Wywiad z Katarzyną Rosiak-Stepą z Dzicy zapylacze
Łączy nas miłość do przyrody - rozmowa z Katarzyną Rosiak-Stepą z portalu "Dzicy zapylacze"
W świecie, w którym coraz częściej zachwycamy się wielkimi wizjami, czasem umyka nam to, co najmniejsze – a jednocześnie absolutnie kluczowe. Dzikie zapylacze - pszczoły samotnice, trzmiele, motyle - pracują bez rozgłosu, ale to od ich istnienia zależy przyszłość naszych ekosystemów, plonów i codziennego talerza. O tym, jak zadbać o te niewielkie, a niezwykle ważne istoty, jak mądrze chronić przyrodę i budować mosty między człowiekiem a naturą, rozmawiamy dziś z Katarzyną Rosiak-Stepą - osobą, która o ekologii potrafi mówić nie tylko kompetentnie, ale i z pasją, która udziela się wszystkim dookoła. Osobiście pomysł rozmowy z Panią Kasią zaczerpnęłam od czytelnika Portalu Pszczelarskiego, który z pasją pisał do nas o radach i pomocy, jaką udzielili mu "Dzicy zapylacze".
To rozmowa o trosce, odpowiedzialności i pięknie świata, którego często nie zauważamy, choć mamy go tuż pod nosem. Wystarczy tylko pochylić się nad kwiatem, by odkryć, że życie tętni tam głośniej, niż mogłoby się wydawać.
Joanna Baran: Jaka idea oraz pomysł przyświecał założeniu witryny "Dzicy zapylacze"?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Kiedyś w starym wyrobisku piasku, który nazywam Dziurą, odkryłam niezwykłe siedlisko żądłówek. Zachwycona tym miejscem, postanowiłam założyć blog. Ideą było pokazanie, że większość dzikich pszczół gniazduje w ziemi i ważna jest ochrona siedlisk, na których od dawna występuje zespół czynników powodujących, że stanowią one przyjazne i cenne miejsce dla bogatej różnorodności biologicznej. By dbać o to, co już jest, by nie trzeba było później starać się sztucznie odtwarzać, gdy dostrzeże się tego wartość. Chciałam też pokazać, że ten świat jest piękny, złożony i niesamowicie ciekawy!
Jakieś pozaziemskie moce maczały w tym palce, bo obszar Dziury zaczął się powiększać, rozrastając się w swego rodzaju prywatny rezerwat, a równocześnie blog zaczął rozwijać się sukcesywnie o kolejne osoby. Każdy nowy członek zaczął obejmować jakąś funkcję na stronie i teraz Joanna Roczyńska opisuje rośliny dla pszczół, Alicja Dubicka-Czechowska - trzmielowate, Magdalena Williams zajmuje się niuansami biologii pszczół, Darek Ogrodnik pomaga w oznaczaniu, a ja opracowuję dział dotyczący gatunków dzikich pszczół samotnych.

Joanna Baran: Jak działają "Dzicy zapylacze" i jakie widzicie efekty Waszej pracy?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Nie jesteśmy zrzeszeni. Jesteśmy grupą ludzi połączonych miłością do przyrody, szczególnie do dzikich pszczół. Choć w dziale redakcyjnym na stronie każdy ma swój obszar i działa niezależnie, w rzeczywistości tworzymy coś na kształt komuny - wesołej komuny. Możemy na siebie liczyć nie tylko prywatnie, na przykład przy przeprowadzkach, lecz także często wspólnie angażujemy się w różne przyrodnicze inicjatywy jako wolontariusze. W ubiegłym roku zakończyliśmy badania prowadzone na strzelnicy w Łukowie, których celem było wsparcie działań zmierzających do utworzenia tam obszaru chronionego. Obecnie funkcjonuje tam użytek ekologiczny, a teren objęty jest czynną ochroną. W tym roku natomiast uczestniczyliśmy w pracach nad Narodową Strategią Ochrony Owadów Zapylających przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Prace wciąż trwają, więc o efektach na razie nie sposób mówić.
Joanna Baran: Czy często dostajecie pytanie od czytelników? Czego głównie dotyczą?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Jak na tak niszowy temat, strona notuje dużo odwiedzin, dlatego otrzymujemy liczne wiadomości od Czytelników, dotyczące spraw zmieniających się wraz z porą roku. Latem dostajemy prośby o oznaczenie owadów, ale też maile wynikające z potrzeby podzielenia się ważnymi momentami, ciekawymi obserwacjami czy własnymi odkryciami. Zimą czytelnicy pytają głównie o to, co znaleźli podczas porządków w domkach dla owadów. Wiosną natomiast napływa najwięcej wiadomości od osób, które trafiły na stronę przypadkowo, szukając pomocy. Najczęstszą przyczyną niepokoju są wtedy wiosenne pszczoły gniazdujące w ziemi. Patrole samców potrafią wzbudzić lęk i sprawiać wrażenie, że "wyroiły się pszczoły". W odpowiedziach wyjaśniamy, co się dzieje. Można powiedzieć, że prowadzimy takie "pszczele pogotowie".

Joanna Baran: Które ze zdarzeń, obserwacji czy reakcji odbiorców w "Dzikich zapylaczach" było najpiękniejszym, najbardziej cennym momentem?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Jak wspominałam, prowadzimy coś w rodzaju "pszczelego pogotowia". Często piszą do nas osoby, które znalazły gniazda żądłówek. Po identyfikacji na podstawie zdjęć staramy się pomóc i wyjaśnić, z czym mają do czynienia, a także polecamy odpowiednie artykuły. Ogromnie cieszy mnie, gdy po pewnym czasie te same osoby wracają, pisząc, że zachowały gniazda i że dzięki zrozumieniu oraz obserwacji zaczęły interesować się tematem i zgłębiać zagadnienie. Takie sytuacje są dla nas paliwem do dalszego działania. Każdy nowy miłośnik owadów to dla nas prawdziwy skarb. Bardzo lubię też czytać relacje czytelników o tym, że tworzą w swoich ogrodach miejsca przyjazne owadom. To zawsze solidna dawka pozytywnej energii i motywacji do działania.
Joanna Baran: Jakie gatunki dzikich pszczół można najczęściej spotkać w Polsce w pobliżu naszych domów i ogrodów? A jakie pojawiają się jedynie w ograniczonych obszarach?
Katarzyna Rosiak-Stepa: W Polsce, oprócz pszczoły miodnej, występuje prawie 500 gatunków dzikich pszczół. To, jakie gatunki spotkamy w pobliżu swojego domu, zależy od wielu czynników. Kluczowe znaczenie ma obecność odpowiednich roślin oraz miejsc sprzyjających gniazdowaniu. Przykładowo: mając w ogrodzie czyściec, możemy spodziewać się wizyty makatki zbójnicy; na kocimiętce łatwo zaobserwować porobnicę wiosenną; a na kwitnących głogach mamy szansę natknąć się na wiosenne pszczolinki. Najbardziej rozpoznawalnym i najczęstszym gościem ogrodów właścicieli domków dla owadów pozostaje oczywiście murarka ogrodowa.
Joanna Baran: Czy warto zakładać tzw. "hotele dla pszczół"? Jak zrobić to dobrze, żeby faktycznie pomagały, a nie szkodziły?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Domki są dla wielu osób pierwszym kontaktem z dzikimi pszczołami i okazją do zachwytu nad ich łagodnością. Decydując się jednak na założenie domku dla owadów, nie powinno się kupować kokonów. Może to nieść za sobą nieznane konsekwencje dla innych gatunków występujących naturalnie w środowisku. Murarka ogrodowa to pszczoła odnosząca duży sukces reprodukcyjny i zdarza się, że już po dwóch latach od zakupu kokonów mamy problem z nadmiarem pszczół.
Zakładając domek, warto więc przygotować niewielką konstrukcję dla gatunków już obecnych w okolicy. Kluczowa jest jakość, nie ilość, ponieważ namnażanie pospolitych gatunków nie ma nic wspólnego z realną pomocą dzikim pszczołom ani ochroną przyrody. Istotną kwestią przy zakładaniu domku jest zadbanie o pokarm. Skład gatunkowy pszczół zmienia się w ciągu całego sezonu i inne pszczoły będziemy obserwować w domku wiosną, a inne w pełni lata. Nie jest też bez znaczenia, co im posiejemy, np. murarka rzepakowa zbiera pyłek jedynie z roślin należących do rodziny kapustowatych, a wałczatka dwuguzka odwiedza tylko rośliny z rodziny astrowatych.
W przypadku działań na rzecz owadów zapylających domki często bywają tematem zastępczym odwracającym uwagę od realnych problemów dzikich pszczół. Większość gatunków gniazduje bowiem w ziemi, a nie w domkach, i to one cierpią z powodu kurczenia się oraz fragmentaryzacji siedlisk, monokulturowej gospodarki rolnej, zaorywania miedz, a co za tym idzie - niedostatku pożywienia dostarczanego przez kwitnące rośliny. Zbudowanie domku dla owadów jest łatwe. Prawdziwa pomoc wymaga jednak od nas działań o wiele trudniejszych.

Joanna Baran: Jakie rośliny najlepiej siać lub sadzić, by zapewnić pożytek dla dzikich zapylaczy przez cały sezon?
Katarzyna Rosiak-Stepa: To w gruncie rzeczy bardzo trudne pytanie. Głównie ze względu na to, że raczej każdy dysponuje małym ogródkiem, a także dlatego, że pszczoły w zależności od gatunku mają różne preferencje pokarmowe, a także różnią się czasem lotu i inne gatunki spotkamy wiosną, a inne w pełni lata. Ale jakbyśmy sobie wyobrazili, że możemy zaszaleć, to wiosną rozpoczęłyby kwitnienie wierzby, tarniny i głogi, na których można oglądać wczesnowiosenne pszczolinki. Na jasnotach i dąbrówce rozłogowej pożywiałyby się trzmiele i porobnice. Warto by było zadbać o obecność szałwii, chabrów, wyki i żmijowców, które zawsze cieszą się powodzeniem u pszczół. A w pełni lata o lucernę, popłochy, krwawnik, świerzbnicę, wrotycz, mikołajki, dzwonki, groszek i oczywiście komonicę oraz koniczynę. Taki zestaw to szansa na miesierki, makatki, wałczatki, murarki i wiele innych gatunków pszczół. Oczywiście dobór roślin zawsze zależy od tego, jaką ziemię mamy w ogródku.
Joanna Baran: Czy pojawienie się coraz liczniejszych populacji czarnej pszczoły (zadrzechni fioletowej i czarnorogiej) to wyłącznie dobra wiadomość, czy może też sygnał zmian klimatu lub presji na inne gatunki?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Gatunki przemieszczają się, ale to ocieplenie klimatu przyspiesza ten proces. Nie tylko powróciła do nas zadrzechnia, ale też pojawiły się gatunki, które w zawrotnym tempie rozprzestrzeniają się po Polsce, jak np. smuklik szerokopasy. Zawsze staram się szukać stron pozytywnych, więc opowiem, dlaczego cieszy mnie powrót zadrzechni. Jest duża, charakterystyczna, łatwo rozpoznawalna, ma piękne lśniące skrzydła i robi wrażenie. Do tego jest bardzo medialna. Cały ten zestaw cech powoduje, że gdzie się pojawi, tam wzbudza sensację i chęć niesienia jej pomocy. Sieje się dla niej kwiaty, z których korzystają też inne owady i – co najważniejsze – pozostawia się dla niej drewno, by miała gdzie gniazdować. Na naszego maila Czytelnicy przysyłają nam zdjęcia ułożonych stosów, a także starych drzew pozostawionych na działce dla zadrzechni. Cieszy mnie za każdym razem, gdy takie drewno pozostaje niespalone, niezniszczone i może żyć drugim życiem. Dając korzyść nie tylko zadrzechni, ale też innym organizmom.

Joanna Baran: Czym różni się życie pszczół samotnic od znanej nam pszczoły miodnej?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Pszczoła miodna jest gatunkiem hodowlanym. Gniazduje w ulu i produkuje miód. Jako gatunek społeczny organizuje się w zbieraniu pokarmu, karmieniu potomstwa czy obronie gniazda. Potrafi latać na duże odległości. Tak zwane dzikie pszczoły, z których większość to gatunki samotne, nie produkują miodu, nie latają na duże odległości. W Polsce zanotowano do tej pory prawie 500 gatunków. Są one bardzo zróżnicowane pod względem wielkości, bo najmniejsza jest wielkości muszki owocowej, a największa - szerszenia. Do tego różnią się wyglądem, ponieważ niektóre gatunki są łyse, inne puchate, a jeszcze inne przypominają osy.
Odwiedzają też różne rośliny, są wśród nich generaliści odwiedzający szeroki wachlarz kwiatów, jak i specjaliści zbierający pyłek tylko z jednego rodzaju roślin, np. dzwonków. Różnią się też sposobem gniazdowania. Jak wspominałam już wcześniej, większość dzikich pszczół gniazduje w ziemi. Są jednak gatunki z rodziny miesierkowatych, które zachwycają niezwykłym sposobem gniazdowania. Na przykład murarka muszlówka wybiera do tego puste muszle ślimaków. Tworzy w ich korytarzach komory, w których składuje mieszaninę pyłku i nektaru, na których składa jaja. Powierzchnię muszli kamufluje papką wytwarzaną z materiału roślinnego (przeważnie liści).
Inną fascynującą pszczołą jest murarka makowa wykładająca gniazda budowane w ziemi wycinanymi samodzielnie kawałkami płatków kwiatów. Posiadaczom domków dla owadów, którzy mają odpowiednie warunki w swoich ogrodach, znane są zapewne miesierki, pszczoły wykładające gniazda kawałkami wyciętych liści. Ciekawym aspektem jest również to, że jedna czwarta dzikich pszczół Polski to gatunki pasożytnicze. Nie budują same gniazd, podrzucając swoje jaja do komórek lęgowych innych pszczół - swoich gospodarzy, z którymi są związane. Świat dzikich pszczół jest niezwykły i warto poświęcić czas, by go poznać i chronić.

Joanna Baran: Czy można pogodzić pszczelarstwo z troską o dzikie zapylacze, czy czasem te dwa światy wchodzą sobie w drogę?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Środowisko jest bardzo przekształcone. Współczesne rolnictwo jest mało przyjazne pszczołom – zarówno dzikim, jak i miodnym. Wielkie obszary monokultur, nawet gdy kwitną, oferują krótki pożytek w ciągu sezonu wegetacyjnego. Problem ten występuje również w miastach, gdzie sadzi się często rośliny nieprzynoszące pożytku lub odmiany ozdobne o pełnych kwiatach. Problem z dostępnością kwitnących roślin powoduje, że zarówno dzikie, jak i miodne pszczoły muszą konkurować ze sobą o zasoby pokarmu. Choć wiele osób upatruje tutaj konfliktu pomiędzy przyrodnikami i pszczelarzami, to tak naprawdę powinno się raczej szukać sposobu na wspólne działania mające na celu poprawę sytuacji owadów zapylających. Zdrowe środowisko pozwala na większą pojemność środowiskową i dlatego ważne jest zadbanie, by nie było przepszczelenia i kwitnących roślin nie brakowało.
Joanna Baran: Jakie mniej znane owady (nie tylko pszczoły) również pełnią ważną rolę w zapylaniu roślin?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Wśród owadów zapylających wymienić można muchówki, motyle, chrząszcze, ale ponieważ nasza strona Dzicy zapylacze ma podtytuł: "Spotkania na ostrzu żądła", to chciałabym wspomnieć o drapieżnych żądłówkach, które może nie są tak efektywne w zapylaniu jak pszczoły, ale też swój udział w zapylaniu mają. Bo chociaż osy kojarzą nam się z owadami, które potrafią zakładać kuliste gniazda liczące dziesiątki, a nawet setki osobników, to w Polsce spotkać możemy też osy samotne. Są one smuklejsze i budują bardzo ciekawe gniazda. Niektóre zakładają je w domkach dla owadów, niektóre budują je w ziemi, wieńcząc otwór kominkiem, inne jeszcze tworzą misterne dzbanuszki z gliny. Owady te są łagodne i żyją samotnie, co oznacza, że samica sama buduje i prowiantuje gniazdo. Wśród drapieżnych żądłówek żywiących się pokarmem roślinnym i przyczyniających się tym samym do zapylania warto też wspomnieć o grzebaczowatych, które są najbliższymi krewnymi pszczół. Gniazdują podobnie jak pszczoły, odżywiają się podobnie jak pszczoły, jednak dla swojego potomstwa przynoszą nie pyłek – lecz upolowane owady. Obecność niektórych grzebaczowatych, np. zamorków, z pewnością ucieszyłaby niejednego ogrodnika, ponieważ żądłówki te polują na mszyce.
Joanna Baran: Co każdy z nas może zrobić - nawet w małej skali - żeby realnie pomóc dzikim zapylaczom w swoim otoczeniu? Jak stworzyć przestrzeń naprawdę przyjazną pszczołom i innym zapylaczom wokół domu lub na balkonie? I czy zmiany wprowadzane "we własnym ogródku" mają realny wpływ na środowisko i populację dzikich zapylaczy?
Katarzyna Rosiak-Stepa: Nasz balkon, ogródek, mogą być jednym z kamieni budujących pszczelą autostradę. Wyobraźmy sobie, że każdy postanawia zadbać o pokarm dla pszczół. Ktoś posieje rośliny w doniczce na balkonie, inny zadba o skrawek zieleni przed blokiem, ktoś inny w swoim ogrodzie, gmina zadba o przyjazne rabatki oraz drzewa. Razem możemy starać się budować przestrzeń dla owadów, sieć połączonych stołówek. Uważam to za świetną wizję i wspólne działanie ludzi. Zresztą kwitnące rośliny wyglądają ładnie, a lubimy przecież przebywać w estetycznym środowisku. Jednym z najważniejszych elementów jest edukacja. Im więcej wiemy o zapylaczach, tym lepiej możemy im pomagać. Dlatego naszą stronę traktujemy jako mały wkład w coś większego: lepsze zrozumienie i troskę o dzikie pszczoły. A skoro wiedza pomaga pomagać, to Dzicy zapylacze są naszym sposobem, by tę wiedzę mieć pod ręką i podawać dalej, w stylu popularnonaukowym i przystępnym.

Liczba wyświetleń artykułu: 739
Komentarze z forum pszczelarskiego
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!












