Portal Pszczelarski

Krzysztof Olszewski: Metody biotechniczne w walce z warrozą to konieczność, nie wybór

wywiad z pszczelarzem Krzysztof Olszewski warroza varroa destructor

Warroza od kilkudziesięciu lat pozostaje największym zagrożeniem dla pszczół miodnych - i jednym z najpoważniejszych wyzwań dla współczesnego pszczelarstwa. Pasożyt Varroa destructor, przenosi liczne wirusy, dlatego potrafi w ciągu jednego sezonu doprowadzić do zapaści całych pasiek. Przez dekady głównym orężem w tej walce były środki chemiczne, które jednak z czasem utraciły skuteczność, a ich uboczne skutki coraz wyraźniej odbijają się na zdrowiu pszczół i jakości produktów pszczelich. 

W obliczu zmian klimatu, wydłużonego okresu czerwienia i spadającej efektywności "twardej chemii", coraz większe znaczenie zyskują metody biotechniczne - naturalne, skuteczne i przyjazne środowisku sposoby ograniczania populacji pasożyta. To podejście wymaga jednak nie tylko wiedzy, ale i zmiany myślenia - odejścia od schematów, które przez lata wydawały się niezawodne. O tym, dlaczego biotechnika to nie chwilowa moda, lecz konieczność wynikająca z biologii pszczół i ekologii pasieki, jak przygotować się do wdrożenia takich metod i jakie efekty można uzyskać, opowiada prof. Krzysztof Olszewski - naukowiec, praktyk i popularyzator nowoczesnego, odpowiedzialnego pszczelarstwa. 

To rozmowa nie tylko o metodach walki z warrozą, ale o zmianie filozofii chowu pszczół - z reaktywnej na prewencyjną. Bo jak przekonuje prof. Olszewski, "biotechnika to inwestycja w przyszłość pszczół - i w przyszłość naszego pszczelarstwa".

 

 

Joanna Baran: Zanim zainteresował się Pan metodami biotechnicznymi, jak wyglądała Pana droga do obecnych rozwiązań - czy inne sposoby walki z warrozą wydawały się Panu wystarczające i dlaczego dziś stawia Pan na biotechnikę?

Krzysztof Olszewski: Podobnie jak większość pszczelarzy, przez lata opierałem się na metodach konwencjonalnych z użyciem tak zwanej "twardej chemii", głównie pasków, które były wygodne i do pewnego momentu wystarczająco skuteczne. W ostatnich latach ich skuteczność spadła, zwłaszcza w połączeniu z wydłużoną obecnością czerwiu w rodzinach, dlatego metody biotechniczne stały się koniecznością. Najpierw jako sposób na przywrócenie wysokiej skuteczności akarycydów poprzez uzyskanie stanu bezczerwiowego, a następnie jako podstawa do rezygnacji z "twardej chemii" na rzecz "miękkiej", przede wszystkim kwasu szczawiowego, który w warunkach bezczerwiowych działa bardzo skutecznie, zwłaszcza w formie pary, i jest relatywnie mało szkodliwy dla pszczół. Tak wynika z obserwacji moich i innych pszczelarzy. Docelowo metody biotechniczne - stosowane prawidłowo i konsekwentnie - są sposobem na wyeliminowanie środków warrozobójczych.

 

 

Joanna Baran: Czy ocieplenie klimatu i łagodne zimy - przez wydłużanie okresu wychowu czerwiu - zwiększają presję warrozy i sprawiają, że metody biotechniczne stają się de facto jedyną skuteczną odpowiedzią?

Krzysztof Olszewski: Związek jest bardzo silny, bo roztocza Varroa do reprodukcji potrzebują czerwiu, więc każdy miesiąc dłuższego wychowu czerwiu to dłuższy okres namnażania pasożyta. Ostatnio sezon zaczyna się wcześniej i kończy później, a skuteczność metod konwencjonalnych właśnie wtedy spada, gdy w rodzinach jest czerw, co dodatkowo sprzyja narastaniu problemu. Dodatkowo utrzymujemy pszczoły o wysokiej plenności, które chętnie i długo wychowują czerw. Dzięki temu zyskujemy silne rodziny, lecz także problemy, gdyż obecność czerwiu zasklepionego w rodzinach utrudnia skuteczną walkę z roztoczem. Obecna sytuacja wymaga uwzględnienie w programach hodowlanych selekcji w kierunku naturalnej skłonności rodzin do przerywania wychowu czerwiu jesienią - cechy, której dotąd poświęcano zbyt mało uwagi. Doskonałym przykładem jest poprzedni rok.

Sezon 2024 rozpoczął się około miesiąc wcześniej z powodu wczesnej wiosny, przez co krytyczne porażenie warrozą w wielu rodzinach także wystąpiło miesiąc wcześniej. Natomiast część pszczelarzy zadziałała zbyt późno, trzymając się rutynowych terminów z typowych lat. W praktyce zmiany klimatyczne oznaczają konieczność przesunięcia działań o około miesiąc i "wyprzedzania" pasożyta, zwłaszcza przez wcześniejsze doprowadzanie rodzin do stanu bezczerwiowego. W przypadku leczenia akarycydami przedłużenie czasu czerwienia powoduje konieczność wprowadzenia dodatkowych zabiegów - docelowo nawet 3 w sezonie. To powoduje wzrost odporności pasożytów na substancje czynne leków oraz wykształcenie zachowań zmniejszających skuteczność konwencjonalnej walki chemicznej. Dlatego tak ważne są metody biotechniczne. 

​W obecnych warunkach standardem powinno być dwukrotne przerywanie wychowu czerwiu: raz latem tak, by stan bezczerwiowy uzyskać w drugiej połowie lipca (działania zaczynamy już w czerwcu), co pozwala skutecznie zredukować populację pasożyta i obniżyć ładunek wirusów oraz wychować zdrowe pokolenie pszczół zimowych. Drugi raz jesienią - we wrześniu zamykamy matki w izolatorach, aby w październiku i, w zależności od regionu, do listopada utrzymać brak czerwiu. Takie zabiegi pozwalają zachować odpowiednią kondycję pokolenia zimowego i umożliwiają usunięcie pasożytów z reinwazji - zebranych po letnim zabiegu.

Skala reinwazji jest sezonowa i lokalna - zależy od tego, jak radzą sobie właściciele sąsiednich pasiek. Zdarzają się lata z ogromną reinwazją jako konsekwencją bardzo silnego porażenia rodzin/pasiek, w których część pasiek upada. Jest to jednoczenie selekcja pasiek i pszczelarzy. Zwykle takie pasieki są odbudowywane w oparciu o rodziny zakupione od pszczelarzy, którzy potrafią radzić sobie z problemem. Zwykle po roku-dwóch sytuacja się powtarza gdyż pszczelarze odbudowujący pasieki ponownie postępują w konwencjonalny/nieskuteczny sposób. Stąd wynikają cykliczne straty rodzin pszczelich.

 

 

Joanna Baran: Czy realne jest wyhodowanie pszczoły opornej na warrozę i oparcie się wyłącznie na selekcji, bez leczenia, jak próbują niektórzy pszczelarze?

Krzysztof Olszewski: To możliwe, ale trudne i kosztowne. Natomiast prowadzenie selekcji "na otwartym terenie" niesie bardzo duże straty, jeśli otoczenie gospodaruje konwencjonalnie. Kluczowe są działania grupowe i kontrolowane kojarzenia - rola trutni jest tak samo ważna jak matek - bo pożądana cechy składające się na odporność często są warunkowane genami recesywnymi, albo układami genów, więc pożądane geny muszą występować u obojga rodziców, aby posiadało je również potomstwo - pszczoły robotnice w rodzinie. Przy nieprzeselekcjonowanej, różnorodnej populacji prawdopodobieństwo takich kojarzeń jest małe, dlatego zaleca się powszechne stosowanie metod biotechnicznych, które poprzez obniżenie presji pasożyta mogą przez wywieranie na szerszą skalę presji selekcyjnej pomóc w późniejszym typowaniu rodzin do dalszych kojarzeń.

Światowe doświadczenia sugerują, że na pełniejszy sukces hodowlany potrzeba kilkunastu - nawet 20 lat konsekwentnej pracy hodowlanej, najlepiej z izolowanymi pasiekami i często, ze sztuczną inseminacją. To dla pojedynczego pszczelarza jest niemal niewykonalne ekonomicznie, jeśli cała pasieka ma służyć celom hodowlanym. Lepsze efekty daje rozłożenie ciężaru na grupę pszczelarzy i a w przypadku kojarzenia naturalnego ograniczenie napływu obcych genów, bo ich domieszka może znacznie zmniejszać częstość pożądanych kojarzeń - a co za tym idzie korzystnych układów genów, co pokazały przykłady skandynawskie. 

Interesujący w tym kontekście jest przykład amerykański z linią "prymorską" sprowadzoną z rejonu Władywostoku: odporność wspiera tam naturalny okres bezczerwiowy w surowym klimacie oraz izolowane trutowiska w górach, które zapewniają kontrolę kojarzeń.

 

 

Joanna Baran: Jakie są dziś główne metody biotechniczne dostępne w Polsce i jak dobrać je do wielkości pasieki i typu posiadanych uli?

Krzysztof Olszewski: Celem wszystkich metod jest jedno: doprowadzić rodzinę do stanu bezczerwiowego, bo wtedy pasożyty nie kryją się w komórkach z zasklepionym czerwiem. Zwykle pozwala to na skuteczne ich zwalczanie jednym zabiegiem chemicznym - terapia krótkotrwała. Można to osiągnąć przez odebranie czerwiu lub przez czasowe uniemożliwienie matce czerwienia (izolacja), a następnie zastosowanie miękkiej chemii (kwas szczawiowy - polewanie lub parowanie) albo krótkotrwałą terapię twardą chemią, jeśli ktoś ją wybiera.

Skuteczną techniką jest także "plaster pułapka": gdy w rodzinie wygryzł się wszystek czerw, jeden plaster z czerwiem na etapie zasklepienia "wyłapuje" pasożyty z pszczół, po zasklepieniu czerwiu odbieramy go zanim zaczną się z niego wygryzać pszczoły. Najlepiej przeznaczyć go do przetopienia, zwłaszcza na początku przygody z biotechniką. Te metody zwykle wymagają jednak rotacji plastrów w izolatorze tak aby w plastrze pułapce (plaster umieszczony w izolatorze) czerw przed zasklepienie pojawił się w momencie gdy w innych plastrach w rodzinie nie ma już czerwiu. Pasożyty nie mając innej możliwości wchodzą do komórek z czerwiem w plastrze pułapce gdzie po zasklepieniu czerwiu są uwięzione. 

Przy systematycznym, dwukrotnym przerywaniu wychowu czerwiu w sezonie, populacja roztoczy Varroa spada wyraźnie. W pierwszych sezonach rozsądnie jest monitorować porażenie, zanim całkiem zrezygnuje się z leczenia chemicznego rodzin pszczelich i w razie potrzeby zastosować np. kwas szczawiowy. 

Narzędzia do izolacji matki dzielą się na dwa typy: klateczki/izolatory, w których matka nie może czerwić (zupełny brak możliwości wychowu czerwiu), oraz izolatory jedno- lub dwuplastrowe, które ograniczają czerwienie do wskazanego plastra/plastrów pułapek, umożliwiając zarządzanie wiekiem czerwiu. W pierwszym przypadku po uzyskaniu stanu bezczerwiowego wykonujemy krótki zabieg chemiczny (np. kwas szczawiowy lub skróconą terapię paskami według zaleceń producenta na warunki bezczerwiowe), w drugim - zamykamy matkę np. na jednym plastrze na około 25 dni, a następnie odbieramy plaster-pułapkę i przeprowadzamy zabieg lub, przy dużej dyscyplinie i wiedzy o tempie czerwienia, stosujemy rotację plastrów pułapek, by skutecznie wyłapać pasożyty a tym samum zredukować chemię do minimum.

Pojawiają się także rozwiązania łączone/kombinowane/hybrydowe: najpierw izolacja bezczerwiowa, a następnie - w odpowiednim momencie, wyznaczonym intensywnością czerwienia i liczbą wolnych komórek - wpuszczenie matki na jeden plaster w izolatorze z kraty odgrodowej, który staje się pułapką i jest odbierany z rodziny przed wygryzaniem pierwszych pszczół. Interesującym pomysłem jest izolator z dodatkową wąską komorą. Wówczas najpierw matka jest w części bez możliwości czerwienia - wąska komora, a potem przechodzi do szerszej komory z plastrem-pułapką. Jest to rozwiązanie bardziej wymagające, ale pozwalające ograniczyć chemię.

 

 

Joanna Baran: Widzę, że narzędzi i rozwiązań szybko przybywa, a praktyka pszczelarzy i producentów odpowiada na rosnące potrzeby. Jak dobrać metodę do własnych umiejętności i realiów pasieki?

Krzysztof Olszewski: Trzeba zacząć od szczerej oceny własnych możliwości: czy potrafię bezpiecznie złapać matkę (palcami, fajką, klamerką), czy wolę metodę walki zintegrowanej wykorzystując np. izolator jednoplastrowy, gdzie wystarczy znaleźć matkę i "zapakować" ją wraz z plastrem na 25 dni, a następnie usunąć izolator z plastrem, uwolnić matkę i przeprowadzić zabieg kwasem szczawiowym (biotechnika + kwas szczawiowy). 

Przy wykorzystaniu plastrów pułapek lub odebrania czerwiu ważne jest też, czy mam pomysł na zagospodarowanie odebranego czerwiu (odkłady zbiorcze, przetopienie), czy bardziej preferowany jest wariant bez plastrów z czerwiem - pułapek i krótki zabieg chemiczny w stanie bezczerwiowym.

Metody biotechnicznej walki z warrozą wymagają więcej pracy i czasu niż te klasyczne, ale w wielu pasiekach to już konieczność - a tam, gdzie jeszcze nie są jedynym wyjściem, wkrótce będą - i obecnie ta dodatkowa praca się po prostu opłaca, zwłaszcza w pasiekach mających trudności ze skutecznym zwalczaniem warrozy. Od 40 lat "doskonalimy" pasożyta zwalczając go; on odpowiada adaptacją, dlatego realnie podnosimy poprzeczkę i biotechnika staje się kluczowym elementem skutecznego programu.

 

 

Joanna Baran: Załóżmy perspektywę hobbysty z 30–40 rodzinami, który chce od przyszłego sezonu wdrożyć metody biotechniczne - od czego zacząć i na co się przygotować?

Krzysztof Olszewski: Po pierwsze, określić własne umiejętności manipulowania matką, po drugie - zdecydować, czy wchodzi w grę przetapianie plastrów-pułapek, czy raczej izolacja bezczerwiowa z krótkim zabiegiem kwasem szczawiowym, a po trzecie - zaplanować terminy tak, by uzyskać stan bezczerwiowy w drugiej połowie lipca i powtórzyć to jesienią. Taki zintegrowany schemat (przerywanie czerwienia + miękka chemia) jest prosty, skuteczny i dobry na start. Natomiast z czasem można ambicjonalnie ograniczać chemię przez wyrafinowaną rotację plastrów pułapek lub połączenie metody bezczerwiowej z czerwiową, czyli lepszą synchronizację działań. 

 

 

Joanna Baran: Czy metody biotechniczne da się zastosować w ulach bezramkowych, na przykład w top bar hive, oraz w konstrukcjach "bliższych naturze"?

Krzysztof Olszewski: W wielu takich ulach to możliwe, o ile mamy do dyspozycji ruchomą zabudowę i możemy manipulować gniazdem, znaleźć matkę oraz czasowo ograniczyć jej czerwienie lub zamknąć ją w klateczce. Sam top bar hive nie jest w pełni "bezramkowy" w sensie niemożności manipulacji, więc przy ruchomej zabudowie wprowadzenie klateczek czy prostych izolatorów nie stanowi problemu. Trudniej jest w ulach o stałej zabudowie, przykładowo w kuszkach, gdzie dostęp i kontrola nad matką są ograniczone, natomiast w systemach snozowych metody biotechniczne jak najbardziej wchodzą w grę.

 

 

Joanna Baran: A co z dużymi pasiekami towarowymi - 300–400 uli i więcej? Czy tam realne jest wdrożenie biotechniki i czy są takie przykłady w Polsce lub Europie?

Krzysztof Olszewski: Tak, w praktyce działa to w bardzo dużych pasiekach. W Polsce można wskazać m.in. pasiekę Państwa Budzyńskich z ponad 1000 rodzin oraz Mariusza Chachułę z ponad 600 rodzin. W obu tych pasiekach jest stosowana izolacja matek, by uzyskać stan bezczerwiowy. W Europie np. we Włoszech są pszczelarze którzy w kilku tysiącach rodzin wykorzystują izolator Chmary jako narzędzie do planowego przerywania wychowu czerwiu. W tym kontekście argument o zbyt dużej pracochłonności jest słaby. Zawodowcy nie wykonują dodatkowych czynności dla przyjemności, tylko z konieczności, kierując się zasadą, by nie robić pracy, która generuje kolejną pracę; jeśli to robią, to dlatego, że widzą zasadność i efektywność tej metody.

 

 

Joanna Baran: Jak przekonać sceptycznych pszczelarzy, że warto? Jakie są krótko i długofalowe korzyści stosowania metod biotechnicznych?

Krzysztof Olszewski: W niedalekiej przyszłości to nie będzie wybór, lecz konieczność, jeśli chcemy utrzymać zdrowe, produktywne rodziny w warunkach ocieplającego się klimatu i doboru hodowlanego sprzyjającego długotrwałemu wychowowi czerwieniu. 

Po ponad 40 latach chemicznej walki z warrozą widać sygnały, że dotychczasowa "strefa komfortu" się kończy, liczba zabiegów w sezonie i czas trwania poszczególnych terapii rośnie, a presja na pszczoły i dodatkowe produkty (wosk, propolis) staje się problemem. Pszczelarze, którzy przez co najmniej dwa sezony z rzędu wprowadzali w swoich pasiekach metody biotechniczne, obserwują wyraźnie lepszą kondycję, witalność i długowieczność pszczół. Natomiast przejście na kwas szczawiowy i biotechnikę przełożyło się u mnie na trzykrotny wzrost ilości pozyskanego propolisu dzięki braku jego kontaktu z amitrazą i innymi lipofilnymi akarycydami.

 

 

Joanna Baran: Po jakim czasie od wdrożenia biotechniki widać realne efekty - po pierwszej zimowli, czy raczej po dwóch latach?

Krzysztof Olszewski: To zależy od punktu wyjścia. Jeśli pasieka nie była jeszcze głęboko "przyduszona" przez warrozę, poprawa może być widoczna już w tym samym sezonie, choć często spadek kondycji rodzin postępuje powoli - przez kilka lat i czerwone lampki zapalają się z opóźnieniem. U mnie wyraźne efekty wyrażone wzrostem siły rodzin widoczne były po 2–3 sezonach, co jak przypuszczam wiąż się nie tylko z usunięciem pasożytów przed rozwojem jesiennym, ale też z czasem potrzebnym na "oczyszczenie" pszczół z wirusów krążących w rodzinie.

Usunięcie roztoczy przy stanie bezczerwiowym jest relatywnie proste i skuteczne, natomiast usunięcie presji wirusów wymaga czasu, bo transmisja zachodzi w obie strony: pasożyt zakaża pszczoły, a zakażone pszczoły zakażają pasożyty.

 

 

Joanna Baran: Spotkałam się z opinią, że biotechnika "stresuje" rodziny i matki. Jak Pan ocenia aspekt stresowy tych metod w porównaniu z terapiami chemicznymi?

Krzysztof Olszewski: Każda ingerencja człowieka w rodzinę pszczelą jest stresem - nawet odbiór miodu czy naturalne procesy jak rójka - więc argument "stresu" jest dość miałki, zwłaszcza zestawiony z długotrwałymi konsekwencjami terapii chemicznych. Nie mamy prostej, obiektywnej miary "stresu" pszczół, ale warto pamiętać, że śmierć rodziny z powodu warrozy i wirusów, czy wielotygodniowe ekspozycje na paski akarycydowe, to również silne stresory.

 

 

Joanna Baran: Jak Apiwarol i inne akarycydy wpływają na odporność i kondycję pszczół w dłuższej perspektywie czasu?

Krzysztof Olszewski: Substancje czynne w weterynaryjnych lekach warrozobójczych to pestycydy - działają toksycznie w wyższych dawkach, a nawet w zalecanych mogą stresować pszczoły. Amitraz przyspiesza akcję serca i obniża parametry odporności pszczół. To potwierdzają badania, np. w testach klatkowych pszczoły eksponowane na fragment paska z amitrazą były skrajnie pobudzone i padały. Nawet "miękkie" akarycydy, np. kwas szczawiowy, szkodzą przy przedawkowaniu, dlatego bezwzględnie trzeba przestrzegać zalecanej dawki. Zintegrowana walka z warrozą czyli biotechnika w połączeniu z zabiegiem chemicznym pozwala zastosować terapię krótkotrwałą ograniczoną do jednego zabiegu (np. jedno parowanie lub jedno polanie kwasem szczawiowym, ewentualnie pojedyncza tabletka Apiwarolu, zamiast przetrzymywania pasków w rodzinie przez 8–10 tygodni). Osłabienie odporności pszczół sprzyja innym patogenom, np. nosemozie. Z moich badań wynika, że rodziny leczone amitrazą wykazywały wyższe poziomy zakażenia nosemozą niż te, w których jej nie stosowano.

 

 

Joanna Baran: Czy biotechnika zadziała także wobec innych roztoczy, np. Tropilaelaps, które już pojawiają się u bram Europy?

Krzysztof Olszewski: Wszystko wskazuje na to, że wobec Tropilaelaps metody biotechniczne będą kluczowe, zwłaszcza w cieplejszym klimacie z niemal całorocznym wychowem czerwiu, gdzie chemia okazuje się niewystarczająca. Te roztocza mają krotszy cykl rozwojowy niż Varroa, dlatego ewoluują szybciej zapewne dotrą do nas już z przynajmniej częściową odpornością na akarycydy powszechnie stosowane do ich zwalczania w Azji. Dwukrotne przerywanie wychowu czerwiu w sezonie powinno stać się dobrą praktyką i profilaktyką, a selekcja pszczół w kierunku samodzielnego przerywania wychowu czerwiu w okresie jesienno-zimowy prawdopodobnie da efekt także przeciw Tropilaelaps.

 

 

Joanna Baran: Jak biotechnika wpływa na jakość produktów pszczelich - miodu, wosku, propolisu?

Krzysztof Olszewski: To jeden z najważniejszych argumentów: chów pszczół bez "twardej chemii", oparty wyłącznie na akarycydach pochodzenia naturalnego podnosi status produktów pszczelich. To ma ogromne znaczenie, bo wiele z nich to żywność funkcjonalna, suplementy diety lub składniki leków. W realiach polskich nie wygramy wolumenem produkcji miodu z krajami o wielkich areałach, ale możemy wygrać jakością i unikalnością, oferując np. miód z pasiek wolnych od syntetycznych akarycydów.

 

 

Joanna Baran: Z Pana perspektywy - jak duży odsetek polskich pasiek stosuje już biotechnikę i czy zainteresowanie rośnie?

Krzysztof Olszewski: Trudno podać wiarygodny procent bez szeroko przeprowadzonych ankiet, ale zainteresowanie metodami i narzędziami zdecydowanie rośnie, co jest bardzo budujące. To także projekt "socjopsychologiczny", jak ujął to dr Ralph Büchler: wymaga przełamania przyzwyczajeń i strefy komfortu, ale efekty cieszą, a sytuacja - w tym perspektywa nowych pasożytów - będzie nas i tak skłaniać w stronę biotechniki. Już w 2014, po lekturze książki "Pszczelarstwo - powrót do natury" Wołodymyra Małychina, byłem przekonany, że tą drogą będziemy musieli pójść. Nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to tak szybko - dziś sam to konsekwentnie robię.

Krzysztof Olszewski

Biogram

Prof. Krzysztof Olszewski to absolwent Technikum Pszczelarskiego im. Zofii i Tadeusza Wawrynów w Pszczelej Woli. Obecnie (2025 - przyp.red.) pracownik badawczo-dydaktyczny w Zakładzie Pszczelnictwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie (wcześniej Akademia Rolnicza w Lublinie). W roku 2023 uzyskał tytuł naukowy profesora nauk rolniczych w dyscyplinie zootechnika i rybactwo. Obiektem jego zainteresowań naukowych jest pszczoła miodna (Apis mellifera). Zajmuje się badaniem biologii, wybranych elementów parazytologii oraz doskonaleniem metod chowu i hodowli pszczół. Prowadząc badania naukowe, zwraca dużą uwagę na ich wartość praktyczną we współczesnym pszczelarstwie. Autor: 90 publikacji naukowych, 2 monografii naukowych, 2 rozdziałów w monografiach naukowych, 98 doniesień konferencyjnych oraz 43 publikacji popularnonaukowych.



Liczba wyświetleń artykułu: 1855

Komentarze z forum pszczelarskiego

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!


  Ostatnio na forum:



  Współpracują z portalem:

Paulina Jamrozik

Paulina Jamrozik

Autorka tekstów oraz właścicielka Medis-online.pl

Założycielka Gabinetu Dietetycznego MEDIS. Na co dzień pomaga trwale zmienić nawyki żywieniowe swoim pacjentom. Pokazuje jak pozbyć się zbędnej tkanki tłuszczowej, poprawić samopoczucie, samoocenę, a przede wszystkim zdrowie.

Domowy sposób na wzmocnienie odporności

SKN Apis

SKN Apis

Partner serwisu

Studenckie Koło Naukowe "Apis" funkcjonuje na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, kierując swoje działania do wszystkich miłośników owadów użytkowych.

Zbiórka nasion i sadzonek roślin miododajnych i pyłkodajnych. SKN Apis 2016

Michał Piątek

Michał Piątek

Ekspert Portalu Pszczelarskiego

Pszczelarz, właściciel serwisu www.pogodnypiatek.pl, w którym prowadzi blog pszczelarski i zamieszcza nakręcone przez siebie filmy. Jeden z autorów dwumiesięcznika „Pasieka”, organizator konferencji pszczelarskich, wykładowca.

II Konferencja Pszczelarska Klubu Dyskusyjnego Pszczółka - przebieg wydarzenia

III Konferencja Pszczelarska Klubu Dyskusyjnego Pszczółka - przebieg wydarzenia

IV Konferencja KD Pszczółka - podsumowanie wydarzenia