczoły samotnice, jeśli pokarmu jest pod dostatkiem od późnej zimy do późnej jesieni.

Najgorszy scenariusz: dużo uli i krajobraz bez kwiatów

Wyobraźmy sobie intensywnie użytkowany rolniczo teren. Wiosną kwitnie rzepak, przez kilka tygodni zasoby są ogromne, a następnie kwitnienie gwałtownie się kończy. Miedz jest niewiele, część łąk jest koszona wcześnie, nieużytki znikają, a okres suszy ogranicza kwitnienie roślin.

Jeżeli w takim krajobrazie ustawimy jeszcze kilkaset rodzin pszczelich, konkurencja o pozostałe zasoby staje się znacznie bardziej prawdopodobna. I już teraz odczuwają to pszczelarze, bo w polskim środowisku jest spora konkurencja o pożytki i niestety zdarza się przewożenie uli na czyjś teren bez zgody właściciela.

Przepszczelenie nie musi oznaczać, że pszczoły „zjadają cały nektar”. W praktyce może oznaczać, że zbyt wiele rodzin korzysta z ograniczonego pożytku, a pszczelarze zaczynają konkurować nie tylko ekonomicznie, ale również przestrzennie.

To sytuacja znana z praktyki: atrakcyjny pożytek pojawia się na krótko, więc w jego pobliżu ląduje coraz więcej uli. Każdy kolejny pszczelarz ma własny, całkowicie racjonalny powód, żeby przywieźć pszczoły. Problem pojawia się wtedy, gdy suma indywidualnie racjonalnych decyzji przekracza możliwości środowiska.

Wtedy pszczelarz może zobaczyć mniej miodu z ula, mimo że „pszczół przecież nie brakuje”.

Przepszczelenie a choroby: jest związek, ale nie taki prosty

Drugi ważny wątek to zdrowie pszczół. Duże zagęszczenie pasiek oznacza więcej rodzin, więcej kontaktów pośrednich i większą liczbę potencjalnych gospodarzy patogenów. Szczególne znaczenie ma tutaj mobilność pszczelarstwa. Rodziny są przewożone, pasieki przemieszczają się między pożytkami, a pszczoły korzystają z tych samych roślin. Nie można jednak powiedzieć: „im więcej uli, tym więcej chorób”. To zbyt prosta zależność.

Znaczenie mają przede wszystkim poziom porażenia rodzin, bioasekuracja, wymiana sprzętu, rabunki, błądzenie pszczół, kontakt między pasiekami, leczenie warrozy oraz przemieszczanie rodzin.

Istnieje natomiast bardzo interesujący drugi wymiar problemu: przenoszenie patogenów między pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami.

Badanie opublikowane w Nature Ecology & Evolution analizowało sieci kontaktów między pszczołami miodnymi a 19 gatunkami dzikich zapylaczy. Wykazano, że większe nakładanie się wykorzystywanych zasobów kwiatowych oraz wyższe obciążenie wirusami u współżerujących pszczół miodnych wiązało się z wyższą obecnością wirusów BQCV i DWV-B u dzikich zapylaczy. Jednocześnie większa różnorodność roślin i większa ilość siedlisk przyjaznych zapylaczom ogranicza ryzyko transmisji poprzez zmniejszenie nakładania się zasobów. Ważniejsze są zatem zdrowe pszczoły miodne niż ich ilość względem dzikich zapylaczy.

To bardzo ważne odkrycie dla dyskusji o przepszczeleniu. Pokazuje bowiem, że problem nie sprowadza się wyłącznie do tego, ile pszczół odwiedza kwiat. Znaczenie ma również to, jak wygląda cała sieć kontaktów między gatunkami i jak zdrowe są poszczególne populacje.

Czy przepszczelenie wpływa negatywnie na dzikie zapylacze? Tak postawione pytanie wymusza odpowiedź „to zależy”. I właśnie dlatego jest złym pytaniem.

Dzikie zapylacze mierzą się z ogromną presją: utratą i fragmentacją siedlisk, intensyfikacją rolnictwa, pestycydami, zmianami klimatu, suszą, koszeniem roślinności, zanikiem miejsc gniazdowania i zmianami struktury krajobrazu.

Pszczoła miodna może być jednym z dodatkowych czynników presji, szczególnie lokalnie. Nie ma jednak podstaw, aby przedstawiać ją jako głównego, uniwersalnego sprawcę kryzysu dzikich zapylaczy.

W najnowszych przeglądach badań widać zresztą coś bardzo istotnego: bezpośrednie dowody na pogorszenie kondycji dzikich pszczół są znacznie rzadsze niż dowody na samo nakładanie się wykorzystywanych zasobów.

"Przepszczelenie" - uproszczenie, mit a nie diagnoza problemu

Ten termin, choć coraz bardziej popularny, jest problemem. Nie znamy odpowiedź na pytanie: ile pszczół miodnych to za dużo?

Mamy natomiast bardzo dobre dane mówiące, że Polska ma około 2,4 mln rodzin pszczelich, że liczba ta w ciągu kilkunastu lat gwałtownie wzrosła, że zagęszczenie rodzin jest silnie zróżnicowane przestrzennie i że w części krajobrazów konkurencja o zasoby może być realnym problemem. Mamy również coraz więcej dowodów na to, że pszczoły miodne i dzikie zapylacze mogą dzielić zasoby i żyć razem na jednym obszarze bez szkody oraz że w określonych warunkach możliwa jest transmisja patogenów między owadami.

Nie mamy natomiast podstaw do twierdzenia, że każda polska pasieka jest problemem dla środowiska albo, że sama liczba 2,4 mln rodzin oznacza katastrofę ekologiczną. Bo problemem nie są pszczoły miodne, a brak pożytków, brak miedz między polami, czyźni.

Prawdziwe pytanie brzmi inaczej. Nie: „Czy w Polsce jest za dużo pszczół?”, lecz: „Czy w tym konkretnym miejscu, w tym konkretnym sezonie i przy tej konkretnej bazie pożytkowej jest więcej rodzin, niż środowisko jest w stanie wyżywić bez istotnego wzrostu konkurencji?”.

To pytanie jest mniej efektowne. Nie daje się łatwo zamienić w alarmistyczny nagłówek o zagładzie dzikich zapylaczy ani w argument o „zamachu na pszczelarstwo”. Jest za to znacznie bliższe rzeczywistości. I przenosi ciężar odpowiedzialności z pszczół miodnych, z pszczelarzy na nas wszystkich. Bo to my każdego dnia decydujemy o być czy nie być dzikich zapylaczy.

Co za dużo to niezdrowo. Przepszczelenie i jego konsekwencje - wrzesień w PZP i komentarz Prezydenta Krzysztofa Witwickiego

Krzysztof Witwicki

O komentarz na temat przepszczelenia poprosiliśmy Prezydenta PZP, Krzysztofa Witwickiego:

"Pszczoła miodna nie korzysta z urzędowych rejestrów ani ze średniej krajowej, lecz z realnych zasobów nektaru i pyłku w zasięgu lotu z ula. Jako Prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego z pełną stanowczością odrzucam wszelkie pomysły sztucznego, administracyjnego ograniczania pogłowia rodzin pszczelich w naszym kraju. Zgodnie z celami statutowymi PZP stoję na straży godności polskiego pszczelarza i nienaruszalności naszego warsztatu pracy. Apis mellifera od stuleci stanowi nierozerwalny filar rodzimego ekosystemu oraz stabilności rolnictwa, dlatego wszelkie próby przeciwstawiania jej dzikim zapylaczom są biologicznie nieuzasadnione.

Prawdziwy kryzys nie wynika z liczby pni w pasiekach, lecz z postępującej dewastacji bazy pożytkowej, którą obserwujemy każdego dnia. Trudno zachować spokój wobec bezmyślnego ogławiania i kaleczenia koron kwitnących lip w miastach czy masowego wycinania przydrożnych akacji pod pretekstem modernizacji dróg. To samo dotyczy krajobrazu rolniczego, gdzie monokultury, likwidacja śródpolnych miedz, niszczenie tradycyjnych czyżni i wycinanie drzew tworzą pustynie pokarmowe natychmiast po przekwitnięciu rzepaku. Resorty rolnictwa oraz ochrony środowiska muszą wreszcie zrozumieć, że owady zapylające potrzebują ciągłości bazy nektarowo-pyłkowej przez cały sezon wegetacyjny, a nie tylko przez dwa tygodnie wiosennych pożytków towarowych.

Jako obecny prezydent stawiam na rzetelną wiedzę i modernizację struktur Związku. Uważam, że polskie pszczelarstwo pilnie potrzebuje nowoczesnego, zintegrowanego systemu informatycznego na wzór rozwiązań, które z powodzeniem sprawdzają się w Polskim Związku Łowieckim czy Polskim Związku Wędkarskim. Taki cyfrowy model pozwoliłby uporządkować ewidencję stanowisk, ułatwił monitorowanie bazy pożytkowej i ukrócił narastające konflikty przy wędrówkach pasiek. Co równie istotne, znacząco podniósłby poziom bioasekuracji pasiek, chroniąc rodziny przed zawleczeniem groźnych jednostek chorobowych, na czele z warrozą i zgnilcem. Związek musi być dla pszczelarzy realnym wsparciem w terenie, dlatego będę konsekwentnie zabiegał o uproszczenie procedur i kierunek zmian, który rzeczywiście służy praktykom prowadzącym gospodarkę pasieczną."


Bibliografia

  1. Davis T. i inni, Honeybee presence restructures pollination networks more than landscape context by reducing foraging breadths of wild bees, https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S016920462500012X, Data odczytu: 2026.08.31
  2. Pike W., Rittschof C., Honey Bee (Apis mellifera L.) and Wild Bee Resource Competition: How Big Is This Problem?, https://academic.oup.com/icb/article/65/4/893/8154036, Data odczytu: 2026.08.31
  3. Proesmans W. i inni, Drivers of Viral Prevalence in Landscape‐Scale Pollinator Networks Across Europe: Honey Bee Viral Density, Niche Overlap With This Reservoir Host and Network Architecture, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12767914/, Data odczytu: 2026.08.31
  4. Semkiv P., Stan pszczelarstwa w Polsce w 2025 roku, https://www.inhort.pl/wp-content/uploads/2026/01/8.2_2025_Raport-stan-pszczelarstwa-w-Polsce-w-2025-roku.pdf, Data odczytu: 2026.08.31


Liczba wyświetleń artykułu: 702

Komentarze z forum pszczelarskiego

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!




  Współpracują z portalem:

Aneta Dziakowska

Aneta Dziakowska

Autorka tekstów nt. podatków

Główna księgowa z 11-letnim doświadczeniem zawodowym. Posiada certyfikat do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych nadany przez Ministra Finansów. anetak7777@wp.pl

Zasady rozliczania się w ramach projektu WRPP w latach 2016/2019

Sprzedaż miodu przez Internet - opodatkowanie

Opodatkowanie pasieki do 80 rodzin pszczelich

Fundacja Nasza Ziemia

Fundacja Nasza Ziemia

Partner serwisu

Organizacja pozarządowa założona w 1994 roku. Realizuje cele mające status pożytku publicznego, specjalizując się w edukacji ekologicznej i obywatelskiej.

Konkurs grantowy - Z Kujawskim pomagamy pszczołom

Wyniki konkursu grantowego - z Kujawskim pomagamy pszczołom

Wyniki konkursu grantowego Z Kujawskim pomagamy pszczołom II

Tadeusz Netczuk

Tadeusz Netczuk

Autor tekstów

Doświadczony pszczelarz. Chowem pszczół zajmuje się od 1970 r. Obecnie jego pasieka zlokalizowana jest w ROD Bielany we Wrocławiu.

Zabezpieczenie pszczoły murarki (Osmia rufa L.) przed zimą

Morfologia murarki ogrodowej (Osmia rufa L.)

Historia pasieki rodzinnej Netczuków