Portal Pszczelarski

Miód nawłociowy - fakty, mity, popularność i nauka

miód miód nawłociowy właściwości miodu nawłociowego

Kiedy kwitnie nawłoć, zaczyna się sezon na jeden z najbardziej poszukiwanych miodów. Dlaczego pszczelarze tak lubią nawłoć, a klienci intensywnie poszukują miodu nawłociowego? Czy miód nawłociowy jest faktycznie jednym z najzdrowszych miodów? Jakim pożytkiem w praktyce pszczelarskiej jest nawłoć?

W drugiej połowie lata krajobraz Polski zmienia kolor. Na nieużytkach, skrajach pól, przy drogach, nasypach kolejowych i nad rzekami pojawiają się charakterystyczne żółte łany nawłoci. W tym samym czasie na targach, jarmarkach, festynach i dożynkach zaczyna pojawiać się świeży miód nawłociowy. Pszczelarze zachwalają jego charakterystyczny smak, aromat i właściwości. Klienci pytają o niego coraz częściej i często są gotowi zapłacić więcej niż za popularne miody wielokwiatowe. Wokół miodu nawłociowego narosła bowiem pewna legenda. Przypisuje mu się działanie „na nerki”, drogi moczowe, przeziębienie, odporność, stany zapalne, serce, krążenie, a nawet właściwości porównywane niekiedy z najbardziej cenionymi miodami leczniczymi.

I tutaj zaczyna się interesująca część historii.

Bo miód nawłociowy rzeczywiście zawiera biologicznie aktywne związki i rzeczywiście wykazuje aktywność antyoksydacyjną. Problem pojawia się wtedy, gdy wyniki badań laboratoryjnych zaczynamy przedstawiać jako dowód leczenia konkretnych chorób.

Nauka mówi o tym miodzie coś znacznie ciekawszego niż proste „jest zdrowy” albo „nie ma żadnych właściwości”.

Nawłoć, pszczoły i człowiek - historia z pewnym paradoksem

Nawłoć jest znakomitym późnoletnim pożytkiem pszczelim. Kwitnie w okresie, gdy wiele innych roślin przestaje już dostarczać pszczołom dużych ilości nektaru. Dzięki temu może stanowić ważne źródło pożytku pod koniec sezonu. I właśnie dlatego nawłoć jest przez pszczelarzy tak ceniona. 

Jednocześnie sytuacja ekologiczna jest bardziej skomplikowana. W Polsce występują dwa szczególnie rozpowszechnione gatunki obcego pochodzenia: nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis) i nawłoć późna/olbrzymia (Solidago gigantea). Oba pochodzą z Ameryki Północnej i w Europie są uznawane za gatunki inwazyjne. To tworzy niezwykły paradoks: roślina może być bardzo cenna z punktu widzenia pszczelarza, a jednocześnie problematyczna z punktu widzenia ochrony rodzimej różnorodności biologicznej. A nawet problematyczna, jeśli spojrzeć na kontekst zapylaczy czy nawet pszczoły miodnej. 

Badania prowadzone w Europie Środkowej pokazują, że oba gatunki są szeroko rozpowszechnione, a ich ekspansja może prowadzić do tworzenia bardzo zwartych płatów roślinności i wypierania rodzimych gatunków. Nie oznacza to oczywiście, że pszczelarz sprzedający słoik miodu nawłociowego „szkodzi przyrodzie”. Problem jest znacznie bardziej złożony. Dotyczy przede wszystkim świadomego rozsiewania i sadzenia gatunków inwazyjnych w nowych miejscach, szczególnie w siedliskach cennych przyrodniczo. 

Co właściwie znajduje się w miodzie nawłociowym?

Miód nie jest prostym ekstraktem z jednej rośliny. Jest produktem powstającym w wyniku skomplikowanego procesu, w którym uczestniczą roślina, pszczoła, enzymy, środowisko, gleba, warunki pogodowe i sposób dojrzewania miodu. Pod względem podstawowego składu miód nawłociowy, podobnie jak inne miody, składa się przede wszystkim z cukrów – głównie fruktozy i glukozy – oraz wody. Jego interesująca część to jednak składniki występujące w znacznie mniejszych ilościach: kwasy fenolowe, flawonoidy, związki aromatyczne, enzymy, minerały i inne substancje bioaktywne.

I właśnie tutaj pojawia się najważniejsza informacja wynikająca z badań. 

W badaniu Farkas i współpracowników, opublikowanym w 2023 roku, przeanalizowano metodą HPLC-DAD-MS profil związków fenolowych w czterech węgierskich miodach odmianowych, w tym w miodzie nawłociowym z Solidago gigantea. 

Naukowcy oznaczyli 25 badanych substancji fenolowych. W miodach wykrywano między innymi kwas kawowy, ferulowy, p-kumarowy, p-hydroksybenzoesowy, syringowy i wanilinowy, a także flawonoidy takie jak apigenina, chryzyna, galangina, hesperetyna, kemferol, naryngenina oraz pinobanksyna. W przypadku badanego miodu nawłociowego szczególnie interesujący był kwas syringowy, którego zawartość była najwyższa spośród czterech analizowanych rodzajów miodu. Łączna zawartość oznaczonych związków fenolowych w tym badaniu wynosiła około 64,2 µg/g, czyli około 64 mg/kg.

To nie jest „lek w słoiku”. Jest to natomiast rzeczywisty chemiczny odcisk biologiczny miodu, pokazujący, że miód nawłociowy zawiera szereg substancji o potencjale biologicznym.

I jest jeszcze jedna ważna rzecz. Miód nawłociowy nie ma jednego, zawsze identycznego składu.

To bardzo istotne, a często pomijane w reklamach. Nie istnieje jeden uniwersalny „skład miodu nawłociowego”.

W badaniach nad miodami z różnych krajów stwierdzano różnice zarówno w zawartości polifenoli, jak i w aktywności antyoksydacyjnej. Znaczenie mają między innymi gatunek nawłoci, region, gleba, pogoda, rok zbioru, dostępność innych roślin oraz sposób pozyskania i przechowywania miodu. Farkas i współpracownicy wyraźnie zwrócili uwagę, że pochodzenie geograficzne może silnie wpływać na obecność i ilość charakterystycznych związków fenolowych. 

To samo bardzo dobrze pokazuje badanie Czigle i współpracowników z 2022 roku, w którym porównano miody nawłociowe pochodzące z Polski, Słowacji i Węgier. Wyniki były bardzo ciekawe.
Węgierski, słowacki i polski miód nawłociowy – nie są takie same. Naukowcy przebadali miody nawłociowe z trzech krajów, wykorzystując między innymi testy DPPH, ABTS i FRAP, a także oznaczając całkowitą zawartość polifenoli, flawonoidów i kwasów fenolowych. Okazało się, że najwyższą aktywność antyoksydacyjną wykazywały próbki węgierskie. Miody słowackie zajmowały pozycję pośrednią, natomiast polskie charakteryzowały się najniższą aktywnością w części zastosowanych testów. Podobną tendencję zaobserwowano w przypadku zawartości flawonoidów i kwasów fenolowych. 

To niezwykle ważny wynik. Pokazuje, że nie można powiedzieć: „Miód nawłociowy ma określoną aktywność antyoksydacyjną”. Można powiedzieć: „Miody nawłociowe wykazują aktywność antyoksydacyjną, której poziom może istotnie różnić się w zależności od pochodzenia, położenia geograficznego, nasłonecznienia.” To pozornie niewielka różnica w sformułowaniu, ale ogromna różnica z punktu widzenia rzetelności naukowej. 

A co z „właściwościami leczniczymi”? Tutaj trzeba oddzielić trzy różne rzeczy. 

Pierwsza to obecność związków bioaktywnych. Druga – aktywność biologiczna obserwowana w badaniach laboratoryjnych. Trzecia – udowodnione działanie lecznicze u człowieka. To nie są synonimy.

Jeżeli naukowcy wykazują, że ekstrakt z miodu neutralizuje określone wolne rodniki w warunkach laboratoryjnych, jest to interesujący wynik. Nie oznacza automatycznie, że jedzenie tego miodu leczy choroby wynikające ze stresu oksydacyjnego. 

Jeżeli w miodzie znajduje się kwas syringowy, kwas kawowy czy flawonoidy, jest to informacja o jego składzie chemicznym. Nie oznacza automatycznie, że miód będzie lekiem na choroby, z którymi związane są te substancje. 

A jeśli tradycyjna medycyna ludowa wykorzystywała nawłoć w problemach związanych z układem moczowym, nie oznacza to jeszcze, że miód z nawłoci leczy choroby nerek lub dróg moczowych. To właśnie w tym miejscu marketing bardzo często wyprzedza naukę. 

motyle na nawłoci

Mit pierwszy: „miód nawłociowy leczy nerki”

To jedno z najczęściej spotykanych przypisań tego miodu. Trzeba jednak rozdzielić roślinę nawłoci od miodu nawłociowego. 

Nawłoć była i jest wykorzystywana w tradycyjnych praktykach zielarskich. Dotyczy to przede wszystkim surowców roślinnych, takich jak ziele, a nie miodu produkowanego przez pszczoły z nektaru. 

Nie można więc wykonać prostego rozumowania: 

nawłoć była stosowana tradycyjnie na drogi moczowe → miód nawłociowy zawiera substancje z nawłoci → miód leczy nerki.

Takiego wniosku nie potwierdzają dostępne badania kliniczne. Co więcej, w przywoływanych badaniach nad miodem nawłociowym naukowcy zajmowali się przede wszystkim składem chemicznym, pochodzeniem botanicznym oraz aktywnością antyoksydacyjną, a nie wykazywaniem skuteczności leczenia chorób nerek u ludzi.

Mit drugi: „im ciemniejszy miód, tym bardziej leczniczy”

Tu również znajduje się ziarno prawdy, ale wniosek jest zbyt daleko idący. 

Ciemniejsze miody często mają większą zawartość części związków fenolowych i wyższą aktywność antyoksydacyjną. Kolor może być więc użytecznym wskaźnikiem pewnych właściwości chemicznych. 

W badaniu Kocsis i współpracowników dotyczącym miodów węgierskich miód nawłociowy był wyraźnie ciemniejszy od miodu trojeściowego i wykazywał wyższą aktywność w części zastosowanych metod. Ale jednocześnie ten sam eksperyment pokazał, że nie wszystkie metody pomiaru aktywności antyoksydacyjnej dawały taki sam ranking miodów.

To ważne ostrzeżenie: kolor jest interesującym wskaźnikiem, ale nie jest prostą skalą „mocy leczniczej”.

Mit trzeci: „miód nawłociowy jest lepszy od innych miodów”

Nie ma podstaw, żeby tak kategorycznie twierdzić. Miód nawłociowy ma swój charakterystyczny profil chemiczny i może wykazywać wysoką aktywność antyoksydacyjną. Ale inne miody również mogą być bardzo bogate w związki bioaktywne.

Dobrym przykładem jest miód spadziowy. W literaturze naukowej miody spadziowe, a szczególnie niektóre miody o wysokiej zawartości związków fenolowych, wykazują znaczącą aktywność antyoksydacyjną i przeciwdrobnoustrojową.

Nie oznacza to jednak, że można stworzyć uniwersalny ranking:

nawłociowy > spadziowy > lipowy > akacjowy

albo odwrotnie.

To byłoby naukowo nieuzasadnione.

Co więcej, słynny miód manuka jest dobrym przykładem tego, jak ostrożnie trzeba posługiwać się słowem „leczniczy”. Jego szczególne właściwości przeciwdrobnoustrojowe są związane m.in. z wysokim poziomem metyloglioksalu i zostały znacznie dokładniej przebadane niż większość innych miodów. Nie można więc automatycznie przenosić renomy manuki na miód nawłociowy tylko dlatego, że oba zawierają polifenole i wykazują aktywność antyoksydacyjną.

Mit czwarty: „badania potwierdzają, że miód nawłociowy leczy”

Nie. Badania potwierdzają coś bardziej precyzyjnego i zarazem bardziej interesującego.

Potwierdzają, że miód nawłociowy:

  • zawiera związki fenolowe i flawonoidy,
  • wykazuje aktywność antyoksydacyjną w testach laboratoryjnych,
  • jego aktywność może różnić się w zależności od kraju i miejsca pochodzenia,
  • jego profil chemiczny może być wykorzystywany do identyfikacji pochodzenia botanicznego miodu,
  • poszczególne próbki mogą różnić się między sobą zawartością substancji bioaktywnych.

To już bardzo dużo.

Nie trzeba dodawać do tego niepotwierdzonego „leczenia nerek”, żeby miód nawłociowy był interesującym produktem.

Nawłoć jako pożytek - tutaj pszczelarze mają mocny argument

Nie można przy tym sprowadzić całej historii nawłoci do problemu gatunku inwazyjnego. Dlatego, że z perspektywy pszczelarstwa nawłoć ma ogromne znaczenie.

Kwitnie późnym latem i na początku jesieni, czyli w czasie, kiedy wiele wcześniejszych pożytków już się kończy. Badania Czigle i współpracowników podkreślają właśnie znaczenie kwitnącej nawłoci jako źródła nektaru dla pszczół miodnych i dzikich zapylaczy w okresie późnego lata i wczesnej jesieni. 

Dla pszczelarza oznacza to możliwość wykorzystania pożytku w bardzo konkretnym momencie sezonu. Dla konsumenta oznacza to wyjątkowy miód. Dla ekologa - pytanie o to, jak pogodzić interes pszczelarstwa z ochroną rodzimej roślinności.

I tych kwestii również nie należy upraszczać.

motyl na nawłoci

Nawłoć kanadyjska i olbrzymia: pożytek czy zagrożenie?

Obie strony tej historii są prawdziwe.

Nawłoć może dostarczać pszczołom nektaru w okresie, gdy inne źródła pożytku są mniej dostępne. Jednocześnie Solidago canadensis i Solidago gigantea są w Europie gatunkami obcego pochodzenia o charakterze inwazyjnym. Ich ekspansja może ograniczać różnorodność roślinności poprzez tworzenie zwartych płatów i wypieranie części rodzimych gatunków. 

W przywoływanych wcześniej badaniach dotyczących wpływu dezinformacji na ekspansję nawłoci Lenda i Knops zwracali uwagę na szczególnie ciekawy mechanizm - popularność miodu nawłociowego i internetowych twierdzeń o jego właściwościach zdrowotnych może zwiększać zainteresowanie sadzeniem nawłoci w miejscach, gdzie jej celowe wprowadzanie nie jest korzystne dla środowiska. 

To jeden z najciekawszych przykładów pokazujących, że dezinformacja dotycząca żywności może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza zdrowie konsumenta. Jeżeli ktoś uwierzy, że nawłoć jest „cudowną rośliną leczniczą dla pszczół i ludzi”, może uznać, że jej sadzenie wszędzie jest dobrym pomysłem. A właśnie tego naukowcy przestrzegają.

Jest jeszcze jeden problem: czy nawłoć jest dobrym pokarmem dla pszczół na zimę? To pytanie wymaga szczególnej ostrożności. Fakt, że pszczoły intensywnie korzystają z nawłoci późnym latem, nie oznacza automatycznie, że miód nawłociowy powinien stanowić ich jedyny zapas zimowy. 

W badaniu Kocsis i współpracowników analizowano nawet przeżywalność pszczół karmionych różnymi rodzajami miodu. W innym badaniu Farkas i współpracownicy zwrócili uwagę na interesujący wynik dotyczący pszczół karmionych wyłącznie miodem nawłociowym: w warunkach eksperymentalnych przeżywalność była znacznie niższa niż w grupach otrzymujących mieszany miód kwiatowy lub wodę z cukrem.

Nie należy jednak przekładać tego wyniku jeden do jednego na praktykę pasieczną. Był to eksperyment żywieniowy, a nie dowód, że miód nawłociowy jest „trujący” dla pszczół.

Wniosek powinien być znacznie bardziej rozsądny: jednorodność diety nie zawsze oznacza optymalne żywienie. Pszczoły w naturze korzystają z wielu źródeł pokarmu. Dlatego w gospodarce pasiecznej kluczowe znaczenie ma nie tylko ilość zapasów, ale również ich jakość, skład i odpowiednie przygotowanie rodziny do zimowli.

Najbardziej uczciwa odpowiedź brzmi: Miód nawłociowy jest wartościowym miodem, ale nie jest cudownym lekiem.

I być może właśnie taki wniosek jest najbardziej interesujący. Miód nawłociowy nie potrzebuje mitologii. Nie potrzebuje przypisywania "cudownych właściwości". Badania pokazują, że jest produktem bogatym w różnorodne związki fenolowe, w tym kwasy fenolowe i flawonoidy. Wykazuje aktywność antyoksydacyjną, a jej poziom może być znaczny. Jego profil chemiczny różni się w zależności od pochodzenia geograficznego i botanicznego. Może więc być nie tylko smacznym produktem sezonowym, ale także interesującym przedmiotem badań nad bioaktywnymi składnikami żywności. 

Jednocześnie nie ma wystarczających dowodów klinicznych, aby przedstawiać miód nawłociowy jako lek na choroby nerek, układu moczowego, serca czy inne konkretne schorzenia.

I to rozróżnienie ma znaczenie. Bo między zdaniem: „miód nawłociowy zawiera substancje o potencjale biologicznym” a zdaniem: „miód nawłociowy leczy nerki” jest przepaść, której nie powinno się przeskakiwać bez badań klinicznych.

Najciekawsze jest jednak to, czego jeszcze nie wiemy

Badania nad miodem nawłociowym dopiero pokazują jego właściwości. Naukowcy wiedzą już, że występują w nim określone kwasy fenolowe i flawonoidy. Wiadomo również, że ich ilość może zależeć od regionu, gatunku nawłoci i warunków środowiskowych. Ale nadal potrzebujemy badań, które odpowiedzą na znacznie trudniejsze pytania.

Które konkretnie składniki odpowiadają za aktywność biologiczną miodu? Czy związki te pozostają aktywne po spożyciu? W jakim stopniu są wchłaniane? Czy osiągają stężenia mające znaczenie biologiczne? Czy różnice pomiędzy miodami z Polski, Węgier i Słowacji przekładają się na rzeczywiste różnice w działaniu w organizmie człowieka? I przede wszystkim: czy miód nawłociowy ma specyficzne działanie kliniczne, którego nie mają inne miody? 

Na te pytania obecna literatura nie daje jeszcze wystarczająco mocnych odpowiedzi.

A więc: kupować czy nie kupować?

Jeżeli lubimy miód nawłociowy – zdecydowanie warto go kupować ze względu na jego smak, aromat, charakterystyczny skład i miejsce w polskim pszczelarstwie. Warto jednak kupować go jako żywność, a nie jako zamiennik leku. 

Warto też pytać pszczelarza o pochodzenie miodu, rok zbioru i gatunek nawłoci, z którego pochodzi pożytek. To szczególnie interesujące w przypadku nawłoci, ponieważ pod wspólną nazwą „miód nawłociowy” mogą kryć się produkty powstające w różnych warunkach i z udziałem różnych gatunków Solidago. 

A przede wszystkim warto zachować zdrowy sceptycyzm wobec etykiet głoszących, że jeden miód „leczy wszystko”. 

Nauka nie odbiera miodowi nawłociowemu wartości. Przeciwnie - pokazuje, że jego prawdziwa historia jest wystarczająco ciekawa bez dodawania do niej cudownych właściwości.

Opracowano na podstawie:

  1. Czigle S. i inni, Antioxidant Capacity Determination of Hungarian-, Slovak-, and Polish-Origin Goldenrod Honeys, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35336674/, Data odczytu: 2026.08.17
  2. Farkas A. i inni, Phenolic compounds in Hungarian acacia, linden, milkweed and goldenrod honeys, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10276249/, Data odczytu: 2026.08.17
  3. Fursenco C. i inni, Solidago virgaurea L.: A Review of Its Ethnomedicinal Uses, Phytochemistry, and Pharmacological Activities, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7761148/, Data odczytu: 2026.08.18
  4. Hamillton J., Goldenrod honey: misinformation is causing a biological invasion of this Canadian weed, https://theconversation.com/goldenrod-honey-misinformation-is-causing-a-biological-invasion-of-this-canadian-weed-152255, Data odczytu: 2026.08.18
  5. Kocsis M. i inni, Quality Assessment of Goldenrod, Milkweed and Multifloral Honeys Based on Botanical Origin, Antioxidant Capacity and Mineral Content, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8775425/, Data odczytu: 2026.08.18


Liczba wyświetleń artykułu: 286

Komentarze z forum pszczelarskiego

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!




  Współpracują z portalem:

Piotr Chmielewski

Piotr Chmielewski

Autor tekstów

Student Wydziału Biologii i Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członek Ligi Ochrony Przyrody oraz Koła Naukowego Przyrodników UAM. Interesuje się ochroną przyrody i prawem ochrony środowiska.

Konferencja Współczesne Uwarunkowania Zarządzania Środowiskiem

VI Interdyscyplinarna Konferencja TYGIEL

Projekt Bartnik i polskie więziennictwo

Stefan Jerzy Siudalski

Stefan Jerzy Siudalski

Autor artykułów

Kłodzczanin z urodzenia, obecnie mieszkaniec Warszawy. Osoba posiadające doświadczenie w różnych dziedzinach, w tym: w pszczelarstwie, poszukiwaniu wody, ochronie mienia. Emerytowany redaktor naczelny pisma Ochrona mienia, wykładowca w dziedzinie technicznej ochrony mienia oraz kierownik pracowni projektowania i produkcji aparatury naukowej.

Cztery pory roku czyli piosenka o Rębkowie

Ernest Bryll

Ernest Bryll

Autor tekstów

Polski poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy. Właściciel strony bryll.pl

Modlitwa - Ernest Bryll

Łukasz Karol Uliasz

Łukasz Karol Uliasz

Autor artykułów

Profesor i dr hc apiterapii i ziołolecznictwa, naturopata dyplomowany, pszczelarz zawodowy, rzeczoznawca chorób pszczół i specjalista pozyskiwania produktów pszczelich. Prefekt Akademii Apiterapii Medycznej i Ziołolecznictwa im. prof. Bogdana Kędzi, promującej dorobek prof. Kędzi oraz apiterapię w użyciu. Autor publikacji pszczelarskich, historycznych, medycznych i etnograficznych. Prowadzi izbę pamięci i mini skansen pszczelarsko-bartniczy w powiecie kozienickim.

Zimowa odporność Polaka i Polki warunkiem i podstawą dobrego zdrowia w czasach chemizacji

Łukasz Karol Uliasz - Etyka pszczelarska i prawo naturalne w pszczelarstwie

Odporność najmłodszych za pomocą produktów pszczelich i apiterapii wraz z fitoterapią