Bartnik Postępowy: Uodpornienie pszczół na zarazę gnilca amerykańskiego (1937.04)
Publikacja: T. Ciesielski w: Bartnik Postępowy: Uodpornienie pszczół na zarazę gnilca amerykańskiego, nr 4 (1937), str. 94-105
Stosownie do zapowiedzi naszej Redakcji, zrywającej z dotychczasowo prowadzonymi, jałowymi polemikami, z osobistymi docinkami, na temat najlepszego ula, zamieszczamy poniżej nader interesujące wyniki doświadczeń w pszczelarstwie amerykańskim, które już dawno zapomniało o bojach na temat "pałaców pszczelich". Bierzmy od nich przykład i starajmy się zwrócić naszą uwagę w innych kierunkach, mało dotychczas poruszanych. L. W.
Wyniki badań w drugim sezonie Związku Doświadczalnego Panów O. W. Parka, Franka C., Pelleta i F B. Padoocka, Rolnicza Stacja Doświadczalna - Jowa.
Wypadki powrotu do zdrowia z amerykańskiego gnilca notowane były wielokrotnie. Jednak ludzie, którzy się zetknęli osobiście ze spustoszeniem, wywołanym przez tę chorobę, nie wiele wiary temu dawali. Wzrastająca ilość jednak pomyślnych raportów dała impuls do natychmiastowych dokładnych badań w tym kierunku.
Praca doświadczalna, zmierzająca do ustalenia, czy istnieje u pszczół odporność na Am. gn. została zapoczątkowana przez rolniczą stację doświadczalną Jową przy współpracy Rolniczego Urzędu Propagandowego (Agricultural Extension Service of Iowa State College) i Amerykański Dziennik pszczelarski (American Bee Journal).
Wyniki prac 1-go sezonu wraz z krótkim szkicem problemu i przedsięwzięcia agencji biorących udział w doświadczeniach, ogłoszone już były na łamach naszego pisma w poprzednich rocznikach. Należy tu przypomnieć, że z upoważnienia władzy państwowej (State Apriarist) założona została placówka doświadczalna w Pellet Gardens Atlantic, Iowa, dokąd sprowadzno 45 kolonij, przypuszczalnie odpornych na gnilca, z różnych najbardziej odległych stron Stanów Zjednoczonych. Ponieważ z liczby tej 25 kolonij dostarczonych zostało za późno, nie były więc one brane pod uwagę w pierwszym doświadczeniu. Resztę pni, tj. 25, wraz z 6-ma zwykłymi nieodpornymi rodzinami, zaszczepiono jednakową dozą zakażonego materiału (tj. gnilcem amer.). Po czym owych 6 zwykłych rodzin zapadło na chorobę szybko i nie okazywały żadnych możliwości wyzdrowienia, podczas gdy z owych 25-u przypuszczalnie odpornych rodzin - 7 usunęło szybko wszelkie ślady choroby. I w ten sposób wykazanym zostało, że odporność pszczół na am. gn. istnieje, a więc pierwszy zamierzony cel został osiągnięty.
Cel drugi.
Drugim celem było zbadanie i ustalenie, czy czynnik odporności może być przenoszony na potomstwo.
Następne więc starania miały iść w kierunku wyhodowania córek matek z odpornego rodu i łączenia ich z trutniami z podobnie odpornych pni. Matki te miały być użyte do wyprodukowania rodzin, które miały być następnie zaszczepione amerykańskim gnilcem w celu wykazania w rezultacie ich odporności lub jej braku.
Ponieważ jednak trudnoby było obu rzeczy, t. zn. wyhodowania i wypróbowania, dokonać w jednym sezonie, zbyt na to krótkim, zdecydowano umieścić odporny ród w jakimś punkcie południowych Stanów, gdzie matki mogłyby być wyprodukowane dość wcześnie i następnie we właściwym momencie przetransportowane do lowa już do założenia rodzin, które miały być wypróbowane w bieżącym sezonie. W ten sposób dzieło, które normalnie wymagałoby dwóch sezonów, dokonanym być mogło w jednym.
Potrzebom naszym odpowiadały znakomicie warunki miejscowości Lower Rio Grand Valley w poł. Texasie, zwrócono się więc z prośbą do dr. F. L. Thomasa, państw. entomologa Texasu o pozwolenie przeprowadzenia wychowu matek w tamtejszej okolicy. W odpowiedzi otrzymano nietylko jego pozwolenie, ale i zaofiarowanie do użytku filii Rolniczej Stacji Doświadczalnej Texasu. Ofertę przyjęto z wdzięcznością i po przyjeździe do Valley spotkano się z najdalej idącymi ułatwieniami, oraz fachową pomocą w osobie entomologa p. S. W. Clarka.
Pewnego dnia w lutym zaproszono Inspekcję Pszczelniczą z Texasu, aby zbadała roje, które sprowadzono do jej kraju. Rodziny te znajdowały się jeszcze na tych samych plastrach, zaszczepionych poprzednio amerykańskim gnilcem, lecz Komisja z Texasu nie znalazła w nich śladu choroby. Było to źródłem wielkiego ogólnego zadowolenia.
Po licznych wycieczkach i wywiadach została oddana do użytku przestrzeń w pośrodku cytrynowego sadu 25.000 akrowego. Tu pszczoły miały się łączyć z trutniami z równie selekcjonowanych rodów i prawdopodobnie też żadne inne niekorzystne połączenie nie nastąpiło.
Przed 1 maja przybyła do stacji w Iowa wysyłka, zawierająca 3 ramki z zarodkami zapoczątkowanymi przez córki matek, wychowanych w Texasie z odpornych rodów. Z końcem czerwca większość z nich przedstawiała już normalną rodzinę, wobec czego została zaszczepioną.
Dla tych, którzy nie znają naszych zeszłorocznych raportów, powtórzymy tutaj procedurę szczepienia (zakażania gnilcem am.).
Prostokąt około 2×21/2 cala zostaje wycięty z plastra z samego środka zarodowego gniazda i zastąpiony podobnym, zawierającym liczne (martwe zarodki) łuski amerykańskiego gnilca. Owe prostokąty posiadają 200 komórek, z których w przybliżeniu połowa zawiera łuski amerykańskiego gnilca. W żadnym wypadku liczba łusek (martwych zarodków) nie była niższa jak 75.
Jak było już tłumaczonem pоprzednio, plastry użyte do szczepienia brane były z jednego źródła, aby uniknąć ewentualnych różnic, które by zajść mogły przy użyciu różnorodnych plastrów. Postanowiono podobnie postąpić i w drugim sezonie. Do tego celu nadawały się świetnie plastry tych zwykłych nieodpornych rodzin, które poprzedniego sezonu poważnie zniszczone zostały przez am. gnilca. Fig. 4 ukazuje typowy plaster tego rodzaju, szczegóły uwidocznione są dokładnie w fig. 5, 6 i 7. Widzimy tam martwe zarodki w wielu otwartych komórkach oraz typowy widok opadniętych i podziurawionych przez pszczoły pokryw. Strzała na fig. 7 pokazuje nam jeden z najbardziej niezawodnych oznak am. gn. a to wystający ku przodowi języczek stworzenia, kt. osiągnęło już stadium poczwarki za nim śmierć je zaskoczyła. Objaw ten procentowo znachodzi się rzadko, gdy się jednak już zauważy jest nieomylnym znakiem chorobу.


Czerw złożony przez matki drugiej generacji odpornego pnia wzrósł szybko w normalną rodzinę i 25 czerwca zaszczepiony został w sposób wyżej opisany. Z 27 zaszczepionych rodzin - 9 usunęło całkowicie wszelkie symptomy choroby jeszcze przed końcem sezonu. Osiągnięto więc drugi zamierzony cel, t. zn. przekonano się, że czynnik odporności może być przeniesiony na potomstwo przez odpornych rodziców.
Reakcje na wszczepiony plaster.
Rok temu zaobserwowano liczne różnice w sposobie reagowania poszczególnych rodzin na wstawione prostokąty plastrów, zawierających amerykańskiego gnilca. Czy te sposoby zachowania się mają duże znaczenie, nie może być na razie określonem, w każdym razie uważaliśmy to za pewien możliwy wskaźnik z punktu widzenia, czy dana rodzina ma większą lub mniejszą zdolność zwalczania choroby. Ponieważ zaobserwowano daleko idące różnice w sposobie reagowania, postanowiono w dalszym ciągu opierać się na odnośnych danych.
Przypominamy więc, że zeszłego roku wszystkie rodziny podzielone zostały zależnie od ich sposobu zachowania się na trzy wyraźnie różniące się grupy: Gr. I: rodziny, które przyjęły wstawiony prostokąt z nieznacznymi zmianami, lub bez żadnych zmian, Gr. II: гоdziny, które zniszczyły ściany komórek, nie usuwając jednak prostokąta plasterkowego i Gr. III: rodziny, które całkowicie usunęły wstawiony prostokąt z amerykańskim gnilcem.
Wszystkie rodziny (z wyjątkiem zwykłych nieodpornych), zaszczepione podczas obu ubiegłych sezonów, podzielone zostały następująco:

Cyfry w nawiasie wykazują liczbę rojów (rodzin), które wolne były od choroby z końcem sezonu 1936. I tak zaobserwowano, że podczas gdy z końcem pierwszego sezonu zanotowanych było 7 rodzin jako zdrowych, obecnie liczba ta się powiększyła o dalszych 5 szczepionych w tym samym czasie, tj. w r. 1935. Szczegóły będą podane później.
Gdy się przypatrzymy wynikom szczepień roku 1935, to widzimy, że wszystkie kolonie z grupу III, 5 na 11 z grupy I, i 3 na 10 z gr. II okazały się odporne.
Gdybyśmy brali pod uwagę tylko wyniki szczepień z 1935 r. doszlibyśmy do przekonania, że kolonie, które całkowicie usuwają wszczepiony plaster, pod względem zdolności zwalczania choroby są prawie pewne, kolonie, które oczyszczają komórki bez niszczenia ich, stoją na drugim miejscu, te zaś, które odbudowują komórki na tej samej podstawie, mają najmniej szans wyzdrowienia. Jednakowoż rezultaty szczepień roku 1936 dały obraz całkowicie odmienny odnośnie do każdej grupy. Widzimy tu, że tylko dwie z 6-ciu rodzin, które całkowicie usunęły wstawiony prostokąt plasterka zarażonego, czyste były z końcem sezonu, podczas gdy te rodziny, które zniszczyły ściany komórek i odbudowały je na tej samej podstawie, przedstawiały się lepiej od tych, które oczyściły komórki nie niszcząc ich. Obejmując sumarycznie osiągnięte rezultaty znajdujemy, że odnośny procent wyzdrowienia dla każdej grupy (I, II i III) był: 40, 42 і 60, I tak z końcem obu sezonów grupa III zajmuje jednak pierwsze miejsce w ilości wypadków wyzdrowienia z amerykańskiego gnilca. Mimo to jednak trzeba będzie jeszcze daleko więcej danych, aby definitywnie ustalić związek pomiędzy sposobem reagowania jakiejś kolonii na szczepienie a jej możliwościami zwalczenia choroby.
Opis przebiegu wypadków.
Przypuszczamy, że opis przebiegu péwnych wypadków mógłby zainteresować czytelników. Chodzi mianowicie o historię dwóch rodzin, które miały taki sam początek, lecz różny koniec. Obie matki pochodziły z drugiego pokolenia odpornego rodu i zapłodnione były trutniami braćmi. Pod względem sposobu reagowania na szczepienie obie zaliczone były do II grupy. Choroba rozwinęła się w nich mniej więcej podobnie i w tym samym czasie. Żadna z obu rodzin nie okazywała wysiłków w kierunku uwolnienia się od schorzałego materiału, aż do chwili, gdy choroba opanowała przeszło 100 komórek. Wtedy dopiero obie zabrały się do oczyszczania. W pierwszym wypadku choroba została zredukowana do 6 komórek w przeciągu 9 dni a do zera w dalszych 30 dniach, bez żadnego nawrotu podczas owych 30 dni, które równocześnie zamknęły sezon. Oczyszczanie ze schorzałego materiału odbyło się prawie bez naruszenia ścian komórek.
W drugim wypadku rodzina nie była badana aż do 17 dnia od chwili stwierdzenia obecności choroby w więcej jak 100 komórkach - wtedy zauważono przedziwne zmiany w strukturze plastra. Ściany komórek były ścięte aż do podstawy na dużej przestrzeni po obu stronach plastrów. W całym ulu zaś znaleziono tylko trzy komórki z chorymi zarodkami. Przy poprzednim badaniu w obu plastrach znajdowały się zarodki, wiele z nich uległo chorobie. Fig. 8 pokazuje jedną stronę plasta a fig. 9 ten sam plaster 4 dni później. Widzimy tu, że praca niszczenia ścian wzmożona została, że nastąpiła znaczna odbudowa, do której zużyty został przeważnie nowy wosk, co można poznać po jaśniejszej barwie w licznych partiach plastra. A jednak, pomimo tak szalonego wysiłku 6 tygodni, później rodzina nadawała się jedynie na wrzucenie do ognia. Różnica obu wypadków polega na tym, że w drugim wypadku nastąpił upadek (albo wycieńczenie, wyczėrpanie, upośledzenie).


Wypadek ten zaciekawia nas z trzech względów: po pierwsze, ponieważ zachowanie się powyższe zapewnie nie może mieć miejsca u zwykłej nieodpornej rodziny, po drugie z tego względu, że upadek nastąpił z chwilą, gdy oczyszczenie już prawie zostało osiągnięte, i po trzecie, że w danym wypadku rodzina uległa chorobie. Oczywiście, pewni być nie możemy czy rodzina posiadała odporność przed upadkiem (wyczerpaniem), lecz zachowanie jej i postępy, poczynione w kierunku zwalczenia choroby, mogłyby być uważane za pewną wskazówkę. Nieobecność przez tydzień lub więcej w tym okresie młodych zarodków była prawdopodobnie korzystną dla procesu oczyszczania, lecz nie mogło to zastąpić braku odporności potomstwa upośledzonej już matki.
Z pośród rodzin zaszczepionych w 1936 r. choroba ogarnęła przeważnie niewielką ilość komórek, w kilku zaś wypadkach całkowicie choroby nie stwierdzono.
Postanowiono więc 6 z tych rodzin poddać dokładniejszym badaniom. Uskuteczniono to w ten sposób, że w sam środek zaczewionego gniazda wstawiono cały plaster ramki Dadant'a literalnie stoczony przez am. gn.
Częste badania wykazały postępy u niektórych rodzin w usuwaniu chorego materiału, inne rodziny uczyniły godne uwagi postępy, lecz z końcem sezonu tkwiła w nich jeszcze choroba, u jednej w większym stopniu niż u drugiej. Opiszemy poniżej rodzinę, która przedstawiała się najlepiej. Fig. 10 i 11 ilustruje stan plastra wstawionego do gniazda. Na fig. 14 uwidoczniony jest ten sam plaster w 7 dni później, gdy zaledwie ślady choroby można było znaleźć. Na rys. 16 zauważyć można, że komórki zostały zniszczone na znacznej przestrzeni po prawej stronie niższej części plastra. Fig. 16 i 17 ukazują tą samą stronę tegoż plastra w 45 dni po wstawieniu go do ula. W tym czasie w całym plastrze znajdowało się jedynie 5 komórek z martwym zarodkiem, podczas gdy wszędzie dookoła liczne komórki zawierały pod świeżą przykrywą perłowo białe, zdrowo wyglądające, zarodki.




Porównując fig. 10 i 13 można zaobserwować, że pszczoły usuwają nietylko zmarły materiał ale i miód. Co się z tym miodem dzieje, nie kilkuset pustych barci i zawieszenie ich na drzewach w miarę rozwoju jest właściwie wiadomem, prawdopodobnie część jego zostaje skarmiona przez młode pokolenie a reszta zostaje mniej więcej w różnych miejscach zarodowego gniazda rozrzucona. Przemawia za tym fakt, że nie długo potem chore larwy ukazały się w znacznej ilości we wszystkich partiach zarodowego gniazda. Dziewiątego dnia znaleziono trzy nieżywe larwy, a 18-go dnia nasza rodzina określona została W zapiskach: „stoczona - stan beznadziejny". Stan ten trwał przez około trzy tygodnie, po czym stwierdzono, że ilość schorzałego materiału się zmniejszyła. 45-go dnia, gdy dokonywano zdjęć (fig. 16 i 17) zauważono już znaczne postępy, chociaż jeszcze pokaźna ilość zepsutego materiału znajdowała się w wielu plastrach.


Zdumiewającym rysem tego przebiegu jest, że ów opisany plaster, który był tak przepełniony chorym materiałem, gdy 45 wcześniej włożony został do ula, obecnie zawiera 100 zdrowych larw 1 poczwarek w tych samych komórkach, w których przedtem panował amerykański gnilec. W rezultacie więc, rozpatrując sprawę, czy rodzina całkowicie wykorzeniła zarazę, czy też nie, okazuje się, że posiada ona niezwykłą zdolność zwalczania amerykańskiego gnilca. Wyniki:

W podanej wyżej tabeli przedstawiamy sumarycznie wyniki szczepień obu sezonów. Z 25 przypuszczalnie odpornych rodzin zaszczepionych w r. 1935, siedem, czyli 28 proc. zapisanych zostało jako zupełnie zdrowe przed końcem sezonu. Inne wykazały znaczne postępy w walce z chorobą, lecz jedynie te, które wykorzeniły kompletnie wszelkie oznaki choroby, uznane zostały jako zupełnie czyste. Następnej wiosny dużo więcej rodzin było zdrowych, a przed zamknięciem drugiego sezonu jeszcze pięć dalszych wolnych było od choroby, podnosząc liczbę całościową do 12, czyli 48% szczepień 1935 r.
Godnym uwagi jest fakt, że z owych 7 rodzin, zanotowanych jako czyste z końcem pierwszego sezonu, są dotąd zdrowe, pomimo że wyczerpanie (wycieńczenie) nastąpiło w każdej z nich. W siódmej rodzinie choroba pojawiła się z powrotem po wyrojeniu. Możliwem jest, że młodej matce nie udało się oddziedziczyć czynnika odporności, lub też zapłodniona została trutniem z nieodpornego pnia. Rój nie rozprzestrzenił choroby. Jego oryginalna matka była już upośledzona, lecz rodzina została wolna od choroby.
W innym odosobnionym wypadku znaleziono chorobę znacznie posuniętą, po poprzednim osądzeniu rodziny jako zdrowej. Dwukrotnie znaleziono jedną komórkę z amerykańskim gnilcem i, co jest ciekawe, że w jednym wypadku była to komórka matki (matecznik), chociaż zazwyczaj komórki matek nie bywają atakowane przez amerykańskiego gnilca.
Odnośnie do szczepień 1936 г. widzimy, że 9 wyzdrowiało z 27 rodzin drugiej generacji, a z liczby 7-miu rodzin, pochodzących z różnorodnych źródeł, wyzdrowiało 5. - Procentowo to biorąc, przekonywujemy się, że rodziny z różnorodnych źródeł dały dwa razy tak dobry wynik, jak rodziny drugiej generacji. Zauważyć należy, że rodziny te wyselekcjonowały pokaźną ilość, cyfra ta jednak nie ma wielkiego znaczenia, ponieważ ilość ich była wogóle nie wielka. Jeżeli zsumujemy obie grupy razem, widzimy, że 41% z 34 przypuszczalnie odpornych rodzin wyzdrowiało przed zamknięciem 1 sezonu. Wynik ten jest lepszy o 13% od wyników prób 1935 r., otrzymanych przed końcem 1-go sezonu. Роnieważ nie jest wykluczonem, że tych 41 proc. wzrośnie o jakie dodatkowe 20 proc., jak to miało miejsce przy próbach 1935 r. mamy prawo przypuszczać, że ilość dodatnich wyników okaże się jeszcze wyższą w następnym sezonie.
Możnaby sądzić, że powinnoby się poddawać badaniu więcej zwykłych rodzin - lecz jedyną ich rolą przy próbie jest wykazanie siły dozowania - i jeżeli weźmiemy pod uwagę, że więcej jak połowa przypuszczalnie odpornych rodzin regularnie ulega zarazie - przekonywujemy się, że i tak mamy nadmierną ilość owych zwykłych (nieodpornych) rodzin.
Jeżeli zestawimy wyniki obu sezonów, widzimy, że z 59 przypuszczalnie odpornych rodzin - 26 (44 proc.) wyzdrowiało w odpowiednim czasie, podczas gdy wszystkie inne zwykłe rodziny uległy zarazie.
Istnieje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że włoska rasa jest szczególnie podatna na amer. gnilca. Często się to sprawdza, lecz pomiędzy rodzinami, u których odporność została stwierdzoną, włoska rasa jest równie dobrze reprezentowana, jak kaukaska i kraińska. Jasnym jest więc, że nie jedna rasa ma monopol odponości na amer. gnilca.
W związku z omawianą sprawą wyrażone zostały obawy, że przy usiłowaniach otrzymania odpornej odmiany - inne dodatnie cechy, jak: łagodność, pracowitość i wysoka produktywność, mogą być poświęcone. Możliwość tę braliśmy od początku pod uwagę i pilnie strzeżemy się przed nią. I tak już jedna walka z wysoce odpornej rodziny została wykluczona z powodu krnąbrności (złośliwości) jej pszczół. Jak dotąd, nasz odporny materiał nie był poddawany próbom użytkowości, lecz ogólne obserwacje nie wykazały specjalnych niedomagań w tym kierunku.
Główne wyniki badań obu sezonów zreasumować można następująco:
1) Prawie połowa badanych - przypuszczalnie odpornych rodzin wyeliminowała całkowicie wszelkie oznaki amerykańskiego gnilca.
2) Jedna trzecia drugiej generacji badanych poprzednio rodzin w podobny sposób zwalczyła zarazę.
Wynika stąd: 1) że odporność na amerykańskiego gnilca istnieje u pszczół i 2) że czynnik odporności może być przeniesiony na potomstwo.
Wiele państwowych amerykańskich stacyj doświadczalnych wyraziło chęć współpracy w celu dalszego intenzywnego prowadzenia badań. Zjednoczenie wszystkich tych sił może przyśpieszyć dzień, gdy amerykański gnilec nie będzie tak obciążał naszego pszczelnictwa, jak to czyni obecnie.
Tłum. J. Żebrowska - Lwów
Liczba wyświetleń artykułu: 309
Komentarze z forum pszczelarskiego
TomaszMi 2026-01-10 09:03:06
Kryspin 2026-01-11 08:02:53
Bartnik Postępowy: Rozważania nad ulem Czyńki (1921.02)
https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/77915/edition/71257/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: Ul Dadant-Blatt (1921.02)
https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/77915/edition/71257/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: Odczyt (1921.12)
https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/77925/edition/71267/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: Z pasieki doświadczalnej w Jaremczu (1930.08)
https://wmbc.olsztyn.pl/dlibra/publication/3195/edition/3079/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: Miód a witaminy (1930.08)
https://wmbc.olsztyn.pl/dlibra/publication/3195/edition/3079/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: Na czym właściwie polega wartość silnych w okresie zimy i wiosny rojów (1937.11)
https://wmbc.olsztyn.pl/dlibra/publication/3320/edition/3201/content Portal Pszczelarski
Bartnik Postępowy: O zimowli pszczół (1884.10)
https://rcin.org.pl/dlibra/publication/150279/edition/134510/content Portal Pszczelarski












