Tomasz Łysoń - wywiad z pszczelarskim przedsiębiorcą
Pszczoły od wieków fascynują ludzi - nie tylko swoją niezwykłą organizacją i pracowitością, ale także ogromnym znaczeniem dla całych ekosystemów. Wokół nich narosły tradycje, pasje i zawody, a pszczelarstwo stało się jednocześnie dziedzictwem kulturowym i dynamicznie rozwijającą się gałęzią nowoczesnej gospodarki. Rozmowa z Tomaszem Łysoniem – przedsiębiorcą, wynalazcą i kontynuatorem rodzinnej misji - pokazuje, jak głęboko można połączyć te dwa światy: tradycję i innowację.
Firma Łysoń, której jest liderem, to przykład polskiej marki rozpoznawalnej na całym świecie, wyznaczającej trendy w branży pszczelarskiej. Jej historia zaczęła się od pasji dziadka i ojca, a dziś sięga laboratoriów badawczo-rozwojowych, międzynarodowych kongresów i globalnych rynków. To historia o sile relacji – między ludźmi, technologią i naturą - oraz o tym, jak jedno rodzinne dziedzictwo może inspirować do tworzenia rozwiązań ułatwiających życie pszczelarzom na całym świecie.
W naszej rozmowie Tomasz Łysoń opowiada nie tylko o innowacjach i nagradzanych projektach, ale także o lekcjach płynących z ula, o inkluzywności i odpowiedzialności za przyszłość pszczelarstwa. To spotkanie z człowiekiem, który udowadnia, że nowoczesna technologia może iść w parze z wrażliwością na potrzeby drugiego człowieka i troską o wspólne dobro – pszczoły.
Joanna Baran: Skąd pasja do pszczół i pomysł na zajmowanie się sprzętem pszczelarskim? Tkwi w Państwu bardziej duch pszczelarza czy konstruktora-wynalazcy?
Tomasz Łysoń: Pasja do pszczół i pomysł na zajmowanie się sprzętem pszczelarskim wyrastają u mnie z bardzo głębokich, rodzinnych korzeni. Fundamentem są tradycje i wartości przekazane mi przez dziadka Mariana – ślusarza, wynalazcę i pszczelarza w jednym - oraz ojca Andrzeja, który łączył wiedzę techniczną z miłością do pszczół. Od najmłodszych lat obserwowałem w warsztacie dziadka, jak z precyzją rzemieślnika i błyskiem w oku konstruktora tworzył rozwiązania, które wyprzedzały swój czas. Podziwiałem jego umiejętność łączenia pasji pszczelarskiej z kreatywnym podejściem do konstruowania sprzętu. Konstruował elementy do uli, eksperymentował, testował nowe konstrukcje, materiały i nietypowe pomysły.
To właśnie ta mieszanka - duch pszczelarza i konstruktora - stała się częścią mojej tożsamości. Od momentu, gdy w wieku 19 lat przejąłem firmę, staram się te wartości pielęgnować i rozwijać. Otwartość na nowe pomysły, proaktywność i świeże spojrzenie pozwalają mi wdrażać rozwiązania, które często wydają się niemożliwe do połączenia - a jednak działają i stają się częścią codziennego wyposażenia pszczelarzy na całym świecie. Gdy przejąłem ten biznes "ulowy" dostałem pełną autonomię w kierowaniu tej gałęzi. Obszar ten nie był fundamentem naszych dochodów, dlatego również mogłem tu sporo badać, eksperymentować.
Dla mnie konstruowanie sprzętu pszczelarskiego to nie tylko praca – to tworzenie narzędzi, które realnie ułatwiają życie pszczelarzom i wspierają ochronę pszczół. To także kontynuacja rodzinnej misji, w której innowacja idzie w parze z szacunkiem dla tradycji. W tym sensie duch wynalazcy jest u nas równie silny, jak pasja do pszczelarstwa - a obie te sfery wzajemnie się napędzają.
Joanna Baran: Czy pszczoły zmieniły coś w Pana spojrzeniu na człowieka i cywilizację? Jakie lekcje płyną z życia ula, które można odnieść do społeczeństwa? Jak to jest z tymi RELACJAMI?
Tomasz Łysoń: Pszczoły są niezwykłym organizmem - im dłużej się im przyglądam, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że można się od nich uczyć niemal na każdym kroku. Obserwacja życia ula skłania mnie codziennie do refleksji i do szukania analogii, które zaskakująco dobrze przekładają się zarówno na życie prywatne, jak i na funkcjonowanie firmy.
W pszczelej rodzinie każdy osobnik ma swoje miejsce, zadanie i odpowiedzialność, a jednocześnie całość działa niczym jeden, doskonale zsynchronizowany organizm. Staramy się w naszej firmie działać podobnie – myśleć i funkcjonować wspólnie, świadomie budując poczucie wspólnoty. Co to oznacza w praktyce? To, że nasi pracownicy nie są jedynie wykonawcami poleceń, ale pełnoprawnymi współpracownikami i partnerami na każdym szczeblu. Fundamentem naszych relacji jest wzajemny szacunek i zaufanie. Dzięki temu pomysły, kierunki rozwoju i decyzje strategiczne omawiamy otwarcie, tak aby każdy wiedział, jaki jest cel i dokąd zmierzamy.
Ważne jest dla mnie, by każdy członek zespołu czuł, że ma swoje miejsce i znaczenie – że jego praca i inicjatywa budują wspólny organizm firmy. Jednocześnie, inaczej niż w pszczelej rodzinie, w której instynkt i hierarchia wyznaczają ścisły porządek, u nas niezwykle cenimy oddolne inicjatywy. Zachęcamy do innowacji i słuchamy uważnie pomysłów płynących od pracowników, bo to właśnie one często stają się impulsem do największych zmian i przełomowych rozwiązań.
Jestem przekonany, że prawdziwa siła organizacji – czy to pszczelej, czy ludzkiej – tkwi w sile jednostek, które ją tworzą. Dlatego staramy się dbać nie tylko o dobro wspólne, ale i o kondycję, rozwój oraz satysfakcję każdego pojedynczego człowieka. Jeśli członkowie rodziny, społeczności czy zespołu czują się zaopiekowani, docenieni i ważni, całość staje się stabilniejsza, bardziej odporna i gotowa do wspólnego działania.
Myślę, że gdybyśmy jako społeczeństwo potrafili przełożyć te pszczele mechanizmy troski, współpracy i wzajemnej odpowiedzialności na codzienne życie i nasze RELACJE, świat byłby miejscem znacznie bardziej harmonijnym i przyjaznym.
Joanna Baran: Miodarki firmy Łysoń otrzymały godło Teraz Polska - czym dla Państwa jest to wyróżnienie?
Tomasz Łysoń: Jesteśmy firmą w pełni polską, zbudowaną na rodzimym kapitale i wartościach przekazywanych przez kolejne pokolenia. Choć nasze produkty trafiają dziś na rynki osiemdziesięciu krajów, to właśnie Polska pozostaje dla nas najważniejszym punktem odniesienia – miejscem, z którego wyrastamy i które chcemy reprezentować na świecie. Dlatego decyzja o zgłoszeniu naszej miodarki do godła "Teraz Polska" była dla nas czymś naturalnym, spójnym z filozofią firmy i z naszym podejściem do pracy.
To wyróżnienie ma dla mnie wymiar szczególny – nie tylko jako dla przedsiębiorcy, ale także jako dla Polaka. Odbieram je jako potwierdzenie, że polska myśl technologiczna, rzetelność, pracowitość i dbałość o każdy detal mogą konkurować z najlepszymi rozwiązaniami na świecie. Jest to powód do ogromnej dumy, bo nagroda ta docenia nie tylko sam produkt, lecz również historię, tradycję i wartości, które od zawsze budują fundament naszej firmy.
Dla całej organizacji godło "Teraz Polska" nie jest jedynie nagrodą czy prestiżowym znakiem jakości - traktujemy je jako zobowiązanie wobec naszych klientów. To motywacja, by nieustannie podnosić standardy, rozwijać się i szukać kolejnych innowacji. Wyróżnienie to otwiera przed nami nowe możliwości, wzmacnia zaufanie w kraju i za granicą, a jednocześnie przypomina, jak ważne jest pielęgnowanie własnych korzeni.
Wierzę, że dzięki temu odznaczeniu nasza firma staje się nie tylko producentem sprzętu pszczelarskiego, ale również ambasadorem polskiego rzemiosła, nowoczesnej technologii i odpowiedzialnego podejścia do tradycji. To dowód, że rodzinne wartości mogą stać się fundamentem marki o globalnym zasięgu.
Joanna Baran: Jakie pomysły, innowacje czy zmiany wprowadzili Państwo w projektach sprzętu Łysoń z inicjatywy pszczelarzy? Jak docierają do Państwa te potrzeby praktyków i w jaki sposób na nie Państwo odpowiadają?
Tomasz Łysoń: W naszej firmie działa zespół R&D, który liczy pięć osób i odpowiada za tworzenie, konstruowanie oraz rozwijanie nowych rozwiązań. Trzon tego działu stanowią konstruktorzy skupieni na budowaniu innowacyjnych urządzeń. Jednak prawdziwą inspiracją nie są dla nas wyłącznie laboratoria czy biurka projektowe, lecz przede wszystkim pszczelarze - praktycy, którzy codziennie pracują z naszym sprzętem. To właśnie ich doświadczenie, obserwacje i pomysły nadają realny kierunek naszej pracy.
Otrzymujemy od pszczelarzy dziesiątki inspiracji – mamy wręcz całe szuflady pełne notatek, szkiców i koncepcji. Niezwykle cennym przykładem był niedawno list od pszczelarza, spisany ręcznie na ośmiu stronach i uzupełniony własnoręcznie wykonanymi rysunkami. Był to pomysł zakorzeniony w codziennej praktyce, precyzyjnie przemyślany i szczegółowo opisany. Takie inicjatywy traktujemy jak prawdziwe skarby – są dowodem nie tylko ogromnej kreatywności środowiska pszczelarskiego, ale też świadectwem zaufania i partnerskich relacji, jakie udało nam się zbudować z ludźmi, dla których tworzymy nasze urządzenia.
Czasami mam wręcz wrażenie, że w pewnym sensie jesteśmy "odtwórcami" tych koncepcji - to pszczelarze są prawdziwymi wynalazcami, a my zajmujemy się ich profesjonalnym wdrażaniem i dopracowaniem. Wielu praktyków pasiecznych posiada niezwykły dar obserwacji i naturalną skłonność do udoskonalania swojej pracy. Ich pomysły często są zaskakująco proste, ale jednocześnie genialne w swojej funkcjonalności.
Co więcej, również nasi pracownicy w dużej mierze są pasjonatami pszczelarstwa. Prowadzą własne pasieki, testują nasze urządzenia w praktyce, a dzięki temu dostarczają bezcennych informacji zwrotnych. To sprawia, że proces projektowania nigdy nie jest oderwany od rzeczywistości – każde rozwiązanie przechodzi próbę w realnych warunkach pracy w pasiece. Dzięki temu do klientów trafia sprzęt, który nie jest jedynie technologiczną nowinką, lecz dojrzałym, sprawdzonym i przemyślanym narzędziem, odpowiadającym na realne potrzeby pszczelarzy. Właśnie ta synergia – połączenie doświadczenia praktyków z wiedzą inżynierów – jest fundamentem innowacyjności naszej firmy.

Joanna Baran: Produkcja miodarki dla osób z niepełnosprawnościami to projekt z duszą. Jakim wyzwaniem była praca nad tą miodarką? Czy są inne nieoczywiste grupy odbiorców, o których myślicie projektując sprzęt pszczelarski?
Tomasz Łysoń: Projekt miodarki dla osób z niepełnosprawnościami to dla nas jeden z najważniejszych punktów w historii firmy – nie tylko z perspektywy technologicznej, ale przede wszystkim ludzkiej. Pomysł narodził się, gdy odwiedził nas pszczelarz ze Słowenii, mający trudności z poruszaniem się. Nie był w stanie długo pracować w pozycji stojącej, a tradycyjne miodarki okazywały się dla niego po prostu niedostępne. W jego kraju powstało stowarzyszenie skupiające pszczelarzy z ograniczeniami ruchowymi i to właśnie z tej potrzeby, z tego doświadczenia, pojawiła się propozycja stworzenia urządzenia innego niż wszystkie.
Wspólnie rozpoczęliśmy prace nad nowym projektem. Ów pszczelarz nie tylko zgłosił pomysł, ale później powrócił do nas, aby brać udział w testach i konsultacjach. To dzięki jego zaangażowaniu mogliśmy zrozumieć realne wyzwania i specyfikę pracy osób z niepełnosprawnościami.
Przy tej konstrukcji stanęliśmy przed zupełnie innymi pytaniami niż zwykle. Klasyczne miodarki projektowane są dla osób w pełni sprawnych – wymagają obsługi w pozycji stojącej, użycia siły i dostępu do elementów, które dla kogoś poruszającego się na wózku są poza zasięgiem. Tym razem musieliśmy przemyśleć wszystko od nowa – od ergonomii, poprzez bezpieczeństwo, aż po intuicyjność sterowania.
To urządzenie od początku traktowaliśmy nie jak kolejny produkt, ale jak misję. Wierzymy, że pszczelarstwo powinno być dostępne dla każdego – bez barier i ograniczeń. Dlatego zaprojektowaliśmy miodarkę tak, by mogła być obsługiwana w pozycji siedzącej, by dawała swobodę, bezpieczeństwo i poczucie niezależności. Proces ten wymagał wielu testów, rozmów i współpracy z osobami z niepełnosprawnościami, bo tylko one mogły wskazać, jakie rozwiązania naprawdę odpowiadają ich potrzebom.
Dla mnie osobiście ten projekt ma ogromną wartość. Pokazuje, że technologia może być inkluzyjna, że może stawać się narzędziem wyrównującym szanse. Pszczelarstwo to pasja, która daje satysfakcję, poczucie sprawczości, a często również źródło utrzymania. Dzięki tej miodarce osoby zagrożone wykluczeniem mogą realizować swoje marzenia, rozwijać pasiekę, budować niezależność i poczucie spełnienia.
Zdobycie złotego medalu na kongresie APIMONDIA za to rozwiązanie było dla nas potwierdzeniem, że podjęliśmy właściwe wyzwanie. Ale największą nagrodą są dla mnie osobiste historie pszczelarzy, którzy dziś, dzięki temu urządzeniu, mogą prowadzić własne pasieki. To właśnie one pokazują, że nasza praca ma głęboki sens.
W efekcie tego projektu narodziła się w naszej firmie szersza idea – "pasieki bez barier" – koncepcja tworzenia przestrzeni i sprzętu, które sprawiają, że pszczelarstwo staje się naprawdę dostępne dla wszystkich.
Joanna Baran: Czy któryś z pomysłów – z pozoru szalony – okazał się hitem sprzedażowym lub technologicznym przełomem?
Tomasz Łysoń: Często powtarza się, że trudno wymyślić drugi raz koło. W naszej pracy okazuje się jednak, że właśnie w tych pozornie nietypowych, czasem wręcz dziwnych pomysłach kryją się rozwiązania o ogromnej wartości.
Mieliśmy kiedyś sytuację, kiedy pszczelarz przyjechał do nas z projektem wózka pasiecznego do pracy przy ulach i do podnoszenia uli. Koncepcja była niezwykle skomplikowana - pełna mechanizmów i rozwiązań, które wymagałyby bardzo złożonej konstrukcji. Rozmawiając z nim, przypadkiem zwróciłem uwagę na coś zupełnie innego. W jego bagażniku dostrzegłem nietypowe urządzenie własnego pomysłu.
Mój wewnętrzny konstruktor nie pozwolił mi tego zignorować, więc zapytałem, co to takiego. Okazało się, że pszczelarz–wynalazca miał przy sobie prosty, własnoręcznie zbudowany przyrząd do odymiania rodzin pszczelich podczas walki z warrozą. Urządzenie było zaskakująco sprytne, oparte na prostych rozwiązaniach, a jednocześnie niezwykle praktyczne.
Zaczęliśmy o nim rozmawiać i szybko stało się jasne, że w tej prostocie kryje się wielki potencjał. Konstrukcja została dopracowana wspólnie z autorem pomysłu i po serii testów trafiła do naszej oferty. To urządzenie, które powstało dosłownie "z bagażnika", dziś realnie wspiera pszczelarzy w codziennej pracy.
Ta historia pokazuje, że innowacje często rodzą się nie w laboratoriach, ale w pasiekach, w garażach, w praktyce. Niekiedy genialne rozwiązania powstają z potrzeby chwili, a naszym zadaniem jako producenta jest dostrzec ten potencjał, rozwijać go i przekuć w profesjonalny produkt. To dowód na to, że czasem właśnie to, co wydaje się niepozorne, okazuje się prawdziwie rewolucyjne.
Joanna Baran: EPP – materiał z przyszłości w świecie uli – jak wyglądał proces jego wdrażania? Czy spotkaliście się z oporem tradycjonalistów? Czy sprawdza się w różnych warunkach atmosferycznych?
Tomasz Łysoń: Historia materiału EPP w naszym wydaniu jest naprawdę ciekawa. Na papierze wszystko wskazywało, że będzie to wręcz idealne rozwiązanie – ekologiczne, przyjazne środowisku, lekkie, trwałe i dobrze przebadane pod kątem właściwości technicznych. Początkowo byłem pełen optymizmu i przekonania, że ule wykonane z tego materiału zrewolucjonizują rynek.
Jednak w praktyce okazało się, że nie wszystko da się przewidzieć w laboratorium. Poświęciliśmy projektowi wiele czasu, energii i pracy, opracowując ule z EPP, testując różne rozwiązania konstrukcyjne i właściwości materiału. Mimo to rynek nie przyjął tego produktu – pszczelarze po prostu nie byli nim zainteresowani. Wszystkie teoretyczne zalety nie przekonały praktyków, którzy w codziennej pracy szukają przede wszystkim sprawdzonych i wygodnych rozwiązań.
Dlatego chociaż EPP nie sprawdził się w produkcji uli, z powodzeniem stosujemy go w innych naszych produktach, gdzie jego właściwości są w pełni wykorzystane. Ta historia przypomina nam, że teoria i badania laboratoryjne to jedno, a rzeczywiste potrzeby użytkowników – praktyków w pasiekach – to często zupełnie inny wymiar, którego nie można pominąć w procesie tworzenia innowacji.
Joanna Baran: W ofercie na stronie widzę głównie dwa typy uli - wielkopolski i Dadant. Czy można dostać inne konstrukcje uli? Dlaczego te dwie są główne? Czy rozważają Państwo wprowadzenie nietypowych uli jak snozowe, trapezowe czy ule Warre?
Tomasz Łysoń: Z punktu widzenia konstruktora wszystkie te nietypowe konstrukcje są niezwykle ciekawe i inspirujące. Wiele z nich sprawdza się znakomicie w hobbystycznych pasiekach, gdzie pszczelarze lubią eksperymentować i testować nowe rozwiązania. Jednak w praktyce, zarówno w Polsce, jak i na świecie, dominują ule ramkowe - to one są najbardziej ergonomiczne, łatwe w obsłudze i najlepiej odpowiadają na potrzeby większości pszczelarzy.
Na naszym magazynie montażowym mamy ramki z całego świata – widać tam ogromną różnorodność wymiarów, kształtów i drobnych różnic, charakterystycznych dla poszczególnych krajów. Każdy region posiada kilka typów ramek, które są najbardziej rozpowszechnione w lokalnych pasiekach. Projekty uli są niemal nieograniczone, dlatego przy planowaniu produkcji konieczne jest wybranie kilku konstrukcji, które można zunifikować i dopracować w sposób umożliwiający ich masowe wytwarzanie.
Już sam wybór materiału bywa wyzwaniem. Na przykład ule styropianowe nie wszędzie zdobywają popularność – w Hiszpanii i Grecji największym zainteresowaniem cieszą się tradycyjne ule drewniane, podczas gdy w Wielkiej Brytanii wielu pszczelarzy woli konstrukcje styropianowe. To pokazuje, że projektowanie i produkcja sprzętu pszczelarskiego musi uwzględniać zarówno ergonomię, dostępność materiałów, jak i lokalne przyzwyczajenia użytkowników.
Joanna Baran: Czy były sytuacje, w których lokalne zwyczaje kulturowe wpłynęły na sposób użycia lub odbiór sprzętu?
Tomasz Łysoń: Najlepszym przykładem wpływu lokalnych potrzeb jest wspomniany wcześniej pszczelarz ze Słowenii i jego konieczność posiadania miodarki dostosowanej do osób z niepełnosprawnością. Jednak inspiracje do innowacji znajdujemy także podczas międzynarodowych targów, gdzie spotykamy klientów z wielu krajów. Lokalna kultura, przyzwyczajenia i tradycje wyraźnie kształtują sposób, w jaki użytkownicy korzystają ze sprzętu pszczelarskiego, a my jako firma staramy się te potrzeby uwzględniać. To jeden z powodów, dla których oferujemy najszerszy asortyment sprzętu pszczelarskiego na świecie – dostosowujemy nasze konstrukcje do lokalnych zwyczajów i specyfiki różnych rynków.
Jednym z ciekawszych pomysłów, który podpatrzyliśmy na takich targach, jest innowacyjny sposób tworzenia łąk kwietnych. Zauważyliśmy technologię pozwalającą utrzymać trawę w idealnym stanie, zapobiegając przy tym rozrastaniu się chwastów. Nasiona są rozwijane z rolki wykonanej z biomateriałów opartych na kukurydzy – w pełni biodegradowalnych i naturalnych.
Zainspirowani tym rozwiązaniem, opracowaliśmy własną matę do zakładania łąk miododajnych. Tradycyjne rozsiewanie nasion często prowadzi do zarastania chwastami, a pierwsze dwa lata utrzymania łąki bywają szczególnie problematyczne. Nasza mata, wykonana z naturalnych i biodegradowalnych włókien, pozwala równomiernie rozłożyć nasiona roślin miododajnych na wyznaczonym terenie oraz skutecznie ogranicza przerastanie chwastów.
To innowacyjne rozwiązanie rozwiązuje realny problem utrzymania łąk przez pierwsze dwa lata, a jego potencjał wykracza poza granice kraju. Inspiracją były dla nas technologie stosowane na świecie, jednak efekt końcowy jest w pełni autorski i dostosowany do potrzeb pszczelarzy. Dzięki temu nasze produkty nie tylko ułatwiają pracę, ale także wspierają ochronę środowiska i bioróżnorodność.
Joanna Baran: Jak udaje się Panu łączyć rodzinne wartości z zarządzaniem firmą, która de facto wyznacza światowe trendy?
Tomasz Łysoń: Dla mnie, dla nas, wartości nie są jedynie słowami na papierze czy marketingowymi hasłami - są fundamentem tego, kim jesteśmy i w jaki sposób funkcjonujemy jako firma. Zarówno mój dziadek, jak i ojciec traktowali pracowników z ogromnym szacunkiem, postrzegając ich nie tylko jako wykonawców zadań, lecz jako prawdziwych partnerów w biznesie i w codziennej pracy. Ten model traktowania ludzi z godnością i zaufaniem stał się dla mnie naturalnym punktem odniesienia.
Sam staram się, aby każdy członek naszego zespołu czuł się świadomy kierunku, w którym zmierzamy, i znaczenia swojej roli w realizacji wspólnych celów. Wartości są dla nas nieustannym kompasem – przewodnikiem, który pozwala podejmować decyzje nie tylko w biznesie, ale też w relacjach międzyludzkich. Uczciwość, zaangażowanie, troska o relacje i otwartość na innowacje to cechy, które chcemy pielęgnować w każdym aspekcie naszej pracy.
Wierzę, że firma powinna być miejscem, w którym ludzie czują się docenieni i mają przestrzeń do rozwoju, w którym wartości stają się częścią codziennej praktyki, a nie tylko deklaracją. Taki humanistyczny wymiar działania sprawia, że nasze przedsięwzięcia nabierają sensu – nie tylko jako produkty czy projekty, ale jako rzeczy, które realnie wpływają na życie ludzi, społeczności i środowisko, w którym funkcjonujemy.
Joanna Baran: Porozmawiajmy jeszcze chwilę o Apimondiach 2025. Firma Łysoń została platynowym sponsorem wydarzenia, co to oznacza i dlaczego jest to tak ważne?
Tomasz Łysoń: Dla mnie osobiście Apimondia to znacznie więcej niż tylko obecność logo naszej firmy na największym wydarzeniu pszczelarskim świata. To przede wszystkim wyraz odpowiedzialności – odpowiedzialności za branżę, za przyszłość pszczół i za ludzi, którzy od lat z pasją oddają się pszczelarstwu. Od ponad 20 lat uczestniczymy w kongresach Apimondii i doskonale wiem, jak wielką wartość mają te spotkania – są miejscem, gdzie spotyka się nauka, praktyka i biznes, a wspólnym celem jest troska o przyszłość pszczół oraz o rozwój całego środowiska pszczelarskiego.
Jako polska firma, zbudowana na solidnych tradycjach, a jednocześnie otwarta na innowacje, czujemy, że naszym zadaniem jest być ambasadorem nie tylko polskiego pszczelarstwa, ale także zrównoważonego i odpowiedzialnego podejścia do całej branży. Platynowy sponsoring Apimondii jest dla nas naturalnym krokiem – pokazuje, że chcemy aktywnie wspierać edukację, badania naukowe oraz międzynarodową wymianę wiedzy i doświadczeń.
Dla nas wydarzenie w Kopenhadze to także niezwykła szansa, by pokazać światu potencjał polskiego pszczelarstwa. Choć nasze produkty trafiają do ponad stu krajów, to właśnie Apimondia pozwala na bezpośrednie spotkania z pszczelarzami z całego świata, wysłuchanie ich potrzeb i wspólne poszukiwanie rozwiązań, które realnie poprawiają codzienną pracę w pasiekach.
Dla mnie osobiście równie ważne jest to, że w tej dyskusji pszczoła staje się symbolem czegoś znacznie większego – troski o środowisko, odpowiedzialności za klimat i przyszłość rolnictwa. Platynowy sponsoring traktuję więc nie tylko jako promocję naszej firmy, ale jako realny wkład w budowanie świadomości i wspieranie globalnej współpracy na rzecz dobra pszczół i ludzi. To właśnie ta misja – połączenie innowacji z odpowiedzialnością – stanowi dla mnie największą wartość tego wyróżnienia.
BIO

Tomasz Łysoń – przedsiębiorca, pasjonat pszczelarstwa i klasycznej motoryzacji. Od najmłodszych lat inspirował się swoim dziadkiem - wszechstronnie utalentowanym ślusarzem, ogrodnikiem, rolnikiem i pszczelarzem. To właśnie w jego warsztacie narodziła się pasja, która z czasem przerodziła się w życiową drogę. W wieku zaledwie 19 lat Tomasz przejął rodzinną działalność i zaczął rozwijać produkcję uli styropianowych, stawiając fundamenty pod firmę ŁYSON - dziś światowego lidera w branży sprzętu pszczelarskiego.
W swojej pracy kieruje się nie tylko innowacyjnością, lecz także wartościami, które wyniósł z domu - zaufaniem, współpracą i szacunkiem dla relacji międzyludzkich. Rodzina odgrywa w jego życiu kluczową rolę - wspierają go żona i rodzeństwo, a wspólne pasje, takie jak podróże zabytkowymi samochodami, łączą go również z córkami.
Dziś Tomasz Łysoń nie traktuje prowadzenia firmy jak obowiązku "od-do". To jego pasja i misja - tworzenie nowoczesnych rozwiązań dla pszczelarzy na całym świecie, przy jednoczesnym dbaniu o harmonię między życiem zawodowym a rodzinnym.
Liczba wyświetleń artykułu: 1141
Komentarze z forum pszczelarskiego
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy i weź udział w dyskusji!
Międzynarodowe sympozjum pszczelarskie w Krakowie – przygotowanie do XXII Kongresu Apislavia
9-13 wrzesień 2018 r., Moskwa Beata Lorenz
XVI Targi Pszczelarskie i Tradycyjnej Żywności w Karczowiskach
4-5 sierpień 2018 r., Karczowiska Górne Marcin Balana
XIV Targi Pszczelarskie i Tradycyjnej Żywności w Karczowiskach
6-7 sierpień 2016 r., Karczowiska Górne k. Elbląga Marcin Balana
Otwarcie Sezonu Pszczelarskiego w firmie Łysoń - Poznań 2016
27-28 luty 2016 r., Poznań Marcin Balana












