Krzysztof Olszewski: Metody biotechniczne w walce z warrozą to konieczność, nie wybór
Warroza od kilkudziesięciu lat pozostaje największym zagrożeniem dla pszczół miodnych - i jednym z najpoważniejszych wyzwań dla współczesnego pszczelarstwa. Pasożyt Varroa destructor, przenosi liczne wirusy, dlatego potrafi w ciągu jednego sezonu doprowadzić do zapaści całych pasiek. Przez dekady głównym orężem w tej walce były środki chemiczne, które jednak z czasem utraciły skuteczność, a ich uboczne skutki coraz wyraźniej odbijają się na zdrowiu pszczół i jakości produktów pszczelich.
W obliczu zmian klimatu, wydłużonego okresu czerwienia i spadającej efektywności "twardej chemii", coraz większe znaczenie zyskują metody biotechniczne - naturalne, skuteczne i przyjazne środowisku sposoby ograniczania populacji pasożyta. To podejście wymaga jednak nie tylko wiedzy, ale i zmiany myślenia - odejścia od schematów, które przez lata wydawały się niezawodne. O tym, dlaczego biotechnika to nie chwilowa moda, lecz konieczność wynikająca z biologii pszczół i ekologii pasieki, jak przygotować się do wdrożenia takich metod i jakie efekty można uzyskać, opowiada prof. Krzysztof Olszewski - naukowiec, praktyk i popularyzator nowoczesnego, odpowiedzialnego pszczelarstwa.
To rozmowa nie tylko o metodach walki z warrozą, ale o zmianie filozofii chowu pszczół - z reaktywnej na prewencyjną. Bo jak przekonuje prof. Olszewski, "biotechnika to inwestycja w przyszłość pszczół - i w przyszłość naszego pszczelarstwa".
Joanna Baran: Zanim zainteresował się Pan metodami biotechnicznymi, jak wyglądała Pana droga do obecnych rozwiązań - czy inne sposoby walki z warrozą wydawały się Panu wystarczające i dlaczego dziś stawia Pan na biotechnikę?
Krzysztof Olszewski: Podobnie jak większość pszczelarzy, przez lata opierałem się na metodach konwencjonalnych z użyciem tak zwanej "twardej chemii", głównie pasków, które były wygodne i do pewnego momentu wystarczająco skuteczne. W ostatnich latach ich skuteczność spadła, zwłaszcza w połączeniu z wydłużoną obecnością czerwiu w rodzinach, dlatego metody biotechniczne stały się koniecznością. Najpierw jako sposób na przywrócenie wysokiej skuteczności akarycydów poprzez uzyskanie stanu bezczerwiowego, a następnie jako podstawa do rezygnacji z "twardej chemii" na rzecz "miękkiej", przede wszystkim kwasu szczawiowego, który w warunkach bezczerwiowych działa bardzo skutecznie, zwłaszcza w formie pary, i jest relatywnie mało szkodliwy dla pszczół. Tak wynika z obserwacji moich i innych pszczelarzy. Docelowo metody biotechniczne - stosowane prawidłowo i konsekwentnie - są sposobem na wyeliminowanie środków warrozobójczych.
Joanna Baran: Czy ocieplenie klimatu i łagodne zimy - przez wydłużanie okresu wychowu czerwiu - zwiększają presję warrozy i sprawiają, że metody biotechniczne stają się de facto jedyną skuteczną odpowiedzią?
Krzysztof Olszewski: Związek jest bardzo silny, bo roztocza Varroa do reprodukcji potrzebują czerwiu, więc każdy miesiąc dłuższego wychowu czerwiu to dłuższy okres namnażania pasożyta. Ostatnio sezon zaczyna się wcześniej i kończy później, a skuteczność metod konwencjonalnych właśnie wtedy spada, gdy w rodzinach jest czerw, co dodatkowo sprzyja narastaniu problemu. Dodatkowo utrzymujemy pszczoły o wysokiej plenności, które chętnie i długo wychowują czerw. Dzięki temu zyskujemy silne rodziny, lecz także problemy, gdyż obecność czerwiu zasklepionego w rodzinach utrudnia skuteczną walkę z roztoczem. Obecna sytuacja wymaga uwzględnienie w programach hodowlanych selekcji w kierunku naturalnej skłonności rodzin do przerywania wychowu czerwiu jesienią - cechy, której dotąd poświęcano zbyt mało uwagi. Doskonałym przykładem jest poprzedni rok.
Sezon 2024 rozpoczął się około miesiąc wcześniej z powodu wczesnej wiosny, przez co krytyczne porażenie warrozą w wielu rodzinach także wystąpiło miesiąc wcześniej. Natomiast część pszczelarzy zadziałała zbyt późno, trzymając się rutynowych terminów z typowych lat. W praktyce zmiany klimatyczne oznaczają konieczność przesunięcia działań o około miesiąc i "wyprzedzania" pasożyta, zwłaszcza przez wcześniejsze doprowadzanie rodzin do stanu bezczerwiowego. W przypadku leczenia akarycydami przedłużenie czasu czerwienia powoduje konieczność wprowadzenia dodatkowych zabiegów - docelowo nawet 3 w sezonie. To powoduje wzrost odporności pasożytów na substancje czynne leków oraz wykształcenie zachowań zmniejszających skuteczność konwencjonalnej walki chemicznej. Dlatego tak ważne są metody biotechniczne.
W obecnych warunkach standardem powinno być dwukrotne przerywanie wychowu czerwiu: raz latem tak, by stan bezczerwiowy uzyskać w drugiej połowie lipca (działania zaczynamy już w czerwcu), co pozwala skutecznie zredukować populację pasożyta i obniżyć ładunek wirusów oraz wychować zdrowe pokolenie pszczół zimowych. Drugi raz jesienią - we wrześniu zamykamy matki w izolatorach, aby w październiku i, w zależności od regionu, do listopada utrzymać brak czerwiu. Takie zabiegi pozwalają zachować odpowiednią kondycję pokolenia zimowego i umożliwiają usunięcie pasożytów z reinwazji - zebranych po letnim zabiegu.
Skala reinwazji jest sezonowa i lokalna - zależy od tego, jak radzą sobie właściciele sąsiednich pasiek. Zdarzają się lata z ogromną reinwazją jako konsekwencją bardzo silnego porażenia rodzin/pasiek, w których część pasiek upada. Jest to jednoczenie selekcja pasiek i pszczelarzy. Zwykle takie pasieki są odbudowywane w oparciu o rodziny zakupione od pszczelarzy, którzy potrafią radzić sobie z problemem. Zwykle po roku-dwóch sytuacja się powtarza gdyż pszczelarze odbudowujący pasieki ponownie postępują w konwencjonalny/nieskuteczny sposób. Stąd wynikają cykliczne straty rodzin pszczelich.
Joanna Baran: Czy realne jest wyhodowanie pszczoły opornej na warrozę i oparcie się wyłącznie na selekcji, bez leczenia, jak próbują niektórzy pszczelarze?
Krzysztof Olszewski: To możliwe, ale trudne i kosztowne. Natomiast prowadzenie selekcji "na otwartym terenie" niesie bardzo duże straty, jeśli otoczenie gospodaruje konwencjonalnie. Kluczowe są działania grupowe i kontrolowane kojarzenia - rola trutni jest tak samo ważna jak matek - bo pożądana cechy składające się na odporność często są warunkowane genami recesywnymi, albo układami genów, więc pożądane geny muszą występować u obojga rodziców, aby posiadało je również potomstwo - pszczoły robotnice w rodzinie. Przy nieprzeselekcjonowanej, różnorodnej populacji prawdopodobieństwo takich kojarzeń jest małe, dlatego zaleca się powszechne stosowanie metod biotechnicznych, które poprzez obniżenie presji pasożyta mogą przez wywieranie na szerszą skalę presji selekcyjnej pomóc w późniejszym typowaniu rodzin do dalszych kojarzeń.
Światowe doświadczenia sugerują, że na pełniejszy sukces hodowlany potrzeba kilkunastu - nawet 20 lat konsekwentnej pracy hodowlanej, najlepiej z izolowanymi pasiekami i często, ze sztuczną inseminacją. To dla pojedynczego pszczelarza jest niemal niewykonalne ekonomicznie, jeśli cała pasieka ma służyć celom hodowlanym. Lepsze efekty daje rozłożenie ciężaru na grupę pszczelarzy i a w przypadku kojarzenia naturalnego ograniczenie napływu obcych genów, bo ich domieszka może znacznie zmniejszać częstość pożądanych kojarzeń - a co za tym idzie korzystnych układów genów, co pokazały przykłady skandynawskie.
Interesujący w tym kontekście jest przykład amerykański z linią "prymorską" sprowadzoną z rejonu Władywostoku: odporność wspiera tam naturalny okres bezczerwiowy w surowym klimacie oraz izolowane trutowiska w górach, które zapewniają kontrolę kojarzeń.
Joanna Baran: Jakie są dziś główne metody biotechniczne dostępne w Polsce i jak dobrać je do wielkości pasieki i typu posiadanych uli?
Krzysztof Olszewski: Celem wszystkich metod jest jedno: doprowadzić rodzinę do stanu bezczerwiowego, bo wtedy pasożyty nie kryją się w komórkach z zasklepionym czerwiem. Zwykle pozwala to na skuteczne ich zwalczanie jednym zabiegiem chemicznym - terapia krótkotrwała. Można to osiągnąć przez odebranie czerwiu lub przez czasowe uniemożliwienie matce czerwienia (izolacja), a następnie zastosowanie miękkiej chemii (kwas szczawiowy - polewanie lub parowanie) albo krótkotrwałą terapię twardą chemią, jeśli ktoś ją wybiera.
Skuteczną techniką jest także "plaster pułapka": gdy w rodzinie wygryzł się wszystek czerw, jeden plaster z czerwiem na etapie zasklepienia "wyłapuje" pasożyty z pszczół, po zasklepieniu czerwiu odbieramy go zanim zaczną się z niego wygryzać pszczoły. Najlepiej przeznaczyć go do przetopienia, zwłaszcza na początku przygody z biotechniką. Te metody zwykle wymagają jednak rotacji plastrów w izolatorze tak aby w plastrze pułapce (plaster umieszczony w izolatorze) czerw przed zasklepienie pojawił się w momencie gdy w innych plastrach w rodzinie nie ma już czerwiu. Pasożyty nie mając innej możliwości wchodzą do komórek z czerwiem w plastrze pułapce gdzie po zasklepieniu czerwiu są uwięzione.
Przy systematycznym, dwukrotnym przerywaniu wychowu czerwiu w sezonie, populacja roztoczy Varroa spada wyraźnie. W pierwszych sezonach rozsądnie jest monitorować porażenie, zanim całkiem zrezygnuje się z leczenia chemicznego rodzin pszczelich i w razie potrzeby zastosować np. kwas szczawiowy.
Narzędzia do izolacji matki dzielą się na dwa typy: klateczki/izolatory, w których matka nie może czerwić (zupełny brak możliwości wychowu czerwiu), oraz izolatory jedno- lub dwuplastrowe, które ograniczają czerwienie do wskazanego plastra/plastrów pułapek, umożliwiając zarządzanie wiekiem czerwiu. W pierwszym przypadku po uzyskaniu stanu bezczerwiowego wykonujemy krótki zabieg chemiczny (np. kwas szczawiowy lub skróconą terapię paskami według zaleceń producenta na warunki bezczerwiowe), w drugim - zamykamy matkę np. na jednym plastrze na około 25 dni, a następnie odbieramy plaster-pułapkę i przeprowadzamy zabieg lub, przy dużej dyscyplinie i wiedzy o tempie czerwienia, stosujemy rotację plastrów pułapek, by skutecznie wyłapać pasożyty a tym samum zredukować chemię do minimum.
Pojawiają się także rozwiązania łączone/kombinowane/hybrydowe: najpierw izolacja bezczerwiowa, a następnie - w odpowiednim momencie, wyznaczonym intensywnością czerwienia i liczbą wolnych komórek - wpuszczenie matki na jeden plaster w izolatorze z kraty odgrodowej, który staje się pułapką i jest odbierany z rodziny przed wygryzaniem pierwszych pszczół. Interesującym pomysłem jest izolator z dodatkową wąską komorą. Wówczas najpierw matka jest w części bez możliwości czerwienia - wąska komora, a potem przechodzi do szerszej komory z plastrem-pułapką. Jest to rozwiązanie bardziej wymagające, ale pozwalające ograniczyć chemię.
Joanna Baran: Widzę, że narzędzi i rozwiązań szybko przybywa, a praktyka pszczelarzy i producentów odpowiada na rosnące potrzeby. Jak dobrać metodę do własnych umiejętności i realiów pasieki?
Krzysztof Olszewski: Trzeba zacząć od szczerej oceny własnych możliwości: czy potrafię bezpiecznie złapać matkę (palcami, fajką, klamerką), czy wolę metodę walki zintegrowanej wykorzystując np. izolator jednoplastrowy, gdzie wystarczy znaleźć matkę i "zapakować" ją wraz z plastrem na 25 dni, a następnie usunąć izolator z plastrem, uwolnić matkę i przeprowadzić zabieg kwasem szczawiowym (biotechnika + kwas szczawiowy).
Przy wykorzystaniu plastrów pułapek lub odebrania czerwiu ważne jest też, czy mam pomysł na zagospodarowanie odebranego czerwiu (odkłady zbiorcze, przetopienie), czy bardziej preferowany jest wariant bez plastrów z czerwiem - pułapek i krótki zabieg chemiczny w stanie bezczerwiowym.
Metody biotechnicznej walki z warrozą wymagają więcej pracy i czasu niż te klasyczne, ale w wielu pasiekach to już konieczność - a tam, gdzie jeszcze nie są jedynym wyjściem, wkrótce będą - i obecnie ta dodatkowa praca się po prostu opłaca, zwłaszcza w pasiekach mających trudności ze skutecznym zwalczaniem warrozy. Od 40 lat "doskonalimy" pasożyta zwalczając go; on odpowiada adaptacją, dlatego realnie podnosimy poprzeczkę i biotechnika staje się kluczowym elementem skutecznego programu.
Joanna Baran: Załóżmy perspektywę hobbysty z 30–40 rodzinami, który chce od przyszłego sezonu wdrożyć metody biotechniczne - od czego zacząć i na co się przygotować?
Krzysztof Olszewski: Po pierwsze, określić własne umiejętności manipulowania matką, po drugie - zdecydować, czy wchodzi w grę przetapianie plastrów-pułapek, czy raczej izolacja bezczerwiowa z krótkim zabiegiem kwasem szczawiowym, a po trzecie - zaplanować terminy tak, by uzyskać stan bezczerwiowy w drugiej połowie lipca i powtórzyć to jesienią. Taki zintegrowany schemat (przerywanie czerwienia + miękka chemia) jest prosty, skuteczny i dobry na start. Natomiast z czasem można ambicjonalnie ograniczać chemię przez wyrafinowaną rotację plastrów pułapek lub połączenie metody bezczerwiowej z czerwiową, czyli lepszą synchronizację działań.
Joanna Baran: Czy metody biotechniczne da się zastosować w ulach bezramkowych, na przykład w top bar hive, oraz w konstrukcjach "bliższych naturze"?
Krzysztof Olszewski: W wielu takich ulach to możliwe, o ile mamy do dyspozycji ruchomą zabudowę i możemy manipulować gniazdem, znaleźć matkę oraz czasowo ograniczyć jej czerwienie lub zamknąć ją w klateczce. Sam top bar hive nie jest w pełni "bezramkowy" w sensie niemożności manipulacji, więc przy ruchomej zabudowie wprowadzenie klateczek czy prostych izolatorów nie stanowi problemu. Trudniej jest w ulach o stałej zabudowie, przykładowo w kuszkach, gdzie dostęp i kontrola nad matką są ograniczone, natomiast w systemach snozowych metody biotechniczne jak najbardziej wchodzą w grę.
Joanna Baran: A co z dużymi pasiekami towarowymi - 300–400 uli i więcej? Czy tam realne jest wdrożenie biotechniki i czy są takie przykłady w Polsce lub Europie?
Krzysztof Olszewski: Tak, w praktyce działa to w bardzo dużych pasiekach. W Polsce można wskazać m.in. pasiekę Państwa Budzyńskich z ponad 1000 rodzin oraz Mariusza Chachułę z ponad 600 rodzin. W obu tych pasiekach jest stosowana izolacja matek, by uzyskać stan bezczerwiowy. W Europie np. we Włoszech są pszczelarze którzy w kilku tysiącach rodzin wykorzystują izolator Chmary jako narzędzie do planowego przerywania wychowu czerwiu. W tym kontekście argument o zbyt dużej pracochłonności jest słaby. Zawodowcy nie wykonują dodatkowych czynności dla przyjemności, tylko z konieczności, kierując się zasadą, by nie robić pracy, która generuje kolejną pracę; jeśli to robią, to dlatego, że widzą zasadność i efektywność tej metody.
Joanna Baran: Jak przekonać sceptycznych pszczelarzy, że warto? Jakie są krótko i długofalowe korzyści stosowania metod biotechnicznych?
Krzysztof Olszewski: W niedalekiej przyszłości to nie będzie wybór, lecz konieczność, jeśli chcemy utrzymać zdrowe, produktywne rodziny w warunkach ocieplającego się klimatu i doboru hodowlanego sprzyjającego długotrwałemu wychowowi czerwieniu.
Po ponad 40 latach chemicznej walki z warrozą widać sygnały, że dotychczasowa "strefa komfortu" się kończy, liczba zabiegów w sezonie i czas trwania poszczególnych terapii rośnie, a presja na pszczoły i dodatkowe produkty (wosk, propolis) staje się problemem. Pszczelarze, którzy przez co najmniej dwa sezony z rzędu wprowadzali w swoich pasiekach metody biotechniczne, obserwują wyraźnie lepszą kondycję, witalność i długowieczność pszczół. Natomiast przejście na kwas szczawiowy i biotechnikę przełożyło się u mnie na trzykrotny wzrost ilości pozyskanego propolisu dzięki braku jego kontaktu z amitrazą i innymi lipofilnymi akarycydami.
Joanna Baran: Po jakim czasie od wdrożenia biotechniki widać realne efekty - po pierwszej zimowli, czy raczej po dwóch latach?
Krzysztof Olszewski: To zależy od punktu wyjścia. Jeśli pasieka nie była jeszcze głęboko "przyduszona" przez warrozę, poprawa może być widoczna już w tym samym sezonie, choć często spadek kondycji rodzin postępuje powoli - przez kilka lat i czerwone lampki zapalają się z opóźnieniem. U mnie wyraźne efekty wyrażone wzrostem siły rodzin widoczne były po 2–3 sezonach, co jak przypuszczam wiąż się nie tylko z usunięciem pasożytów przed rozwojem jesiennym, ale też z czasem potrzebnym na "oczyszczenie" pszczół z wirusów krążących w rodzinie.
Usunięcie roztoczy przy stanie bezczerwiowym jest relatywnie proste i skuteczne, natomiast usunięcie presji wirusów wymaga czasu, bo transmisja zachodzi w obie strony: pasożyt zakaża pszczoły, a zakażone pszczoły zakażają pasożyty.
Joanna Baran: Spotkałam się z opinią, że biotechnika "stresuje" rodziny i matki. Jak Pan ocenia aspekt stresowy tych metod w porównaniu z terapiami chemicznymi?
Krzysztof Olszewski: Każda ingerencja człowieka w rodzinę pszczelą jest stresem - nawet odbiór miodu czy naturalne procesy jak rójka - więc argument "stresu" jest dość miałki, zwłaszcza zestawiony z długotrwałymi konsekwencjami terapii chemicznych. Nie mamy prostej, obiektywnej miary "stresu" pszczół, ale warto pamiętać, że śmierć rodziny z powodu warrozy i wirusów, czy wielotygodniowe ekspozycje na paski akarycydowe, to również silne stresory.
Joanna Baran: Jak Apiwarol i inne akarycydy wpływają na odporność i kondycję pszczół w dłuższej perspektywie czasu?
Krzysztof Olszewski: Substancje czynne w weterynaryjnych lekach warrozobójczych to pestycydy - działają toksycznie w wyższych dawkach, a nawet w zalecanych mogą stresować pszczoły. Amitraz przyspiesza akcję serca i obniża parametry odporności pszczół. To potwierdzają badania, np. w testach klatkowych pszczoły eksponowane na fragment paska z amitrazą były skrajnie pobudzone i padały. Nawet "miękkie" akarycydy, np. kwas szczawiowy, szkodzą przy przedawkowaniu, dlatego bezwzględnie trzeba przestrzegać zalecanej dawki. Zintegrowana walka z warrozą czyli biotechnika w połączeniu z zabiegiem chemicznym pozwala zastosować terapię krótkotrwałą ograniczoną do jednego zabiegu (np. jedno parowanie lub jedno polanie kwasem szczawiowym, ewentualnie pojedyncza tabletka Apiwarolu, zamiast przetrzymywania pasków w rodzinie przez 8–10 tygodni). Osłabienie odporności pszczół sprzyja innym patogenom, np. nosemozie. Z moich badań wynika, że rodziny leczone amitrazą wykazywały wyższe poziomy zakażenia nosemozą niż te, w których jej nie stosowano.
Joanna Baran: Czy biotechnika zadziała także wobec innych roztoczy, np. Tropilaelaps, które już pojawiają się u bram Europy?
Krzysztof Olszewski: Wszystko wskazuje na to, że wobec Tropilaelaps metody biotechniczne będą kluczowe, zwłaszcza w cieplejszym klimacie z niemal całorocznym wychowem czerwiu, gdzie chemia okazuje się niewystarczająca. Te roztocza mają krotszy cykl rozwojowy niż Varroa, dlatego ewoluują szybciej zapewne dotrą do nas już z przynajmniej częściową odpornością na akarycydy powszechnie stosowane do ich zwalczania w Azji. Dwukrotne przerywanie wychowu czerwiu w sezonie powinno stać się dobrą praktyką i profilaktyką, a selekcja pszczół w kierunku samodzielnego przerywania wychowu czerwiu w okresie jesienno-zimowy prawdopodobnie da efekt także przeciw Tropilaelaps.
Joanna Baran: Jak biotechnika wpływa na jakość produktów pszczelich - miodu, wosku, propolisu?
Krzysztof Olszewski: To jeden z najważniejszych argumentów: chów pszczół bez "twardej chemii", oparty wyłącznie na akarycydach pochodzenia naturalnego podnosi status produktów pszczelich. To ma ogromne znaczenie, bo wiele z nich to żywność funkcjonalna, suplementy diety lub składniki leków. W realiach polskich nie wygramy wolumenem produkcji miodu z krajami o wielkich areałach, ale możemy wygrać jakością i unikalnością, oferując np. miód z pasiek wolnych od syntetycznych akarycydów.
Joanna Baran: Z Pana perspektywy - jak duży odsetek polskich pasiek stosuje już biotechnikę i czy zainteresowanie rośnie?
Krzysztof Olszewski: Trudno podać wiarygodny procent bez szeroko przeprowadzonych ankiet, ale zainteresowanie metodami i narzędziami zdecydowanie rośnie, co jest bardzo budujące. To także projekt "socjopsychologiczny", jak ujął to dr Ralph Büchler: wymaga przełamania przyzwyczajeń i strefy komfortu, ale efekty cieszą, a sytuacja - w tym perspektywa nowych pasożytów - będzie nas i tak skłaniać w stronę biotechniki. Już w 2014, po lekturze książki "Pszczelarstwo - powrót do natury" Wołodymyra Małychina, byłem przekonany, że tą drogą będziemy musieli pójść. Nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to tak szybko - dziś sam to konsekwentnie robię.

Biogram
Prof. Krzysztof Olszewski to absolwent Technikum Pszczelarskiego im. Zofii i Tadeusza Wawrynów w Pszczelej Woli. Obecnie (2025 - przyp.red.) pracownik badawczo-dydaktyczny w Zakładzie Pszczelnictwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie (wcześniej Akademia Rolnicza w Lublinie). W roku 2023 uzyskał tytuł naukowy profesora nauk rolniczych w dyscyplinie zootechnika i rybactwo. Obiektem jego zainteresowań naukowych jest pszczoła miodna (Apis mellifera). Zajmuje się badaniem biologii, wybranych elementów parazytologii oraz doskonaleniem metod chowu i hodowli pszczół. Prowadząc badania naukowe, zwraca dużą uwagę na ich wartość praktyczną we współczesnym pszczelarstwie. Autor: 90 publikacji naukowych, 2 monografii naukowych, 2 rozdziałów w monografiach naukowych, 98 doniesień konferencyjnych oraz 43 publikacji popularnonaukowych.
Liczba wyświetleń artykułu: 1855
Komentarze z forum pszczelarskiego
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!
Jak walczyć z warrozą bez "ostrej chemii"? Doświadczenia Bogdana Piekarza
Nie skażam środowiska ulowego ani produktów pasiecznych - bo miód ma nie tylko żywić, ale i leczyć Joanna Baran
Dzikie pszczoły kontra warroza. Jak naturalne mechanizmy pozwalają im przetrwać?
Słów kilka o badaniach Thomasa Dyer Seeley'a Joanna Baran
Metody biotechniczne w zwalczaniu warrozy
Sposoby walki z warrozą Joanna Baran
XXI Targi Pszczelarskie i Tradycyjnej Żywności w Karczowiskach
2-3 sierpień 2025 r., Karczowiska Marcin Balana
Czy Varroa uodporniła się na amitraz? Niepokojące wyniki badań z USA
Katastrofa w USA Joanna Baran
Jak pomóc zatrutej rodzinie pszczelej?
Da się pomóc, tylko trzeba wiedzieć jak Joanna Baran
Roztocze Tropilaelaps clareae
Poznaj roztocze Tropilaelaps clareae Joanna Baran












